Stef. Horngachera ganianie się z przeznaczeniem

Stefan Horngacher to człowiek trzech ojczyzn. Urodził się w Austrii, pokochał Polskę, a jego przeznaczeniem najprawdopodobniej są Niemcy. Całą karierę trenerską niejako przygotowywał się na okres, który rozpocznie się wraz ze startem nowego sezonu. W końcu jest już szkoleniowcem kadry tego kraju, po kilkunastu latach ganiania się z tą funkcją, udowadniania swojego profesjonalizmu i nabierania jeszcze większych pokładów doświadczenia. Choć i on i zespół tak znanych mu twarzy trafiły na siebie w świetnym momencie. 

Ideallösung

Sven Hannawald podczas mistrzostw świata w Seefeld udzielił wywiadu portalowi t-online.de, w którym przyznał, że Stefan Horngacher byłby „idealnym rozwiązaniem dla niemieckiej kadry”. W tym okresie Austriak wiedział już, jaką decyzję ogłosi pod zeskokiem Letalnicy w Planicy po zakończeniu sezonu. Adam Małysz napisał do dziennikarzy wiadomość, w której informował, że „Stefan dostał konkretną ofertę od niemieckiej federacji”. W rzeczywistości trener naszej kadry powiedział dyrektorowi skoków i kombinacji i prezesowi Tajnerowi o tym, że podjęta przez niego decyzja praktycznie na pewno nie będzie korzystna dla Polski. Cała telenowela od środka wyglądała inaczej, ale udowadniała, ile zawdzięczamy trenerowi. Tymczasem nasz zespół zaczął poszukiwania następcy, mając potwierdzenie od Michała Doleżala, że on w swojej obecnej, czy innej roli zostanie. Horngacher dokańczał „polskie dzieło” i szykował się do roli, z którą mijał się już nie raz. Sam utworzył jednak plan i przygotowanie, które miało nie tylko otworzyć wszystkim oczy wszystkim w Niemczech i doprowadzić do sytuacji, w której będzie najlepszym kandydatem na stanowisko trenera ich kadry, ale także doprowadzić jego doświadczenie do możliwego maksimum. To będzie musiał wykorzystać w nowym, choć nie nieznanym etapie swojej trenerskiej kariery.

Na dwa razy

Stefan Horngacher swoich zawodników zna świetnie jeszcze z pracy w niemieckiej kadry B. To tam przygotowywał do wielkiego świata skoków dzisiejszych podopiecznych z kadry A. Już wówczas wydawało się, że ma sporą szansę ich poprowadzić, ale długoletni plan na pracę z zespołem, który przynosił z resztą niemałe sukcesy, realizował Werner Schuster. Trzeba pamiętać, że szkoleniem niemieckiej młodzieży w niższych kadrach Austriak zajmował się także wcześniej, tuż po zakończeniu kariery. Do trenerki ciągnęło go, jak przyznał w wywiadzie dla Marka Szkolnikowskiego z TVP Sport jeszcze w czasie kariery skoczka. Jest człowiekiem z wizją – gdy coś sobie założy i zauważy możliwy do realizacji plan, będzie dążył do tego, by wszystko wydarzyło się w takich ramach, jakie postara się narzucić. Z kadrą Niemiec nie było jednak łatwo. Wszyscy, którzy wyraźnie znają się tam na skokach, powiedzą, że podłożył podwaliny pod obecny system, w jakim działa tam ta dyscyplina. Musiał się jednak zadowalać stanowiskiem tego działającego w tle, modyfikując tym samym swój plan. Nigdy jednak niczego nie skreślając, bo z wielu rzeczy mógł korzystać na dwa razy, podobnie wychowując poszczególnych zawodników. To jednak odnośnie zasad, bo do każdego jak podkreślał miał indywidualne podejście.

Podstawa i rozszerzenie

– Wiele zawdzięczam Stefanowi i myślę, że każdy, kto miał możliwość treningu z nim, powie, że to szczęście i przyjemność. Ja byłem takim szczęściarzem dwukrotnie – najpierw w juniorach i teraz w kadrze narodowej. To był wielki zaszczyt – mówił Kamil Stoch po ostatnim konkursie z Horngacherem w roli szkoleniowca Polaków. Dla Stefana to był projekt. Eksperyment realizowany na miarę tego, co chciałby stworzyć w Niemczech, choć oczywiście nie identyczny. W Polsce po sukcesach Adama Małysza rozpoczął się „bum” na skoki, a szkoleniowiec sprawdzał, co właściwie przyniósł, obejmując role szkoleniowca kadry B i asystenta swojego przyjaciela Heinza Kuttina, którego wybrano głównym trenerem kadry. To moment, w którym Małysz nie miał najlepszego momentu swojej kariery, czy spektakularnych sukcesów, a związek Kuttin-Małysz nigdy nie przyniósł maksymalnej liczby owoców, jakie mógł zrodzić. Za to to, co działo się w cieniu Wiślanina okazało się kluczowym dla polskich skoków na następne parę, jak nie paręnaście lat. Horngacher trafił w końcu na pokolenie Stocha, Kubackiego, czy Żyły, wychowując ich i ucząc skakania po swojemu. Czy wtedy opuszczając Polskę powiedział „ja tu jeszcze wrócę” nie wiemy, ale z pewnością mógł. Jego polski projekt wyglądał trochę, jak zaliczanie przedmiotu na maturze – najpierw podstawa, a później rozszerzenie, czyli przyjście do kadry narodowej w 2016 roku, gdy pokolenie, które stworzył stwarzało już możliwość tworzenia z nimi sukcesów. To się stało i to ma się jeszcze stać z Horngacherem w roli głównej. Austriak teraz dla Niemców, będzie dokładnie tym samym człowiekiem, co przez 3 lata dla Polaków.

Stef

Polski okres Stefan zakończył, choć projekt u nas będzie kontynuował – zobaczymy, z jakim skutkiem – Michał Doleżal, czyli człowiek, który wiele od Horngachera się nauczył. Sztab to bardzo ważny element pracy Stefa, jak często nazywany jest przez współpracowników. W Niemczech z ludzi, którymi otaczał się w ostatnim czasie nie będzie mógł liczyć na wielu. To sytuacja, o której zmianę Austriak walczył z niemieckim związkiem, ale niewiele ugrał. To tworzy najbliższy okres jeszcze większym wyzwaniem dla tego, co wyrobił w sobie wygrywając tak wiele w Polsce. Horst Hüttel, dyrektor skoków w DSV w rozmowie z skispringen.com mówił, że pamięta Horngachera jeszcze z pracy u nich jako trenera kadry B. – Stefan zmienił się, bardzo rozwinął jako trener – przyznał. – Myśli o wszystkim konkretnie, bardzo rzeczowo. Może jest mniej otwarty na team niż Schuster, ale pozostaje bardzo rozważny i kreatywny – opisywał. Jest jeszcze jedna bardzo ważna zmiana w kontekście związku kadry Niemiec i Horngachera. W większości miejsc miał do wychowania lub doprowadzenia kadrę, która takie miała dopiero przed sobą. Teraz przychodzi do aktualnych mistrzów świata o prawdopodobnie największym potencjale w stawce. Choć sam ma już tak dużą renomę kapitalnego człowieka do zadań specjalnych, że sensacją będzie, gdy coś mu się tu nie uda. Polacy nie pozostają bierni na działania ich byłego trenera. – Życzymy mu jak najlepiej, ale ta decyzja sprawia, że będziemy chcieli, żeby żałował jej przy naszej dobrej dyspozycji – mówił Dawid Kubacki w rozmowie z Pawłem Wilkowiczem dla „Sam na sam…” w Sport.pl. My też mamy zatem coś do udowodnienia, tak jak nasz były trener. Choć on akurat od udowadniania jest prawdopodobnie uzależniony. Teraz będzie to jednak robił w miejscu, które możemy nazwać jego przeznaczeniem. Ganiał się z nim, aż w końcu złapał i teraz zdecydowanie nie będzie chciał wypuścić.

Źródło: sport.tvp.pl/sport.pl/t-online.de/skispringen.com/informacja własna

Jakub Balcerski

Szef działu skoki narciarskie, dziennikarz Polskiego Radia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.