Innsbruck: Po cesarsku, po alpejsku – 47 dni do MŚ w Seefeld

(fot. Natalie Marchant / CC BY-NC)

Innsbruck. Bajkowo położone, wypełnione pasją i niespotykanym klimatem, miasto-organizator MŚ w narciarstwie klasycznym w 2019 roku. Często pokryte śniegiem, choć równie piękne w letniej odsłonie. Sport, Alpy i historię wyczuwa się tu od pierwszych postawionych kroków. Zazwyczaj jednocześnie nie ostatnich.


Inns-brück(e)

A właściwie to czemu Innsbruck? Z dwóch powodów, w zasadzie składających się w jeden. Przez miasto przepływa rzeka Inn, na której w XII wieku wybudowano most. Po niemiecku słowem, którym nazywa się most jest oczywiście Brücke. Gdy połączymy rzekę Inn i położony na niej Brücke to dostaniemy tak dobrze znany nam Innsbruck. Pierwsza wzmianka o takiej nazwie miasta pojawiła się w 1187 roku. Dziś rzeka Inn jest dla mieszkańców Innsbrucka czymś powszednim. Miejscem spacerów, krajobrazem, czymś co codziennie mijają. Jednak z pewnością nie głównym atrybutem całego miasta. Innsbruck się zmienia, ale zachowuje w sobie wiele wyjątkowości, która narodziła się tam już dawno temu.

Jak określiła to Anna Skiba z bloga „Polka w Tyrolu”, której radziłem się w sprawie tego artykułu, Innsbruck ma doskonałe położenie dla podróżujących z północy Europy do Włoch. Każdy kto zmierza tam, by pojeździć na nartach musi natknąć się na swojej trasie na przełęcz Brenner, która znajduje się około 40 kilometrów od Innsbrucka. To właśnie lokalizacja sprawiła, że jego rozwój  przyspieszył – w XIII wieku otrzymał prawa miejskie, a w XV stał się stolicą Tyrolu. Przez kolejne stulecia zarówno zamieszkiwali tu wielcy, jak i budowano wielkość – od cesarskich pałaców po nowoczesną konstrukcję skoczni Bergisel.

Kradzione dachówki

W XV wieku do Innsbrucka przeniesiono dwór cesarski. Na tronie zasiadał wówczas Maksymilian I Habsburg, który przebudował w stolicy Tyrolu zamek Hofburg, który stał się jego rezydencją, kwaterą kierowania państwem, a później także miejscem śmierci. Jego nagrobek znajduje się w tutejszym Hofkirche. Inni władcy z dynastii Habsburgów także przekonali się do Innsbrucka – Ferdynand II, któremu swoją świetność i dzisiejszą popularność zawdzięcza zamek Ambras, czy Maksymilian III, który po okresie przebywania tu został pochowany w kościele św. Jakuba. Spacerując po Innsbrucku zobaczymy wiele zabytków nawiązujących do tych czasów, jak i ukazujących ogólne dzieje historyczne miasta – wiele z nich tworzących klimatyczną starówkę. Żaden jednak nie ma takiego statusu jak znany przez każdego turystę Goldenes Dachl, czyli Złoty Dach.

Złoty Dach to rzeczywiście turystyczna legenda Innsbrucka. Jest późnogotycką loggią upamiętniającą ślub Maksymiliana I Habsburga z Marią Blanka Sforza pod koniec 1494 roku. Jej dach pokrywa 2657 pozłacanych płytek, które najkorzystniej prezentuje się on przy słonecznej pogodzie, kiedy dachówki mienią się i błyszczą. Dziś to symbol habsburskiej władzy, a także samego Innsbrucka. Co ciekawe, samo miejsce wykorzystują… złodzieje. Kradzieże mają miejsce zazwyczaj, kiedy przy Złotym Dachu trwają prace konserwatorskie i w związku z tym ustawione są tam rusztowania. Ostatnio dachówki skradziono w 2012 roku – dokładnie 7 sztuk, właśnie przy pracach konserwatorskich. Jedna dachówka warta jest 1,5 tysiąca euro. 

Stolica dzwonów

Innsbruck jest stolicą Tyrolu. Często nazywa się go stolicą Alp. Ale powinien mieć też na koncie inny tytuł. Mieści się tu prawdopodobnie najbardziej okazałe i wyjątkowe muzeum dzwonów w tej części świata. Znajduje się w odlewni firmy Grassmayr. Ich produkcja tutaj trwa już ponad 400 lat. Wszystko zaczęło się w 1599 roku, gdy Mortimir Grassmayr odlał tutaj pierwszy dzwon. Jednym z najpopularniejszych wytworzonych tam jest jeden dość popularny w Tyrolu – Friedensglocke (Dzwon Pokoju Alp), znajdujący się w miejscowości Mösern niedaleko Seefeld. Ciekawostką dla Polaków może być dzwon „Benedykt XVI” dla kościoła w Rybniku, który jest drugim największy dzwonem w Polsce po II Wojnie Światowej. 

Dziś dzwony z Innsbrucka biją już w ponad 100 państwach całego świata. W samym muzeum poza oglądaniem procesu odlewu dzwonu na żywo, można także porozmawiać z samymi właścicielami ludwisarni. Grassmayrowie. Zwłaszcza młodsi członkowie rodziny z dumą prezentują efekty przekazywania sobie tajemnic tworzenia dźwięku przez 14 pokoleń. Bo to właśnie o fascynację kulturą tworzenia dźwięku tu chodzi – zarówno tradycyjnymi, jak i tymi nowoczesnymi metodami.

Kulturowo i kulturalnie

W mieście nie mieszkają jedynie Austriacy. Piąte według danych z zeszłego roku miasto kraju ma populację ponad 112 tysięcy osób. Więcej posiadają tylko Wiedeń, Graz, Linz i Salzburg. Na ulicach poza tutejszymi da się zauważyć, że największą mniejszością są mieszkańcy krajów byłej Jugosławii. Sporo jest także Turków oraz uchodźców z Afganistanu, czy Pakistanu. Uchodźcy mają swoje miejsca w mieście, których miejscowi wolą unikać – do takich należy choćby dworzec kolejowy i Rapoldi Park.

W kamienicach pomieszkiwali tu niegdyś Mozart i Goethe. W Innsbrucku zaklęta jest dusza kultury i jej odkrywania. Nie bez przyczyny kolejki do miejscowych zamków, muzeów, czy galerii bywają długie. Przepych eksponatów aż wylewa się z sal, a niektóre eksponaty wręcz zachwycają – zarówno pięknem, jak i stanem zachowania lub odwzorowania. Stolica Tyrolu to także kultura kulinarna – ciężko więc nie wypisać kilku podstawowych dla odwiedzających te tereny pozycji w menu: Käsespätzle (małe mączne kluski zapiekane z lokalnym serem i cebulą), Tiroler gröst’l (mięso z ziemniakami przyrządzone w specjalny sposób i podawane w blaszanym rondelku), Zwiebelrostbraten (wołowina z pieczoną cebulą), Spinatknödel (knedle szpinakowe), czy „Eine Fuhre mist” lub „Ein Schubkarren voller Mist”, które stanowi kilka rodzajów grillowanego mięsa z frytkami i sałatkami.

Od Nordkette do Bergisel

Najpopularniejszym wzgórzem dla narciarzy jest w Innsbrucku Nordkette. To właśnie ten szczyt ujrzymy, patrząc nieco ponad Złoty Dach. Piękna panorama miasta, w tym jego starówki wyłania się natomiast podczas zjeżdżania z tej góry na nartach. Choć to nie jedyna czynność, której doświadczają ci, którzy się na nią wybiorą. Wjeżdża się na nią gondolą lub specjalną kolejką, podziwiając widoki i w 20 minut, pojawiając się na wysokości ponad 2000 m.n.p.m. Zazwyczaj można tam pojawiać się jedynie do godziny 18, ale w niektóre zimowe wieczory możliwy jest powrót ze szczytu nawet o 23:30. Wszystko przez Cloud 9 – imprezę klubową odbywającą się w namiocie-iglo rozstawionym na górze.

Spośród wielu innych ośrodków narciarstwa znajdujących się w pobliżu z pewnością warto wspomnieć jeszcze o tych związanych z Tyrolem olimpijskim – przede wszystkim imponującym, znajdującym się kilkanaście kilometrów od Innsbrucka, Axamer Lizum. A także każdemu dobrze znanej skoczni Bergisel, która będzie areną zmagań sportowców podczas mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym w 2019 roku (o której więcej w specjalnym artykule – na 5 dni przed startem MŚ). Samego czempionatu jeszcze w Innsbrucku nie czuć. Zdecydowanie bardziej Turniej Czterech Skoczni, którego przystanek w Tyrolu zbiegł się z publikacją tego tekstu. Samo miasto jest już przyzwyczajone do sportowych zmagań, podczas których błyszczy. Rozkochuje w sobie kolejnych odwiedzających, a my dzięki samym zmaganiom skoczków będziemy mogli poddać się tym urokom jako kolejni.

Źródło: informacja własna/Wikipedia/innsbruck.info

Ten artykuł powstał w ramach cyklu tworzonego we współpracy z blogiem „Polka w Tyrolu”, w ramach którego ukaże się wiele materiałów zaglądających za kulisy i pogłębiających informacje o mistrzostwach świata w Seefeld. Zapraszamy na profile na Instagramie oraz Facebooku prowadzone przez Anię, na których znajdziecie wiele ciekawostek o Tyrolu, jak i miastach-organizatorach MŚ.

Jakub Balcerski

Szef działu skoki narciarskie, dziennikarz Polskiego Radia

2 myśli na temat “Innsbruck: Po cesarsku, po alpejsku – 47 dni do MŚ w Seefeld

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: