Wspomnienia polskich medalistów w narciarstwie klasycznym: Medalowe żniwa Justyny Kowalczyk w Libercu

fot: onet.pl

Mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym, które odbyły się w Libercu w 2009 roku, przeszły do historii polskich sportów zimowych. Po ponad trzech dekadach oczekiwań biegaczka z naszego kraju mogła się bowiem cieszyć z medalu imprezy tej rangi. Ostatecznie Justyna Kowalczyk, bo o niej mowa, wyjechała z Czech z trzema krążkami: dwoma złotymi i jednym brązowym.

Mistrzostwa świata w Libercu były tak naprawdę narodzinami gwiazdy Justyny Kowalczyk. Polka w sezonie poprzedzającym imprezę w Czechach stawała na podium zawodów Pucharu Świata aż osiem razy, ale nie miała możliwości, aby udowodnić swoją siłę na mistrzostwach świata czy igrzyskach olimpijskich, bowiem trafiła na sezon, w którym punktem docelowym dla większości biegaczek był dopiero raczkujący cykl Tour de Ski.

Od początku sezonu 2008/2009 Justyna Kowalczyk imponowała równą formą, ale miała problem z tym, aby regularnie dostawać się na podium zawodów Pucharu Świata. Przełomem dla Polki był weekend w Kanadzie, a konkretnie w Whistler, gdzie podczas próby przedolimpijskiej biegaczka z Kasiny Wielkiej dwukrotnie stawała na podium. Najpierw była druga w sprincie techniką klasyczną, a następnie wygrała bieg łączony na dystansie 2×7,5 kilometra. Tydzień później Kowalczyk dorzuciła do swojej kolekcji następny triumf w ulubionej estońskiej Otepie. Pasmo sukcesów zakończyło się dzień później podczas sprintu klasykiem, gdzie Polka finiszowała na siódmej pozycji. Tuż przed mistrzostwami świata biegaczka z Kasiny Wielkiej wystartowała w Valdidentro i próbę generalną zaliczyła na piątkę, bowiem na dystansie 10 kilometrów klasykiem była bezkonkurencyjna i mogła z optymizmem patrzeć w przyszłość.

Mistrzostwa świata w Libercu rozpoczęły się biegiem na 10 kilometrów stylem klasycznym, czyli dystansem, z którym wiązano duże nadzieje. Kowalczyk właściwie od samego początku utrzymywała się w ścisłej czołówce, ale niewielkie różnice pomiędzy najlepszymi biegaczkami sprawiały, że właściwie do samego końca można było się obawiać tego czy Polka zdoła stanąć na podium mistrzostw świata po raz pierwszy w karierze. Ostatecznie Justyna Kowalczyk musiała uznać wyższość uznanych zawodniczek, czyli Aino-Kaisy Saarinen i Marianny Longi. Strata do Finki, która prowadziła na każdym punkcie pomiaru, wyniosła jedenaście sekund, a do Włoszki niespełna siedem. Nad czwartą na mecie Walentyną Szewczenko Polka uzyskała sześć sekund zapasu i mogła świętować pierwszy krążek wywalczony podczas mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym. Po biegu Kowalczyk mówiła jednak, że stać ją na więcej. – Lubię ten kolor, ale liczę, że wkrótce zajmę wyższą pozycję – mówiła.

Dwa dni później biegaczka z Kasiny Wielkiej spełniła swoje marzenie i została mistrzynią świata w biegu łączonym na dystansie 2×7,5 kilometra. W pierwszej części dystansu Kowalczyk walczyła o jak najlepszą pozycję wyjściową i na stadion wbiegła na czwartej pozycji, tuż za plecami Saarinen, Longi i Kristin Stoermer Steiry. To właśnie te cztery biegaczki nadawały ton rywalizacji i właściwie już na półmetku stało się jasne, że kwestia medali rozegra się między nimi. W drugiej części dystansu najszybciej z czołówką pożegnała się Marianna Longa, która nie wytrzymała tempa dyktowanego przez Saarinen, Steirę i Kowalczyk. Na finiszowej prostej największym sprytem i siłą wykazała się Polka, która po sprinterskiej walce pokonała Norweżkę Kristin Stoermer Steirę, zdobywając pierwszy w karierze złoty medal mistrzostw świata. Po 31 latach oczekiwań biało-czerwona flaga wreszcie pojawiła się na najwyższym stopniu podium, a Polacy ponownie mogli przekonać się, że skoki narciarskie nie są jedynym sportem, który można oglądać podczas sezonu zimowego.

Zmotywowana swoim ogromnym sukcesem i będąca w wyśmienitej formie Kowalczyk tydzień później wystartowała także na najdłuższym dystansie 30 kilometrów stylem dowolnym i była jedną z faworytek do końcowego triumfu. Polka na początku biegu nie forsowała jednak tempa, ale utrzymywała się w czołówce czekając na odpowiedni moment do ataku. Ten moment nadszedł na kilometr przed metą, gdy Kowalczyk włączyła „turbodoładowanie” na podbiegu i odjechała swoim najgroźniejszym rywalkom. W ślad za Polką próbowały ruszyć Norweżki (Johaug i Steira), ale nasza reprezentantka z każdym kolejnym odpechnięciem zyskiwała przewagę. Finiszowa prosta była już tylko formalnością, a Justyna Kowalczyk mogła się skupić na pozdrawianiu kibiców, a nie na walce. Na drugim miejscu bieg ukończyła Rosjanka Miedwiediewa, a na trzecim Ukrainka Szewczenko.

Fantastyczne mistrzostwa świata w Libercu Justyna Kowalczyk zakończyła z trzema medalami i od razu stała się najlepszą reprezentantką Polski w tej dyscyplinie, wyprzedzając Józefa Łuszczka, który mógł się pochwalić jednym złotym i jednym brązowym medalem wywalczonym w Lahti w 1978 roku. Wszyscy doskonale wiemy, że krążki wywalczone w Libercu nie były ostatnimi w bogatej karierze biegaczki z Kasiny Wielkiej. Po mistrzostwach świata w Czechach Polka jeszcze pięciokrotnie stawała na podium czempionatu globu, ale nigdy na jego najwyższym stopniu. Dwa złota z Liberca okazały się zatem jedynymi tytułami mistrzyni świata w bogatej kolekcji Justyny Kowalczyk.

Źródło: informacja własna / Przegląd Sportowy / Wikipedia / Youtube

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.