Zapowiedź alpejskiego PŚ 2016/2017: część II

fot. Méribel Tourisme / CC BY ND
fot. Méribel Tourisme / CC BY ND

Zgodnie z zasadą „panie przodem” pierwszą część zapowiedzi alpejskiego Pucharu Świata 2016/2017 poświęciłem kobietom, chociaż chyba bliższe prawdy będzie jeśli przyznam, że wybór ten opierał się na chronologii. Panowie zaczynają dzień później, dlatego z 1-dniowym opóźnieniem przyjrzyjmy się co może się zdarzyć w rywalizacji mężczyzn w ciągu najbliższych kilku miesięcy.

Początek sezonu (jeśli chodzi o lokalizację) nie będzie zbytnio różnił się od tego co opisywałem w przypadku kobiet. Start W Sölden (gigant), drugi przystanek w Levi, a następnie podróż do Ameryki. Tam do gry wkroczą szybkościowcy. Po wizycie w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie aż do samego finału w amerykańskim Aspen alpejczycy nie będą musieli opuszczać Europy.

W programie startów 8 gigantów, 10 slalomów, 9 zjazdów i 7 supergigantów, jedynie 2 kombinacje, slalom gigant równoległy oraz miejski slalom w Sztokholmie. Znów rzuca się w oczy, że brak jest wyważenia między liczbą konkurencji szybkościowych i technicznych. Hannes Reichelt z pewnością nie jest zadowolony.

Podobnie jak w poprzedniej zapowiedzi, dotyczącej kobiet powróżyliśmy bez kart, fusów czy szklanej kuli. À propos kuli – sprawdźcie kto naszym zdaniem może sięgnąć po te kryształowe.

Slalom gigant

Marek Cielec (MC): Przy tej dyscyplinie na myśl automatycznie nasuwają mi się cztery nazwiska: Marcel Hirscher, Henrik Kristoffersen i Alexis Pinturault i Ted Ligety. Pierwsza trójka to najlepsi giganciści poprzedniego sezonu. Ligety natomiast zmagał się z kontuzją, co wyeliminowało go z walki o zwycięstwa. Jednak zdrowy, w pełni formy Ligety to najwyższa światowa klasa. Hirscher i Pinturault w poprzednim sezonie odnieśli po 4 zwycięstwa w slalomie gigancie. Duże wrażenie zrobiła w drugiej części sezonu seria 4. zwycięstw Alexisa. Utrzymanie takiego poziomu przez cały sezon może gwarantować mu końcowy sukces. Kristoffersen to w pewnym sensie podobieństwo Mikaeli Shiffrin, o której pisałem w pierwszej części. Genialny slalomista, z zadatkami na wybitnego gigancistę. W mojej opinii jest jednak jeszcze krok z tyłu za Pinturaultem i Hirscherem. W przyszłym sezonie przewiduję przerwanie wspaniałej serii Austriaka, a małą kryształową kulę za gigant widzę w rękach Francuza. Wprawdzie Hirscher wspomniał niedawno w rozmowie z krone.at, że nie jest jeszcze całkiem gotowy, a dobrym miejscem będzie dla niego top 15, ale może to być zasłona dymna. O trzecie miejsce powinni powalczyć Kristoffersen z Ligetym. Nie można również lekceważyć Thomasa Fanary i Felixa Neureuthera.

Jarosław Gracka (JG): Automatycznie przychodzą do głowy nazwiska wymienione przez Marka – to pewne. Ja jednak przeczuwam francuską dominację – obok Pinturault do absolutnej czołówki należą Thomas Fanara, Mathieu Faivre i Victor Muffat Jeandet – coś mi się widzi, że zwłaszcza ta ostatnia dwójka może wreszcie zacząć wygrywać. Na czarnego konia typuję Chorwata Filipa Zubcica – wielki talent z wielkimi możliwościami.

Slalom

MC: Kilka nazwisk z giganta musi się tutaj powtórzyć. Dominatorami w tej konkurencji są Hirscher i Kristoffersen. Niezwykle rzadką sytuacją w ubiegłym sezonie był brak któregokolwiek z tych zawodników na podium zawodów slalomowych. Ostatecznie minimalnie lepszy okazał się Kristoffersen. Młody Norweg powinien stawać się coraz lepszy, dlatego przewiduję, że tym razem znów zwycięży, ale już z nieco większą przewagą. Nawet jeśli Hirscher twierdzi, że sezon tym razem zaczyna się dla niego za wcześnie to do pierwszego slalomu w Levi będzie miał jeszcze trochę czasu na treningi. Trzecie miejsce jest jak najbardziej sprawą otwartą. Moim cichym faworytem jest Marco Schwarz. Młodszy kolega Hirschera z reprezentacji Austrii pokazał się w poprzednim sezonie z bardzo dobrej strony w kilku startach, zajmując dwukrotnie miejsce na podium i kończąc swój pierwszy pełny sezon w PŚ na ósmym miejscu. Razem z nim o czołową trójkę powinni walczyć uznani od lat slalomiści: Felix Neureuther, Stefano Gross oraz Aleksander Choroszyłow.

JG: Jako frankofil (na poziomie narciarstwa alpejskiego) mocno wierzę w powrót do czołówki wielkiego Jeana-Baptiste’a Grange’a i niemal równie wielkiego Juliena Lizeroux. Młodzi nie są, ale są ciągle wielcy. Oczywiście wszystkie nazwiska wymienione przez Marka to murowani faworyci. Ze wskazaniem na Kristoffersena, który jest niemal Shiffrin męskiego slalomu.

Zjazd

MC: W zjeździe dużo zależy od tego jak szybko do wysokiej formy wróci Norweg Aksel Lund Svindal. Nie wątpię, że ta sztuka mu się uda. Mimo wszystko to Norweg jest dla mnie numerem jeden. Poprzedni sezon w wykonaniu Beata Feuza był już pewnym nawiązaniem do starych dobrych czasów, czyli sezonu 2011/2012, kiedy to walczył o wygraną w klasyfikacji generalnej PŚ. Powrócił do jazdy w styczniu i bardzo szybko zaczął osiągać świetne rezultaty. Ukoronowaniem dobrych występów było zwycięstwo w finale w Sankt Moritz. Gdyby nie późniejsze wejście w sezon z pewnością zająłby miejsce wyższe niż 5. W mojej opinii to Feuz powinien być najgroźniejszym konkurentem Svindala. Przyznam, że nieco niżej oceniam szanse takich zawodników jak Kjetil Jansrud, Dominik Paris, Peter Fill czy Steven Nyman. Myślę, że namieszać może kolejny z Norwegów – Aleksander Kilde Aamodt. Choć na razie kojarzony jest głównie z wygraniem klasyfikacji super-G to pierwszą wygraną w PŚ w zjeździe ma już za sobą. Jest jeszcze Matthias Mayer, który zaliczył groźny upadek w poprzednim roku w Val Gardenie. Na Lake Louise powinien być gotowy. Jeśli pozbędzie się z głowy śladów po wypadku to powinien się liczyć.

JG: Peter Fill wygrał klasyfikację w zeszłym roku klasyfikację zjazdu – dość szczęśliwie (kontuzja Svindala) i raczej nie wierzę, by weteran włoski powtórzył ten wyczyn. Jego rodak Dominik Paris ma chyba większe szanse na końcowy sukces. Oczywiście jak Svindal dojdzie do siebie będzie bezkonkurencyjny. Widzę w osobie Francuza Valentina Giraud-Moine czarnego konia.

Super-G

MC: Podobnie jak w zjeździe – Svindal to absolutny mistrz. Zdrowy, silny Svindal to alpejczyk trudny do pokonania. Norwegowie mają w konkurencjach szybkościowych niezwykle silny skład. Również Aleksander Aamodt Kilde i Kjetil Jansrud to zawodnicy prezentujący umiejętności wybitne. Obaj wygrywali klasyfikację super-G – Kilde w poprzednim sezonie, zaś Jansrud rok wcześniej. Od dwóch sezonów w czołowce super-G jest Vincent Kriechmayr. Miał już miejsca na podium, ale brakuje jeszcze w jego dorobku zwycięstwa. Kiedyś jednak powinien się przełamać. Pod nieobecność Mayera i przy słabszym sezonie Reichelta to on był liderem austriackiej kadry. Nie mniejsze możliwości niż w zjeździe ma w supergigancie Matthias Mayer. Kolejny z zawodników, którzy powracają po kontuzji to Dustin Cook – rewelacja sezonu 2014/2015. Czy vice-mistrz świata z 2015 roku będzie jednak w stanie powtórzyć tak świetny sezon po problemach z kolanem? Bardzo chętnie zobaczę go w przyszłym sezonie na podium. Uściślając: Svindal, Kilde, Mayer – to zawodnicy, których typuję na podium konkurencji po finale w Aspen.

JG: Norwegowie w supergigancie to taki dream team jak w najlepszych latach Lasse Kjusa i Kjetila Andre Aamodta – są znakomici. Kto jeszcze? Weterani Janka i Innerhofer mogą coś jeszcze w supergigancie zrobić. Coraz lepszy w tej dyscyplinie jest Marcel Hirscher, a że to geniusz nart – może być groźny.

Kombinacja alpejska

MC: Jak wspominałem wyżej, kalendarz Pucharu Świata mężczyzn jest bardzo ubogi w kombinacje. Zrezygnowano z przeprowadzania tej konkurencji w Kitz na rzecz Santa Cateriny. Słaby występ w jednej z dwóch kombinacji jakie się odbędą praktycznie przekreśla szanse na zgarnięcie małej kryształowej kuli. Nazwiska w czołówce klasyfikacji kombinacji zmieniają się co roku. Niezmiennie za każdym razem wysoko plasuje się Alexis Pinturault. Wygrywał on już kombinację trzykrotnie. Jeśli nie będzie miał pecha i nie wypadnie w którymś przejeździe to powinien w swojej gablocie zrobić miejsce na czwartą kulę za kombinację. Faworyt numer 2 – Carlo Janka. Chyba w końcu zdrowy. Po perypetiach zdrowotnych wrócił do bardzo dobrego ścigania. Również ma na swoim koncie zwycięstwa (2008/2009 i 2014/2015) w końcowym rankingu dyscypliny. Wypada obsadzić również trzecie miejsce. Nie potrafię zdecydować się na jednego alpejczyka, dlatego obsada będzie dwuosobowa, ale w obrębie jednej nacji. Są to Thomas Mermillod-Blondin i Victor Muffat Jeandet. Pierwszy z nich, gdyby nie organizowano zawodów w kombinacji, byłby zwykłym średniakiem. W żadnej z czterech głównych konkurencji po prostu się nie wybija (poza jednym niezłym sezonem 2013/2014 w supergigancie – ósme miejsce). To właśnie dzięki kombinacji, w której radzi sobie bardzo dobrze, jest znany szerszej publiczności. Już trzykrotnie w karierze był w najlepszej trójce na koniec sezonu. Jego rodak – Vincent Muffat Jeandet – to z kolei świetny gigancista, ale również jest na tyle wszechstronny, aby móc widzieć w nim jednego z faworytów zawodów łączonych.

JG: Tu jest totalna loteria, a ja podobnie jak Marek mocno wierzę we Francuzów Mermillod-Blondina i Muffat-Jeandeta – swoją drogą ci Francuzi to lubią mieć podwójne nazwiska. Wielki Carlo Janka też świetnie w kombinacji sobie radzi i może być groźny.

Klasyfikacja generalna

MC: Przyznam, że marzy mi się w końcu odmiana. Seria Marcela Hirschera trwa już długo, a półka w jego domu chyba już ugina się od ciężaru dużych kryształowych kul. Nie da się jednak zaprzeczyć, że na wszystkie te sukcesy sobie zasłużył. Doskonały w gigancie i slalomie, a ostatnio zaczął również zgarniać sporo punktów za supergigant. Przed nadchodzącym sezonem bardzo ostrożny, ale nie zmienia to faktu, że nadal jest głównym pretendentem do zwycięstwa w klasyfikacji generalnej PŚ. Nie mam niestety zbyt długiej listy nazwisk zawodników, którzy mogliby Marcela zdjąć z tronu. Jednym z tego nielicznego grona jest Alexis Pinturault. Francuz, jeśli chce w końcu ruszyć się z trzeciego miejsca (już trzy razy z rzędu kończył sezon na tej pozycji) to powinien zdobywać więcej punktów w konkurencjach, które nie są jego główną domeną, czyli w slalomie i super-G. Kolejni z pretendentów to Norwegowie: Svindal, Kristoffersen i Jansrud. Svindal w formie z pierwszej części ubiegłego sezonu to z pewnością rywal równorzędny dla Hirschera (choć głównie toczą rywalizację korespondencyjną ze względu na odmienne preferencje co do konkurencji). Kristoffersen, gdy poprawi wyniki w gigancie (mimo że już teraz są świetne) również ma szanse na wygraną. Na wiele stać również Jansruda, któremu wcale nie brakowało tak wiele do triumfu w sezonie 2015/2016. Paradoksalnie Jansrud może być przeszkodą dla swojego rodaka Svindala i na odwrót. Obaj specjalizują się w zjazdach i supergigantach. Jeśli będą nawzajem zabierać sobie punkty to sytuacja taka sprzyjać będzie Hirscherowi, Kristoffersenowi i Pinturaultowi.

JG: Marcel Hirscher zmonopolizował ostatnimi laty klasyfikację generalną i… już robi się to powoli nudne. Oczywiście nie jest to wina genialnego Austriaka, ale jako iż moim idolem w tym sporcie w latach szczenięcych był Marc Girardelli, który w karierze podobnie jak Hirscher zdobył pięć kryształowych kul (choć nie z rzędu) to niestosownym by było, żeby Marcel go wyprzedził. Kibicować będę więc Alexisowi Pinturault i Henrikowi Kristoffersenowi i – przede wszystkim – Akselowi Lundowi Svindalowi, który od lat należy do moich ulubieńców.

Zapraszamy również do przeczytania pierwszej części zapowiedzi:

Zapowiedź alpejskiego PŚ 2016/2017: część I

Autorzy: Marek Cielec i Jarosław Gracka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *