Medalowe historie olimpijskie: O dwóch takich, które zadziwiły działaczy – Elwira Seroczyńska i Helena Pilejczyk

W historii Polski na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich przez lata na próżno było szukać medali. Dlatego właśnie sportowcy, którzy zdobywali medale, owiani są zwykle jakąś legendą. Historią, którą warto przekazywać z pokolenia na pokolenie. Tak było w przypadku dwóch panczenistek, które w 1960 roku zdobyły medale w jednej konkurencji.

Kiedy tylko postanowiliśmy ruszyć z cyklem „Medalowe historie olimpijskie”, w założeniu mieliśmy opisywać w jednym tekście jednego bohatera. W tym przypadku się nie dało, bo Elwira  Seroczyńska i Helena Pilejczyk zdobywając medal w tej samej konkurencji w Squaw Valley w 1960 roku, na zawsze splotły swoje kariery sportowe. Postaram się jednak przybliżyć sylwetki każdej z tych bohaterek. Seroczyńska zmarła 13 lat temu. W 2004 roku w Muzeum Sportu i Turystyki zorganizowano specjalne spotkanie, na którym wspominano wielką zawodniczkę. Elwira urodziła się 1 marca 1931 roku w Wilnie. Kiedy miała 16 lat wspólnie z rodziną przeprowadziła się do Elbląga. Mieszkała tam jednak ledwie sześć lat. Potem przeniosła się do Warszawy. Wcześniej jednak (1950 rok) w okresie świątecznym postanowiła udać się do Zakopanego na obóz sportowy. Właśnie wtedy zakochała się w łyżwiarstwie szybkim. Jej talent dostrzegł trener Kazimierz Kalbarczyk. Panczeny stały się jej domeną. Po roku treningów zdobywała już medale mistrzostw Polski i wywalczyła tytuł mistrzyni kraju. Wyścigi łyżwiarskie dziesięć lat później zadebiutowały na Igrzyskach Olimpijskich.

W klubie Seroczyńskiej w krótkim czasie trenować zaczęła Helena Pilejczyk, która urodziła się w Zieluniu, dokładnie miesiąc po swojej koleżance. Ta druga żyje jednak do dziś. Mieszkała kolejno w Pułtusku, Radzyminie, Warszawie (podczas powstania), Pruszkowie, Kwidzynie i w Elblągu. W tym ostatnim mieście dostała pracę w szkole podstawowej. Treningi z Kalbarczykiem dały jej wspaniałe efekty. Dość powiedzieć, że Pilejczyk wstępnie trenowała siatkówkę i lekkoatletykę. Swój pierwszy tytuł mistrzyni Polski zdobyła dzięki chorobie zawodniczki Stali-Olimpii. 1952 roku otrzymała telegram, żeby przyjechała do Zakopanego zastąpić koleżankę w sztafecie 4×1000 metrów. Wspólnie z drużyną zdobyła złoto. Indywidualnie zajęła szóste miejsce i znalazła się w kadrze. Trzy lata później biła rekordy kraju na wszystkich możliwych dystansach. W 1962 roku zdobyła tytuł mistrzyni świata na 500 metrów.

To co wydaje się najważniejsze w życiu sportowca, to zdobyć medal Igrzysk Olimpijskich. Obie wyżej wspomniane dokonały tego w 1960 roku. Trzeba jednak podkreślić, że mało brakowało, a nie wystąpiłyby w Squaw Valley. Mimo wspaniałych rezultatów, jakie wzajemnie osiągały, działacze uważali, ze ich wyjazd będzie stratą pieniędzy. Ich zdaniem polskie panczenistki znajdowały się zbyt daleko od światowej czołówki. Nie przewidzieli, że każdy okres wspólnych treningów wiązał się z wzajemną rywalizacją, która powodowała ogromne postępy zawodniczek. Ostatecznie jednak obie poleciały do USA.  21 lutego Seroczyńska wystartowała na 1500 m w siódmej parze z Amerykanką Jeanne Omelenczuk i uzyskała wynik bliski rekordowi świata (2:25,7). Długo prowadziła w konkursie, a o ostatecznym wyniku miał zadecydować wyścig ostatniej dwójki – Pilejczyk i Lidiji Skoblikowej. Po zawziętej walce złoty medal zdobyła Skoblikowa; Seroczyńska była druga, a Pilejczyk trzecia. Po czterech latach Polska do jednego medalu Franciszka Gąsienica-Gronia dorzuciła kolejne dwa krążki. Miejscowa Polonia podrzucała do góry bohaterki. Elwira Seroczyńska miała jeszcze szanse na złoto w biegu na 1000 metrów. Tam przez cały dystans jechała szybciej od rekordu świata. Na ostatniej prostej trafiła jednak  na grudkę lodu i upadła. Obie przeszły jednak do historii polskiego sportu, za co otrzymały szereg odznaczeń państwowych.

Źródło: Newsweek/muzeumsportu.waw.pl/Wikipedia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *