Z wizytą u Kamila Stocha. Czy warto odwiedzić Kamiland? [REPORTAŻ]

Od 11 lipca kibice z całej Polski mogą odwiedzić galerię trofeów Kamila Stocha. Nowo powstałe miejsce cieszy się niezłą popularnością, więc gdy tylko nadarzyła się okazja, postanowiłem je odwiedzić. Jak wygląda “Kamiland”? Czy warto poświęcić czas na zwiedzanie tego miejsca i czy jego potencjał został wykorzystany w całości? Między innymi na te pytania postaram się odpowiedzieć w przygotowanym przeze mnie materiale. Zapraszam do lektury!

fot. Kamiland

Kamila Stocha nikomu przedstawiać nie trzeba, od lat należy przecież do najlepszych polskich sportowców. Na swoim koncie ma ogromną ilość sukcesów – od srebra mistrzostw świata juniorów po trzy złota igrzysk olimpijskich. Nie dziwi więc fakt, że ktoś chciał jego wspaniałą karierę uhonorować. Ktoś chciał pokazać jego drogę do sukcesu i to, jak ciężka praca pozwala spełniać nawet najskrytsze marzenia. Ten ktoś musiał znać Kamila doskonale, by przekazać zwiedzającym prawdziwe historie i autentyczne emocje. Tym kimś jest oczywiście Ewa Bilan-Stoch, żona naszego Mistrza. To właśnie ona zaprojektowała cały “Kamiland” i to jej pomysły ujrzymy podczas zwiedzania tego wyjątkowego miejsca. To także od niej zaczęło się moje zwiedzanie…

Miłe zwiedzania początki

fot. Kamiland

Na samą myśl o wizycie w “Kamilandzie” podnosiło mi się ciśnienie, więc gdy stanąłem przed budynkiem nie umiałem ukryć swoich emocji. Z szerokim uśmiechem na twarzy udałem się do środka. Otworzywszy drzwi, moim oczom ukazał się… sklep z pamiątkami, będący jednocześnie przedsionkiem wystawy. Można tu kupić wiele wspaniałych rzeczy – od pięknych czapek, przez różnego rodzaju zawieszki, po ręcznie malowane kubki. Po krótkiej konsultacji z obsługą i przemiłej rozmowie z Ewą Bilan-Stoch udałem się do wejścia. W tle usłyszałem słowa pewnej kobiety skierowane do pani Ewy: “Wspaniały pomysł, aż mam łzy w oczach. Niesamowicie opowiedziana historia”. Właśnie te dwa zdania zapadły mi w pamięci. Byłem ciekaw czy moje odczucia będą podobne.

Już od samego początku czułem, że wszystko tu jest uporządkowane i dobrze przemyślane. Wejście? Bramka jak te, które zawodnicy otwierają przy wyjściu ze skoczni. Pierwszy etap zwiedzania to mniej ważne trofea (jeśli można tak powiedzieć), ścianka do zdjęć i schody na górę…

Wejście na górę ̶s̶k̶o̶c̶z̶n̶i̶  marzeń…

fot. Kamiland

Wystawa podzielona jest na kilka etapów. Każdy obejmuje inny okres z życia Kamila. Pierwszy z nich dotyczy dzieciństwa skoczka. Możemy tu znaleźć różne zdjęcia, medale, dyplomy, a także anegdoty z życia Stocha. To najbardziej przytulna część całej wystawy, można poczuć się tam jak u siebie w domu. Kierując się według strzałek przechodzimy do kolejnych “rozdziałów” historii skoczka z Zębu. O nich nie chcę jednak pisać zbyt wiele, by nie psuć wrażeń tym, którzy planują odwiedzić “Kamiland”.

Wszystkie etapy oferują nam coś specjalnego, a dokładniej – opowiada o nich sam Kamil Stoch. Tak, dokładnie tak! Niestety, nie robi tego na żywo – służą do tego przygotowany wcześniej wywiad z Kamilem pokazywany na telewizorach. Każdy fragment nawiązuje do swojej części wystawy i niesie ze sobą ogrom emocji oraz niesamowitych wspomnień. Dla mnie było to wspomnieniem najważniejszych momentów z kariery Kamila, które za każdym razem zawierało jakieś nieznane przeze mnie wcześniej informacje albo ciekawostki. W żadnej chwili nie narzekałem na nudę. Nudzić się tu po prostu nie da.

Widoki, ach te widoki!

fot. Kamiland

Całą galerię ozdabiają piękne aranżacje zaprojektowane przez Ewę Bilan-Stoch. Niesamowicie wyeksponowane trofea, to tylko “wisienka na torcie”. Każdy pokój ma swój własny charakter. Wchodząc do wszystkich czułem wielki zachwyt. Wspaniała jest możliwość zobaczenia wszystkich medali, pucharów i dyplomów. Na żywo prezentują się o wiele lepiej niż w telewizji. Całe wrażenie potęguje otoczka każdej nagrody – skrupulatnie przemyślana, równie piękna, co właściwy “eksponat”. Po prostu, uczta dla oka!

fot. Kamiland

Nagrody wiszą, stoją, a czasem nawet leżą! Robią to jednak w niesamowity sposób. Niektóre są pięknie podświetlone, wiele z nich jest fantastycznie wkomponowanych w otaczającą je scenerię, a inne po prostu zachwycają swoim naturalnym pięknem. Dodatkiem do tego wszystkiego były powtórki najważniejszych skoków Kamila puszczone w tle. Niesamowicie ogląda się wystawę słysząc w tle komentarz Włodzimierza Szaranowicza, Tomasza Zimocha czy Marka Rudzińskiego. To po prostu trzeba przeżyć!

Podsumowanie

Czy warto poświęcić czas na zwiedzanie? Tak. Czy potencjał tego miejsca został wykorzystany w całości? Tak! Czy odwiedziłbym to miejsce jeszcze raz? Tak, tak, tak! Każdy fan skoków na pewno doceni “Kamiland”. To nie tylko wystawa. Moim zdaniem jest to pomnik jego całej kariery. Pomnik ciężkiej pracy i spełnionych marzeń. Zwrócono tu uwagę nie tylko na sukcesy, przecież nie każdy zawsze wygrywa. I to właśnie mnie urzekło. Na usta po wyjściu cisnęły mi się tylko jedne słowa: “Wspaniały pomysł, aż mam łzy w oczach. Niesamowicie opowiedziana historia”. W przeciągu całego pobytu przeżywałem te wszystkie emocje jeszcze raz. Od pierwszego zwycięstwa w Zakopanem, złota mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich, przez kontuzję w 2014 roku, koszmarny sezon 2015/2016, aż po kolejne sukcesy w następnych latach. Nie jest to jednak opowieść skończona, przecież Kamil ciągle skacze i nadal ma chęć na sukcesy. Zobaczymy w jaki sposób zapisze kolejny rozdział swojej wspaniałej historii…

Źródło: Informacja własna