Ziga Jelar: Ostatecznie to wszystko się opłaca

Słoweński zawodnik Ziga Jelar prezentował dobrą formę pod koniec przedwcześnie zakończonego sezonu. Jak skoczek postrzega przydarzające się mu kontuzje?

Dla każdego z zawodników przedwczesny koniec sezonu to sytuacja niezwykła. Szczególnie jednak niewygodna dla skoczka, któremu pod koniec sezonu udało się zajmować wysokie pozycje w konkursach Pucharu Świata. Tak właśnie było również w przypadku Zigi Jelara, który w Lillehammer uplasował się na drugim miejscu, a w zawodach na Holmenkollen był trzeci. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej Raw Air zajął czwarte miejsce. Jak sam twierdzi, żałuje przedwczesnego zakończenia zmagań spowodowanego pandemią.

Jak wielu zawodników przed nim, zmagał się z kontuzją kolana. – Wydaje mi się, że każdy ma inną ścieżkę. Jeden wspina się z łatwością, a drugi ma trudności. Moja droga jest jaka jest. To nie jest łatwe. Za każdym razem, kiedy łapie cię kontuzja, zatrzymujesz się i cofasz o dwa kroki. Kiedy w końcu zaczniesz trenować, potrzeba czasu, aby uzyskać formę do skoków. Wszystko wymaga czasu. Trzeba być tego świadomym, ale ostatecznie wszystko to się opłaca – mówi.

Jak powiedział w rozmowie ze siol.net, było mu ciężko powrócić do swojej wysokiej formy. – Straciłem dużo pewności siebie. Po raz drugi uszkodziłem kolano, testowałem kilka rzeczy. Uszkodziłem chrząstkę. Po kilku kontuzjach powrót jest trudny. Musisz ufać, ufać skokom. Kiedy powróciłem, wybieraliśmy drużynę na konkursy inauguracyjne w Wiśle. Głowa tego chciała, ciało nie dawało rady – wspomina. – Chciałem mieć wszystko gotowe, aby konkurować z najlepszymi. Kiedy dotarłem do Zakopanego, uświadomiłem sobie, że to niemożliwe. Musiałem się zresetować. Kiedy cię nie ma, największym wyzwaniem jest próba dotarcia do miejsca, w którym chcesz być – mówi.

Zawodnicy widują się regularnie przez cały sezon, naturalnym więc procesem jest zawiązywanie przyjaźni. Ziga Jelar nawiązał nić porozumienia z Kamilem Stochem. – Dwa lata temu, kiedy wygrał z nami, podszedłem i pogratulowałem mu. Wtedy zauważyłem, że jest bardzo otwartym człowiekiem. Od tego czasu jesteśmy dobrymi kolegami, nawet teraz, podczas kwarantanny – opowiada. Co się tyczy przedwczesnego końca sezonu, Słoweniec ma mieszane uczucia. – Z jednej strony Stephan Leyhe uległ poważnej kontuzji,  a z drugiej strony ja byłem u szczytu formy. Zbliżała się również nasza domowa Planica. Nie wyobrażam sobie tego wydarzenia bez widzów. Oni są częścią tego wszystkiego. Kiedy patrzę na Roberta Kranjca oraz Petera Prevca, oni idą prosto. Ja jednak do lotów również musiałem dojrzeć. Z radością wyczekiwałem na loty narciarskie w Vikersund. W Kulm miło spędziłem czas. Podniosłem formę i skoki się udawały – podsumował skoczek.

 Ziga Jelar jest spokojny o miejsce w drużynie na kolejny sezon. – Zawsze dobrze widzieć się w pierwszej drużynie. Prawda jest jednak taka, że musisz wybrać swoje miejsce. Musisz pokazać dobre skoki oraz wysoką formę, czasami jest ciężko. Moja podróż zaczęła się od pięćdziesiątego piątego miejsca w zawodach Pucharu Kontynentalnego, a zakończyła się na drugim miejscu w konkursie Pucharu Świata – mówi. Młody zawodnik ma również drugie hobby, muzykę. – Tworzę muzykę dla własnego samopoczucia, relaksuje mnie to. Nawet teraz, podczas kwarantanny, napisałem kilka rzeczy. Lubię również słuchać różnych utworów. Kiedy są zawody, pasują mi bardziej żywe kawałki, jak na przykład rock and roll. Muzyka daje mi energię i podnosi – zakończył.

Źródło: siol.net/informacja własna. 

%d bloggers like this: