Zakopane vs Bischofshofen, czyli dobre bo polskie…

DSC_0001-Copy1Wsiadałem do tej pory już w różne środki transportu, ale zwykle dotyczyło to oczywiście podróży palcem po mapie. Wyobraźnia ponosiła w najdalsze zakątki świata, bo zawsze największym marzeniem było kręcić się wszędzie w karuzeli Pucharu Świata. W tym sezonie częściowo się to udało. Czas zatem, aby jakoś to podsumować.

Z racji, że trochę ze mnie gapa, nie napisałem jak to było w Bischofshofen. Takie emocje i uśmiech, kiedy dostałem informację, że przyznano mi akredytacje… dzisiaj wszystko jakoś wygląda inaczej. Byłem na finałowym konkursie Turnieju Czterech Skoczni. Przecież to aktualnie najstarszy turniej rozgrywany w skokach narciarskich. Każdy zwycięzca ma zapewnioną chwałę do końca kariery (a właściwie i życia). Zjeżdżają się dziennikarze z całego świata, nawet z państw, które nie zawsze są zainteresowane pokazywaniem skoków. Między nimi ja… totalny laik. A dosyć tej skromności… Wracając do tego zachwytu, który pojawiał się do tej pory przed telewizorem, to na żywo wszystko wyglądało inaczej. W Bischofshofen był zwyczajny burdel organizacyjny. Tak mogę to określić. Dostałem informację, że mogę odebrać akredytację w biurze prasowym, ale gdzie ono się znajduje? Absolutnie. Straciłem na to godzinę, a każdy kto jeździ na takie zawody wie, że to bardzo duże zaległości na nieznanej skoczni. Kiedy wreszcie znalazłem poszukiwane miejsce, okazało się, że “za późno”. Pani w recepcji twierdziła, że “too late”. Myślałem, że wyzionę ducha. Czułem się jak przeorana w polu przypadkowa myszka. Na szczęście wykrzesałem z siebie pokłady mocy i dość mocno zaakcentowałem, że została przyznana, więc chcę ja dostać. Pani myślała, że nasz redakcja o to wszystko chce się dopiero starać. Po tych wszystkich przebojach wydrukowano nam nie takie akredytacje, jakie faktycznie otrzymaliśmy. Ręce opadły, bo nie będę już się wracał. Czas goni…

smieciO miejscu w biurze prasowym trzeba było zapomnieć. Wytłumaczenie? Jest jeszcze drugie takie miejsce – w centrum miasta. Oczywiście! Przyjechać na skoki i oglądać je w telewizji w centrum Bischofshofen. Czy oni wiedzą, co mówią? Catering bez rewelacji. Dosyć jednak narzekania. Największym plusem było szerokie pole manewru. Trzeba bowiem przyznać Austriakom, że dziennikarze mogą zdobywać materiały w wielu miejscach na skoczni. Nie ma jednej strefy i koniec. Takie rzeczy tylko w Zakopanem. Brakowało mi powiewu jakiejś magii na żywo, ale należy przyznać, że na razie potrafi to zrobić tylko telewizja. Dopiero podczas dekoracji poczułem taką miłą atmosferę Turnieju Czterech Skoczni. Ludność szalała a pokaz sztucznych ogni  wprawiał w stan zadumy. Człowiek przez chwilę zazdrościł Austriakom, że mogą to przeżyć. Szkoda, że strasznie zaśmiecili trybuny. To widać już na załączonym obrazku.

W Zakopanem? Było dużo milej. Dokładna informacja gdzie odebrać akredytację i sprawnie to wszystko przeszło. Może też sporym atutem był fakt, że przyjechałem dzień wcześniej. Bez żadnych problemów. Zawsze można na coś ponarzekać, ale zdecydowanie więcej widziałem plusów niż minusów. Cateringu mogliby od nas się uczyć na całym świecie. Normalna restauracja pod skocznią, która serwowała pełne obiady, pizze i inne pyszności. Na Wielkiej Krokwi dba się o to, aby wszystko było na najwyższym poziomie. Nawet nawalający sporadycznie Internet był całkiem dobrej jakości. Największym jednak minusem były wielkie ograniczenia dla dziennikarzy. Jeśli nie masz akredytacji fotografa, możesz zapomnieć o ujęciach z różnych stron skoczni. Jeden sektor to zdecydowanie za mało. Jeśli to się nie zmieni, to nie będzie najlepiej w Zakopanem. Trzeba dać więcej pola do manewru, ponieważ wówczas mamy większe pole do popisu. Mimo wszystko w Polsce jest dużo lepiej. To prawda, że cudze chwalimy a swego nie znamy. Prestiżowy finał Turnieju Czterech Skoczni trochę mnie zawiódł, chociaż pierwotnie myślałem, że jadę do cudownego miejsca. O Zakopanem trochę się nasłuchałem przed całym wydarzeniem, ale to wszystko jakoś zeszło na dalszy plan. Miło i przyjemnie. Tak powinno być we wszystkich miejscach na ziemi.

Mateusz Król
Obserwuj

1 thought on “Zakopane vs Bischofshofen, czyli dobre bo polskie…

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.