Wisła bez homologacji po 2018 roku?

skocznia-wisla-malinka

Po niezwykle udanym weekendzie ze skokami w Wiśle wielu osobom mogłoby wydawać się, że skocznia zapewniła sobie właśnie organizację zawodów na wiele lat. Sytuacja nie jest jednak aż tak prosta. Obiektowi kończy się homologacja FIS.

Organizacja zawodów Pucharu Świata nie należy do najprostszych spraw. Włodarze Międzynarodowej Federacji Narciarskiej od lat prześcigają się w pomysłach, jakie nowe wymogi wprowadzić. Organizatorzy mają dwie opcje: dostosować się do zmian lub zrezygnować z organizacji imprezy. Po wybraniu drugiej opcji trudno jest jednak później wrócić do kalendarza. Po niedawnych problemach Zakopanego i groźbą odebrania imprezy, podobny los może spotkać Wisłę.

Obiekt, który przez wiele osób nadal uważany jest za nowoczesny, powoli traci swój blask. Homologacja skoczni ważna jest do 2018 roku. Po tym terminie konieczne będzie wprowadzenie kilku zmian. Władze FIS mogą zażądać od organizatorów między innymi zamontowania siatek ochraniających zawodników przed porywami wiatru czy torów lodowych. Wiązałoby się to ze sporymi kosztami. Założenie siatek kosztowałoby około 2,5 miliona złotych. Tory lodowe wyniosłyby nawet dwukrotnie więcej.

Zarządzający obiektem marzą też o zwiększeniu jego pojemności, na wzór austriackiej skoczni Bergisel. Nowe trybuny dla kibiców miałyby powstać po lewej stronie zeskoku. W ten sposób na skocznię mogłoby wejść dodatkowe 2500 ludzi. By jednak jakakolwiek z inwestycji była możliwa, konieczne są pieniądze. Niedawne wizyty ministra sportu Witolda Bańki i prezydenta Andrzeja Dudy dają nadzieję, że w budżecie rządu znajdą się fundusze na modernizację obiektów. Skoki narciarskie są wszakże jednym z najpopularniejszych sportów w Polsce.

Zuzanna Wydera

Źródło: eurosport.onet.pl

Mateusz Król
Obserwuj

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.