Wrogie media polskich skoczków (felieton)

fot. Agnieszka Białek
fot. Agnieszka Białek

Jesteśmy podli jak król Herod i idiotyczni jak małpki. Szukamy taniej sensacji a największym celem jest zmieszanie z błotem polskiego sportowca. Przykre, ale to obraz polskich mediów, okiem co drugiego skoczka. Oczywiście, tylko w Polsce…

Miniony sezon narciarski przypomniał nam wszystkim, że sport to nie tylko umiejętność odnoszenia sukcesów, ale i godne przechodzenie przez porażki. Niestety, nie którym wciąż tego brakuje. Nie umiem przejść obojętnie obok zarzutów wobec polskich mediów. Wieczne tezy, że dziennikarze wytwarzają presję, są zwyczajnie śmieszne. Przecież dokładnie tego uczą nas wszyscy wielcy mistrzowie sportu. Nie można stawać i krzyczeć, że media wytworzyły na mnie zbyt dużą presję i nie wyszło. Zawodnik sam stwarza sobie parcie, bo chce osiągnąć jak najlepszy wynik i zamknąć usta niedowiarkom. Boi się jak igły słowa “porażka”, bo jak już ktoś tak napisze, to zły, wredny, niedobry. I chce go zniszczyć. Przecież nie ma nic złego w słowach “przegrał”, “obniżył formę”, “słabsze wyniki”. Czysta prawda. Cała rola w tym sztabu, czy może i psychologa. W dzisiejszym sporcie trzeba mieć dobry wizerunek w mediach, wtedy chętniej napływają sponsorzy i kariera ma większe szanse na rozwój. Nie każdy musi być gwiazdą, ale normalne odpowiedzi na pytania są tutaj podstawą. Nie ma głupich pytań, istnieją tylko głupie odpowiedzi. Nie ma sensacji w tym, że dziennikarz czegoś nie wie. On ma pytać, nic poza tym.

Polscy skoczkowie (nie wszyscy) stwarzają wrażenie świetnie wyszkolonych i cieszących się faktem, że “dowaliłem dziennikarzowi”. Staje przed dyktafonem jak forteca, twierdza nie do podbicia, przystępuje jak do obrony. Stoją przed nim o to sępy, które czekają aż da się rozszarpać. Czyhają na potknięcie, bo największym marzeniem jest zniszczyć jego karierę. Żaden z tych sportowców nie pomyśli, że porażka polskich skoków przyniosłaby utratę pracy dla wielu z dziennikarzy. I mało kto ma na celu zmieszać skoczka z błotem, bo każde pytanie pada z troski. Nikt nie chce ich poddać do dymisji, tylko zapytać: “O co chodzi?”. Nie ma w tym żadnego celu, aby zadać komuś ból. Trzeba trochę zrozumieć drugą stronę, stworzyć wzajemne relacje. Nie na ataku, ale na wzajemnej tolerancji. Emocjonalne odpowiedzi nie ujmują klasy pytającemu, tylko odpowiadającemu. To świadczy o braku klasy i ignorancji wobec kibica. Tego, który jest źródłem wielu pytań. Dlatego moim największym marzeniem jest, aby zmienił się ten wizerunek podłych mediów. Zgadzam się, że to rola dwóch stron. Bądźmy jednak dla siebie i nie bójmy się prawdy. Tylko ona pozwala nam dojrzeć to, czego nie widzimy gołym okiem. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi…

Mateusz Król
Obserwuj

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.