Miasto, które bez skoków przestaje istnieć

Gdy parę dni temu odwiedziłem Harrachov mocno się przestraszyłem. Czeskie miasto wygląda, jakby zatrzymał się w nim czas. Jakby przed nami wciąż były organizowane w 2014 roku Mistrzostwa Świata w lotach narciarskich. Tylko że to wszystko już minęło, a same obiekty czekają na ratunek, który prawdopodobnie nigdy nie nadejdzie.

Pod Čertovą horą w ciągu ostatnich lat kibiców skoków narciarskich można było upatrywać praktycznie tylko wśród przychodzących pod mamucią skocznię turystów. Zawodów nie było tu od pamiętnych Mistrzostw Świata w lotach, które 3 lata temu zakończyły się zupełną klęską organizacyjną i pogodową – konkursy zdominował bardzo silnie wiejący wówczas wiatr. Obecnie częściej organizuje się tu imprezy zupełnie niezwiązane z tym miejscem. W sierpniu mają miejsce festiwal muzyczny Celtycka Noc oraz bieg na szczyt rozbiegu mniejszej ze skoczni o nazwie Čerťák pod szyldem Red Bull 400. Gdy przejdziemy się jednak ulicą miasta, odkryjemy, że wśród mieszkańców sytuacja wygląda zupełnie inaczej niż w przypadku traktowania samych skoczni tego, jak zostały porzucone.

Byłem w Harrachovie dwa lata temu, a rok później napisałem swoje przemyślenia na temat tego, jak ważny jest to ośrodek dla skoków, zwłaszcza w tej części Europy. Wiele dał nie tylko Czechom, ale nawet Polakom w kontekście treningów i samej atmosfery zawodów, gdy nasi kibice mogli z niego zrobić drugie Zakopane, podczas niektórych zawodów Pucharu Świata. Zresztą to miejsce wciąż żyje skokami sprzed tych 3 lat – odwiedzając je parę dni temu na hotelu w centrum zauważyłem wciąż przylepioną kartkę informującą o tym, że mieszkają tam zawodnicy MŚ w lotach. Podobnie wygląda budka dla zawodników na drodze z obiektów mniejszych do kompleksu Čerťák. W restauracji położonej około 300 metrów od skoczni są zdjęcia Jakuba Jandy oraz większości zawodników kadry kombinatorów norweskich z czeskiej kadry. Na prawie każdym budynku w Harrachovie jest akcent mający przypominać, że to miasto ze skokami wpisanymi w historię. Niestety jeszcze chwila, a do tej historia bezpowrotnie przejdą.

Sam problem wydaje się być odpowiednio nagłośniony, ale gdyby zapytać mieszkańców miasta o przyszłość w kontekście skoków z pewnością nie zastaniemy na ich twarzach uśmiechu. Wszystko tu bez nich wydaje się coraz bardziej szare. Chociaż o możliwych kłopotach ze stanem skoczni w niedalekim okresie wspominało się tu już lata temu, nic w kierunku ich ewentualnego wyremontowania nie zrobiono. Duża skocznia – duże pieniądze. Chyba w ten sposób najłatwiej to wytłumaczyć. Mimo poprawienia minimalnie standardu w momencie, gdy obiekt swym patronatem tytularnym wsparł Adidas (siatki na wiatr, oświetlenie), nadal pozostawało wiele elementów wymagających natychmiastowego zainteresowania. Takiego jednak nie otrzymały, czego skutki obserwujemy teraz. Wrak pięknej i potężnej niegdyś skoczni, gdzie działa się historia, teraz służy tylko za punkt widokowy, gdyż bez problemu można się wspiąć na jego rozbieg czy przejść po górnej części zeskoku. Z wieży sędziowskiej można skoczyć na bungee. Tylko co z tego? To wszystko nieważne w chwili, gdy zarówno skocznie, jak i miasto tracą motor napędowy do funkcjonowania. Harrachov przetrwa w jakiś sposób, zasłaniając sprawę obiektów innymi atrakcjami turystycznymi. Ale serca mieszkańców albo zwykłych lubiących tu wracać turystów zostaną przebite. Dla nich to miejsce straci swoją niezwykłą duszę.

Źródło : inf. własna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *