Jakub Janda, czyli kolejny sequel „Bajki o Rašce”

Jeden z dwóch najważniejszych czeskich skoczków narciarskich w historii właśnie odwiesił narty na kołek. Jakub Janda dość niespodziewanie stał się nim 11 lat temu, po zaliczeniu genialnego jak na standardy swojego kraju sezonu, w którym był bliski przejścia na poziom dominatora skoków. Styl z jakim przyszło mu wywalczyć Kryształową Kulę i zwyciężyć w Turnieju Czterech Skoczni dał mu szacunek u fanów dyscypliny. Dał mu ich pamięć, dzięki czemu gdy dzisiaj ogłosił swoją decyzję wielu z nich jedynie smutno się uśmiechnęło.

„Bajka o Rašce” Oty Pavela zaczyna się we Frenštácie pod Radhoštěm – położonym na północy Czech miasteczku u podnóża czeskiej części Beskidów, które nie wyróżniało się spośród innych praktycznie niczym. Urokliwe uliczki, ratusz, rynek i… skocznie. To one mogą tu stanowić pewną różnicę. W końcu w Czechach profesjonalnych obiektów wiele nie ma – obok Liberca i Harrachova skocznia we Frenštácie jest w zasadzie jedyną. Z tej pierwszej miejscowości przyjeżdżała tu nawet grupa zawodników miejscowego klubu Dukla. Żaden nie odniósł jednak swoją karierą tak wielkiego sukcesu jak Jiří Raška. Reprezentując Spartak Frenštát pod flagą Czechosłowacji został najlepszym reprezentantem tego kraju – zwyciężył w Turnieju Czterech Skoczni, nie wygrywając żadnego z konkursów, został mistrzem i wicemistrzem olimpijskim w Grenoble, a także zdobył srebrny medal mistrzostw świata oraz brązowy światowego czempionatu w lotach. To osiągnięcia, które na zawsze zapisały go w historii narciarstwa.

Opowieść o Rašce napisana przez czeskiego reportażystę daje sporo informacji o drodze, jaką musiał pokonać – nie zawsze usłanej różami. Zwłaszcza, że zarówno czasy, jak i ojczysty kraj utrudniały mu spełnianie się w swojej pasji. Wiele zawdzięcza jedynie swojej pracy i odwadze – tak jak pisze Pavel na końcu swojej „Bajki”. To jednak wydawało się jedyny tak błyszczący sukcesami rozdział w przeważnie szarej historii skoków w czy to Czechosłowacji, czy Czechach. Byli co prawda międzywojenni medaliści Mistrzostw Świata z Jańskich Łaźni – Willen Dick i František Wende, a także powojenny mistrz globu – Jiří Parma, czy srebrny medalista Igrzysk z Calgary, Pavel Ploc. To wszystko postacie godne zapamiętania – zawodnicy, którzy w jakimś stopniu mogą się mierzyć z legendą Raski. Nie przebiją go, podobnie jak nie pobił go w trakcie trwającej 22 sezony kariery główny bohater tego artykułu. Może to wrażenie ze względu na to, że Jakuba Jandę mogłem oglądać, ale wydaje mi się, że dzieło wielkiego poprzednika postarał się odzwierciedlić najlepiej.

„Bajka o Jandzie” zaczyna się w Čeladnej – położonej nieco ponad 10 kilometrów w lini prostej od Frenstatu. Jakub też będzie startował na rozbiegu tej samej skoczni, co Raška – Areal Horečky. Ukształtowanie jego kariery można uznać za podobne. Debiut w profesjonalnych skokach przypadnie u niego na sezon 1996/1997, od razu wyróżniać się będzie nietypową sylwetką w locie – chodzi o słynne kładzenie się na narty. Jednak na pierwsze sukcesy będzie musiał długo i cierpliwie pracować. Po 8 latach przyjdzie sezon 2004/2005 i podjęcie współpracy z Vasją Bajcem. Jak się później okaże, prawdopodobnie najważniejszą osobą na drodze jego kariery. W tej kampanii 9 razy stanie podium, zaliczając w tym jedno zwycięstwo w Titisee-Neustadt. To już napawało w jego przypadku nadzieją. Jednak chyba nikt nie spodziewał się wydarzeń kolejnej zimy. Dwa medale MŚ w Oberstdorfie, Turniej Czterech Skoczni, 5 zwycięstw w Pucharze Świata dających na sam jego koniec Kryształową Kulę… To być może jeden z tych niemalże perfekcyjnych sezonów w historii dyscypliny – obok Małysza, Goldbergera, Weissfloga i innych sław Czesi mogli wpisać swoją, dzięki której na moment znów sięgnęli raju. Ale właśnie – na moment. Bo może myśleli, że to potrwa dłużej…

Nie potrwało. Bajka dłużyła się 11 lat. Dziś wiemy, że ma przedziwne zakończenie. Był człowiekiem, który dał się poznać jako geniusz latania na nartach, zaliczył rok wpisujący go do rejestru legend sportu. I nagle wszystko prysło. Kolejna dekada to już tylko chwilowe wzloty, większość konkursów kończona w drugiej lub trzeciej „10”, czasem nawet bez punktów. Pewnie niewiele osób pamięta, ale Jakub Janda już raz chciał zakończyć karierę – w 2014 roku powstrzymała go od tego lektura wywiadu z Janne Ahonenem. Mówił wtedy, że skakanie nadal sprawia mu przyjemność, zdrowie nie dokucza, więc uprawianie sportu może kontynuować. Na pytania o Igrzyska w Pjongczangu odpowiadał zazwyczaj uśmiechem. Dziś wiemy, że jako czynny sportowiec ich już nie przeżyje. Wygrała inna, nowa pasja, która pojawiła się w jego życiu – polityka. Teraz poświęci się pracy w czeskim parlamencie. Ale nikt z pewnością nie może mu odbierać zasług dla areny krajowej, jakie poczynił w Czechach, sprawiając że znów poczuli oni dumę i ekscytację tą dyscypliną. Tyle, że od paru lat kończąca tę historię kropka wisiała w powietrzu. Teraz postawiły ją wyniki wyborów, po których Janda powiedział „Stop” i zamknął książkę ze swoją „Bajką”. Kontynuator  Raški odszedł z wielkim dorobkiem, wieloma stronami pięknie zapisanymi przez swoje triumfy. W czeskich skokach tli się światełko nadziei, że doczekają się podobnego zawodnika. Może jeszcze nie teraz, ale myślę, że przeczytamy jeszcze kolejne „Bajki”.

Źródło: inf. własna/ Wikipedia/ „Bajka o Rašce i inne reportaże sportowe” Ota Pavel (Dowody na Istnienie, 2016)

One thought on “Jakub Janda, czyli kolejny sequel „Bajki o Rašce”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.