Zostaniesz moim placem zabaw? [felieton]

(fot. Melodie Everson)

Ginie niemodna sztuka. Powoli gnije wśród nowoczesnego świata, jego wartości, polityki i społecznych potrzeb. Być może niektórzy jeszcze mają ją gdzieś z tyłu głowy. Ale nikt już nie jest w stanie się jej właściwie oddać. Kandydatury do zorganizowania igrzysk olimpijskich znikają tak szybko, jak się pojawiły. Ich idee upadają, by ustąpić miejsca sztuczności. Powstaje jedna główna, jaką będzie się teraz kierować świat. Idea placu zabaw.

Lubię grupy ludzi, którzy podczas jakiejkolwiek sportowej imprezy interesują się tylko rezultatami. Wręcz mi imponują. Nie obchodzi ich, co dzieje się dookoła: kultura, społeczność i polityka gospodarza, problemy z jakimi spotkał się organizując całe wydarzenie, kulisami przygotowań sportowców. Patrzą tylko na areny zdarzeń, swoich ulubieńców i nad niczym się nie zastanawiają. Ciesząc się nadciągającym świętem, myślą jedynie o euforii po triumfie idola. Lubię ślepców i chciałbym być jednym z nich.

Jednakże gdzieś wstrzymuje mnie przed tym klimat azjatyckich igrzysk, ich specyficzny zapach jaki czuję z Polski, może wyimaginowany, może prawdziwy. Staram się bardziej go poczuć, szukam różnych zdań na ten temat, różnych myśli zamieszkujących w danym kraju osób, jak i samych ludzi, którzy będą potrafili mi wszystko wytłumaczyć. Co oznaczają igrzyska, ile ich kosztują, jakich ograniczeń wymagają i czy w zasadzie ich w ogóle fascynują. Bo fascynacja to ostatnio najrzadziej wypowiadane słowo przez żyjących w kraju, który zajmuje się przygotowaniem igrzysk.

Igrzyska mają w sobie coraz mniej sensacji, czym zdaje się w tym momencie żyć świat. Do tego są drogie, skomplikowane i nie zawsze przeciekawe. Jak większość Koreańczyków zareagowała na Pjongczang? Zamknęła się w domu, zasunęła żaluzje i udawała, że nic wielkiego w ich kraju się nie dzieje. Żyła codziennością, tak jakby całe przedsięwzięcie ich nie dotyczyła. No cóż, bo taka była prawda. Cała oprawa igrzysk przestała być dla ludzi tak bezpośrednia, jak w przeszłości. Oczywiście docierała do pewnej grupy, która była nimi zainteresowana i na trybunach się pojawiła. Problem stanowi jednak to, że od tego typu wydarzenia oczekujemy klimatu, który wchłonie nas zaraz po przyjeździe, na 2 tygodnie stanie się całym naszym światem. O ile teraz była jeszcze okazja, by w jakiś sposób tego zaznać, kluczowe pytanie stanowi wątpliwość, czy będzie nam dane spotkać podobne uczucie w przyszłości.

Obecnie obserwujemy „wyścig” o igrzyska w 2026 roku. Choć w zasadzie powinniśmy to nazwać rywalizacją żółwią. Kolejni kandydaci padają jak muchy nie tyle pod ciężarem wydatków, kolejnych inwestycji, czy problemów z lokalizacją, a zwyczajnej ludzkiej chęci. Coraz popularniejsze staje się organizowanie referendum, mającego określić, czy w ogóle wśród lokalnych mieszkańców jest chęć, by tego typu wydarzenie zaistniało naprzeciwko ich domów. Bo sny milionerów, burmistrzów miast, ministrów sportu, turystyki czy innych polityków-marzycieli trzeba zderzyć z często brutalną rzeczywistością. Wygląda ona tak, że ostatnio to właśnie brak chęci ludzkiej blokuje organizację igrzysk w wielu miastach. Tak było dość niedawno w Innsbrucku i przed momentem w szwajcarskim Sionie. Wydawało się, że obie miejscowości mają podstawy do zorganizowania świetnych imprez – skocznie, stoki, trasy biegowe i alpejskie. Co z tego, skoro większość urodzonych i zamieszkałych tam osób woli po prostu obserwować zawody mniejszej rangi i nie robić sobie problemu? Nie wchodzić w często nie możliwe do realizacji, a podejmowane przez komitety przedsięwzięcia. Nie tworzyć placu zabaw dla wszystkich tych, którzy chcą tu zjechać i zmienić ich cichy, spokojny krajobraz.

Czy igrzyska umierają? Tak. Nikt nie wie w jakim tempie, wiadomo jedynie że w sposób nieunikniony. Stały się produktem, co zabiło je od środka. Piękne słowa jak „olimpizm” nie mają już żadnego znaczenia. Nikt ich nie zna, nie używa. Baron Pierre de Coubertin wymyślił piękną bajkę, która miała trwać. Teraz dopisują się do niej rozdziały, które autor najpewniej wydarłby z pogardą, albo najzwyczajniej zrezygnował z sygnowania ich swoim nazwiskiem i pełną historii nazwą igrzysk olimpijskich. Teraz to już po prostu zawody sportowe wsparte przedsięwzięciem społeczno-kulturalno-politycznym.

Wielu wierzy, że igrzyska mają jeszcze swoich wiernych wyznawców. Ale jak niewielu klęknie przed flagą olimpijską w Pekinie, Paryżu… A jak wielu stanie przed nią, mając w głowie pustkę. Dlaczego zazdroszczę tym, którzy widzą w igrzyskach jedynie sportową rywalizację? Bo to jedyne co zostało z ich najpiękniejszej wersji. Reszta to plac zabaw, na którym nikt już niedługo nie będzie chciał się bawić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.