[NASZ WYWIAD] Martyna Galewicz: Mam nadzieję, że moje marzenie spełni się za rok

Miniony sezon był dla Martyny Galewicz jednym z lepszych w dotychczasowej karierze. Polka powróciła do kadry „A” trenowanej przez Wiesława Cempę i po ośmioletniej przerwie wystartowała na mistrzostwach świata w Lahti. 28-latka w krótkiej rozmowie opowiedziała nam o swoich celach na przyszłość, o motywacji do dalszego biegania i problemach z poprzednich sezonów.

Daniel Topczewski: Po sezonie 2015/2016 trafiła Pani do kadry trenowanej przez Wiesława Cempę. Jak zareagowała Pani na tę wiadomość?

Martyna Galewicz: Po dobrym sezonie 2015/2016 ponowne powołanie do reprezentacji seniorek nie było dla mnie zaskoczeniem. Większą niespodzianką była raczej wiadomość, ze trener Petrasek jednak nie będzie dalej szkoleniowcem kadry.

DT: W minionym sezonie Pucharu Świata wystartowała jednak Pani tylko w czterech biegach. Nie chciala Pani startować częściej w zawodach PŚ i rywalizować z czołówką?

MG: Pewnie, że bardzo bym chciała. Jednak aby startować w zawodach „the tango” trzeba prezentować naprawdę wysoką formę. Nie ma sensu rywalizować z najlepszymi i zajmować ostatnie miejsca. To tylko dołuje zawodnika. Lepiej czasem pobiec w zawodach z cyklu Alpen Cup, zobaczyć gdzie się jest i później pojechać na Puchar Świata.

DT: Pani kariera jest przeplatana wieloma przerwami w startach w Pucharze Świata. Skąd brała Pani motywację do powrotu do zawodów najwyższej rangi?

MG: Tak, to prawda, dużo się działo. Jako juniorka trafiłam do grupy seniorek. Trenowałam z dziewczynami o 4 lata starszymi. Nie wspominam tego okresu dobrze. W grupie nie dogadywałam się z nikim, nawet z trenerem ciężko było znaleźć wspólny język, z tego nie mogło wynikać nic dobrego. Później trafiła mi się kontuzja, która wykluczyła mnie na sezon, a po nim zostałam odsunięta od reprezentacji. I chyba na dobre mi to wyszło. Trenowałam sama, z własnym planem treningowym. Wiedziałam o tym, że mam zdrowie, aby dobrze biegać i walczyć z najlepszymi.

DT: Przez wiele lat startowała Pani także w zawodach Slavic Cup. Jakie są Pani wspomnienia z tych zawodów?

MG: Nie są to zwody najwyższej rangi, zwycięstwa cieszyły, ale wiedziałam, ze do Pucharów Świata to była daleka droga.

DT: Jest Pani teraz w wieku, który jest uważany za jeden z najlepszych do uprawiania sportów wytrzymałościowych. Jakie są Pani cele na najbliższe lata?

MG: Tak, chciałabym w końcu pokazać na co mnie tak naprawdę stać! Szkoda mi minionego sezonu, bo gdyby nie choroby mogłoby to wyglądać lepiej. A głównym celem są Igrzyska w PyeongChang.

DT: Na mistrzostwach świata w Lahti biegła Pani w sztafecie, która zajęła ósme miejsce. Był to bardzo ważny start dla kadrowiczek. Czy towarzyszyła Pani presja przed tym startem?

MG: O dziwo byłam spokojna, nie miałam nic do stracenia i to chyba mi pomogło. Biorąca pod uwagę fakt, że 2 tygodnie przed Mistrzostwami Świata leżałam w domu z temperaturą 40 st. to jest to dla mnie niczym cud, że pobiegłam tak ten bieg.

DT: Sezon zakończył się dla Pani bardzo pozytywnym akcentem. Podczas MP w Jakuszycach zdobyła Pani dwa złote i dwa srebrne medale. Jak oceni Pani całą imprezę na Polanie Jakuszyckiej?

MG: Dokładnie, cztery medale na koniec sezonu cieszą i motywują do dalszej pracy. Super zorganizowane zawody, a przede wszystkim po raz pierwszy oficjalnie rozegrane Team Sprint Mix. To była naprawdę fantastyczna rywalizacja. Każdy z uśmiechem podchodził do tego startu. Mam nadzieję, że to nie był jednorazowy pomysł, tylko będziemy kontynuować i promować tę konkurencję.

DT: Za kilka miesięcy rozpoczną się igrzyska olimpijskie w Pjongczang. Czy to dla Pani najważniejsza impreza zbliżającego się sezonu? Wszak byłby to dla Pani debiut w tej imprezie.

MG: Zdecydowanie, w sezonie przygotowawczym zrobię wszystko co w mojej mocy, a co z tego wyniknie dowiemy się już za parę miesięcy. Igrzyska, to chyba marzenie każdego sportowca, więc mam nadzieję, że to marzenie spełni się już za rok.

DT: I na koniec pytanie o biegi w Polsce. Co sądzi Pani o obecnej kondycji biegów narciarskich w naszym kraju? Można odnieść wrażenie, że ten sport jest spychany na boczny tor i w ogole nie wykorzystano sukcesów Justyny Kowalczyk.

MG: Niestety jest słabo. Fakt, nie jesteśmy krajem pokroju Skandynawii, gdzie tam na biegówkach ludzie biegną do szkoły czy pracy… Mamy Justynę, która odnosiła fantastyczne rezultaty, ale niestety nie potrafiliśmy tego wykorzystać. Aczkolwiek, po sezonie fajną inicjatywę podjęli chłopcy z mojej grupy. Stworzyli projekt „życie na biegówkach” , który ma na celu pomóc im w pozyskaniu sponsora na wyjazd do Norwegii, gdzie między obozami będą przygotowywać się do sezonu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *