Medalowe historie olimpijskie: Historyczna chwila w Turynie – brązowy medal Justyny Kowalczyk

FOT: Elsa/Getty Images

Igrzyska w Turynie reprezentacja Polski zakończyła z dwoma medalami – srebrnym i brązowym. Jeden z nich wywalczyła biegaczka narciarska Justyna Kowalczyk, która zdobyła brąz na dystansie 30 kilometrów techniką dowolną. Jak się później okazało, był to dopiero początek złotej ery zawodniczki z Kasiny Wielkiej.

Justyna Kowalczyk obecnie jest znana niemal wszystkim kibicom sportów zimowych w naszym kraju. Biegaczka urodziła się 19 stycznia 1983 roku w Limanowej. Od dziecka wykazywała chęć do aktywności fizycznej i do sportu, ale nie wiązała przyszłości z biegami narciarskimi. O karierze Polki przesądził jednak zakład. Młoda Kowalczyk założyła się, że jeśli wygra bieg na 3 kilometry stylem klasycznym to rozpocznie regularne treningi. I… wygrała. A że Justyna Kowalczyk nie zwykła rzucać słów na wiatr, to trafiła do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Zakopanem. Tam zauważył ją Aleksander Wierietielny, który odkrył potencjał młodej biegaczki.

Kowalczyk w Pucharze Świata zadebiutowała w sezonie 2001/2002 podczas zawodów sprinterskich we włoskim Cogne. Biegaczka odpadła jednak w eliminacjach, zajmując odległe, 64. miejsce. Dziesięć dni później Polka zdobyła swoje pierwsze punkty, plasując się na 30. lokacie w sprincie stylem klasycznym. Justyna Kowalczyk z sezonu na sezon poprawiała swoje wyniki i zbliżała się do czołowej dziesiątki w zawodach Pucharu Świata.

Na najważniejszej imprezie czterolecia, czyli na igrzyskach olimpijskich, Justyna Kowalczyk zadebiutowała w 2006 roku podczas zawodów w Turynie. Niewiele brakowało a biegaczki z Kasiny Wielkiej zabrakłoby we Włoszech ze względu na dyskwalifikację, która została na nią nałożona w czerwcu 2005 roku. Kowalczyk została wtedy zdyskwalifikowana na dwa lata za stosowanie zakazanej substancji dexamethasonu. Polce na poczet kary zaliczono czas od 23 stycznia, więc biegaczka będzie mogłaby wrócić do startów 22 stycznia 2007 roku, niemal rok po igrzyskach olimpijskich. – – Tamto nieporozumienie wynikało z tego, że nie znałam się na przepisach. Nie wiedziałam, że nie można – ot, tak sobie – wziąć jakiegoś leku. A bolało mnie ścięgno Achillesa.  Kiedy mnie zdyskwalifikowali, popłakałam w samotności dzień czy dwa. Myślałam nawet, że zrobię sobie coś złego, ale wstałam i wszystkim, którzy mnie skreślili, powiedziałam: ja wam teraz dopiero pokażę – tłumaczyła narciarka. Po kolejnych apelacjach dyskwalifikację skrócono do sześciu miesięcy i Kowalczyk mogła wrócić do biegania w grudniu 2005, dzięki czemu wystartowała także w Turynie.

Polka rzeczywiście w pierwszym sezonie po dyskwalifikacji pokazała, że stać ją na wiele. W estońskiej Otepää Kowalczyk po raz pierwszy w karierze stanęła na podium zajmując trzecie miejsce w biegu na 10 kilometrów stylem klasycznym. Dwa tygodnie później biegaczka z Kasiny Wielkiej otarła się na podium w sprincie techniką klasyczną w Oberstdorfie. Dzięki tym wynikom Kowalczyk jechała do Turynu jako jedna z kandydatek do medali, ale nie jako żelazna faworytka. Polka i jej sztab najbardziej nastawiali się na bieg na 10 kilometrów klasykiem, ale szybko okazało się, że krążek na tym dystansie nie będzie możliwy. Kowalczyk 16 lutego zemdlała na trasie przyznając później, że powodem omdlenia był olbrzymi stres fizyczny i psychiczny. Wobec takiego obrotu spraw reprezentantka Polski musiała uzyskać pisemną zgodę kierownika polskiej ekipy medycznej na start w najdłuższym bieg igrzysk olimpijskich na dystansie 30 kilometrów techniką dowolną. I otrzymała ją, dzięki czemu pojawiła się na liście startowej. Bez większych oczekiwań, o czym opowiadała po latach. – Nie byłam faworytką, zeszło ze mnie napięcie. Olałam wszystko, nie wstawałam na rozruch parę dni przed startem. Powoli się pakowałam – mówiła Polka.

Ostatni bieg igrzysk olimpijskich w Turynie Justyna Kowalczyk rozpoczęła spokojnie. Polka nie forsowała tempa, biegła równym rytmem i trzymała się mniej więcej w połowie stawki. Na 15 kilometrze biegaczka z Kasiny Wielkiej zaczęła się zbliżać do czołowej dziesiątki, w której toczyła się zacięta walka o jak najlepszą pozycję do ataku. W wyniku przetasowań doszło do kraksy, w której uczestniczyły faworytki: Julia Czepałowa, Petra Majdić i Gabriela Paruzzi. Biegaczki, które brały udział w wypadku dość szybko wróciły do prowadzącej grupy, ale kosztowało je to sporo sił. Moment zawahania liderek wykorzystała Justyna Kowalczyk, która na 3 kilometry przed metą postanowiła zaatakować na najtrudniejszym podbiegu. Polka rozerwała stawkę narciarek, a jej śladem ruszyły Katerina Neumannova i wspomniana wcześniej Czepałowa. Tempa prowadzącym starała się dotrzymać Kristin Stoermer Steira, ale Norweżka opadła z sił. Na ostatniej prostej było już jasne, że na podium staną Polka, Czeszka i Rosjanka. Jedyną zagadką pozostawały miejsca, które ostatecznie zajmą trzy biegaczki. Kowalczyk na finiszu jeszcze prowadziła, ale bardziej doświadczone rywalki zachowały więcej sił na końcówkę i minęły 23-latkę. Reprezentantka Polski i tak dokonała czegoś historycznego, zdobyła bowiem pierwszy w historii medal olimpijski w biegach narciarskich dla naszego kraju. Zapytana na gorąco o wrażenia odpowiedziała. – Nigdy nie będę żałowała, że nie zdobyłam złota, ja po prostu wygrałam brąz! – mówiła szczęśliwa biegaczka.

Źródło: Wikipedia/Wiadomosci24.pl/inf. własna/Youtube/Sport.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *