„Udowodnić sobie i światu”. Karolina Riemen-Żerebecka powalczy o medal w Pjongczang [WYWIAD]

fot. Nadesłane

Jej karierę, ale przede wszystkim życie, mógł zniszczyć jeden nieszczęsny wypadek przed mistrzostwami świata. Dzisiaj, trzy miesiące od tragicznego zdarzenia, stoi na nogach i przygotowuje się do walki o medal olimpijski. – Wywalczyłam drugie życie – powiedziała w rozmowie z naszym redaktorem Mateuszem Królem – Karolina Riemen-Żerebecka.

Mateusz Król: Jak się Pani teraz czuje? Doskwierają Pani jakieś bóle, coś przeszkadza?
Karolina Riemen-Żerebecka: Czuje się naprawdę coraz lepiej, fizycznie i psychicznie. Mam jeszcze problem z mową, zawsze mówiłam szybko i chaotycznie a teraz jednak troszkę wolniej się wysławiam, ale to kwestia czasu. Cały czas jestem w trakcie rehabilitacji oka, widzę już pojedynczo, jak patrzę na wprost. To bardzo duże ułatwienie w rehabilitacji i w treningu który zaczynam już realizować (uśmiech).
MK: Pamięta Pani ten moment, kiedy pierwszy raz obudziła się Pani ze śpiączki? O czym były pierwsze zapamiętane myśli? Kto przy Pani czuwał ?
KRŻ: Na początku nie za bardzo byłam w stanie zrozumieć wszystkich moich bliskich, którzy przy mnie byli i mówili mi ze wszystko będzie dobrze. Mój mąż wraz z trenerem przekazali mi informacje, że miałam wypadek. Natomiast tak naprawdę byłam w takim stanie, że wszystko było mi obojętne. Zaraz po wybudzeniu nie za bardzo wiedziałam, co się dzieje. Z biegiem czasu coraz więcej faktów sobie przypominam. Pamiętam, że najgorszym momentem był fakt, iż nie potrafiłam mówić i porażona cała prawa strona ciała.
MK: Jak często wraca się myślami do takiego wypadku? Pamięta Pani w ogóle ten moment?
KRŻ: Staram się o wypadku nie myśleć, obecnie pracuje z psychologiem. Momentu samego wypadku nie pamiętam, jedynie w pamięci utkwiła mi chwila, w której wpinałam narty przed startem. Później już tylko szpital…
MK: Kiedy myśli Pani o tamtej chwili jest żal, że to mogły być Pani najlepsze mistrzostwa świata w karierze?
KRŻ: Tak, to był mój najlepszy sezon w dotychczasowej karierze, byłam świetnie przygotowana do tych mistrzostw świata. Zrealizowaliśmy plan treningowy w 100% i to miało zaowocować na tych pechowych zawodach. Żal miałam na samym początku, ale teraz staram się już o tym nie myśleć. Patrzę perspektywicznie w przód. Przed sobą mam sezon olimpijski i muszę jak najszybciej wrócić do formy sprzed wypadku, a na razie jestem na bardzo dobrej drodze.
MK: Zauważyła Pani, jakie wielu ludzi martwiło się o Pani zdrowie? Ktoś opowiadał, jak wielkie było poruszenie?
KRŻ: Jestem zaskoczona i naprawdę szczerze wzruszona tym, jak wiele osób mnie wspierało w tej ciężkiej chwili. Jak uruchomiłam telefon i odczytałam wszystkie wiadomości i komentarze, to od razu podbudowało mnie to psychicznie. Dało mi to duży napęd w rehabilitacji i w powrocie do pełni sił!
MK: Skąd w Pani tyle siły? W tak szybkim czasie wrócić do treningów…
KRŻ: Narty to całe moje życie… Nie wyobrażam sobie innego. Mam wyznaczony cel, do którego za wszelką cenę będę dążyła i go osiągnę ! Mam wspaniałych ludzi wokół siebie, którzy mi dodają sił i cały czas wspierają! Cały mój team wierzy we mnie, a to dodaje mi motywacji do dalszego trenowania. Przede wszystkim mąż, który był i jest ze mną w tych ciężkich chwilach.
MK: Mimo Pani wypadku Prezes Tajner mówi o Pani, jako zawodniczce perspektywicznej na IO w Pjongczang. Zgadza się Pani z tym?
KRŻ: Bardzo się cieszę, że pan Apoloniusz Tajner tak o mnie mówi. Polski Związek Narciarski bardzo mi pomógł, w tej całej nieszczęśliwej sytuacji, za co z całego serca dziękuje. Zawsze moim celem była rywalizacja na igrzyskach, dzisiaj mój cel jest znacznie większy. Nie pojadę tam na wycieczkę, po prostu pojadę tam walczyć. Wywalczyłam drugie życie i wywalczę mój cel! Jak nie na tych igrzyskach, to na następnych!
MK: Jak przebiega teraz Pani codzienność? Rehabilitacja nadal trwa ?
KRŻ: Każdy dzień jest ułożony jak plan treningowy – od A do Z. Pięć dni w tygodniu spędzam w Krakowie na rehabilitacji w szpitalu Św. Rafała. Wstaje wcześnie rano i zaczynam dzień od jazdy na rowerze stacjonarnym, po czym udaje się na rehabilitacje, która jest wprowadzaniem w trening. Nie ukrywam, że to ciężka praca fizyczna. Codziennie mam rehabilitacje oka. Dzień kończę treningiem na siłowni. Do domu wracam na weekendy w ramach odpoczynku, który spędzam aktywnie. Oczywiście w całym dniu znajduje czas na posiłki.
MK: Była już Pani w Austrii? Udało się pojeździć na nartach?
KRŻ: Jeszcze nie, rehabilitanci i trenerzy stopują mnie, ponieważ chcą, bym wróciła na nie w pełni przygotowana . Nie mogę jednak doczekać się tego momentu. Jak na razie skorzystałam z kilku dniowego odpoczynku w Grecji od rehabilitacji i treningów.
MK: Czy Igrzyska będą dla Pani okazją, żeby pokazać sobie i światu, iż po tak wielkich wypadkach człowiek może wstać silniejszy niż kiedykolwiek?
KRŻ: Tak, chcę tego dowieść, pokazać jak ważna jest wytrwałość i determinacja. I ile trzeba włożyć wysiłku i wyrzeczeń, żeby osiągnąć swój wymarzony cel pomimo przeciwności losu.
MK: Czego tak naprawdę dzisiaj powinniśmy Pani życzyć?
KRŻ: Dużo zdrowia, szczęścia i przede wszystkim wymarzonego medalu na IO.

Dziękuję za rozmowę!

Naszym zdaniem:
Uważam, że polscy sportowcy zimowi, kiedy już zdobywają krążki na olimpiadzie, to przeważnie wiąże się to z jakąś magiczną historią. Dlatego właśnie wierzę, że los uśmiechnie się do Karoliny Riemen-Żerebeckiej w Pjongczang. Ona jest jak człowiek z marmuru. Cokolwiek o całej tej sytuacji by nie napisać – za mało. Życie zakpiło z niej przed samymi mistrzostwami świata. Wpadła w śpiączkę, jej życie było na krawędzi. Dzisiaj stoi na nogach, trenuje i marzy. Wygrała już życie, teraz czas na medal. Osobiście uważam, że mamy już główną kandydatkę na chorążego Reprezentacji Polski w Korei. Pokażmy światu, jak wielkie postaci mamy w swoich szeregach. Karolinie dziękujemy, że dała nam swoją postawą prawdziwą lekcję życia.

Mateusz Król, Sportsinwinter.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *