[TYLKO U NAS] Polskie biegaczki kolejny rok pod okiem Wierietielnego. Będą sukcesy?

fot. Patrycja Korczewska

fot. Patrycja Korczewska

Po zakończeniu kariery przez Justynę Kowalczyk wydawać by się mogło, że kobieca kadra biegów znajdzie się w dużym kryzysie. Tymczasem polskie biegaczki pod opieką dwukrotnej mistrzyni olimpijskiej i Aleksandra Wierietielnego robią regularne postępy. – Będę starała się dążyć do wyznaczonych celów – przyznała Monika Skinder, która już pokazała, że w przyszłości może zdziałać naprawdę wiele.

Koniec kariery Justyny – nie koniec sukcesów w polskich biegach?

Justyna Kowalczyk zakończyła swoją karierę po sezonie igrzysk olimpijskich w Pjongczangu, i choć sukcesy odnosiła do 2015 roku, to do końca była zdecydowanie najlepsza spośród polskich biegaczek. Każdy miał prawo do wątpliwości – co będzie po odejściu dwukrotnej mistrzyni świata, skoro, mimo braku spektakularnych wyników przez ostatnie trzy lata startów, znacznie dystansowała pozostałe Polki? W kadrze nie znalazła się taka osoba, która mogłaby przejąć rolę liderki. Bardzo pozytywnie można było spoglądać na wyniki osiągane przez Sylwię Jaśkowiec w sezonach 2013/2014 i 2014/2015, ale kontuzja nie pierwszy raz zatrzymała jej możliwości rozwoju. 33-latka powróciła do rywalizacji w roku olimpijskim, ale nie zdołała nawiązać do swoich najlepszych rezultatów i zakończyła karierę.

Na szczęście okazało się, że nasze biegi wcale nie musi czekać czarny scenariusz. Rok temu kadrę postanowili przejąć Aleksander Wierietielny i Justyna Kowalczyk. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych duetów w sportach zimowych powołał praktycznie same juniorki i zawodniczki U-23 (wyjątek stanowiła Urszula Łętocha, która już zakończyła karierę) i pojawiła się nadzieja, że to może być nowa, dobra era dla reprezentacji biało-czerwonych. Już sezon, w którym rozdano krążki w Seefeld, pokazał nam, że wszystko zaczęło się od początku rozwijać. Szczególnie z dobrej strony zaprezentowały się Monika Skinder oraz Izabela Marcisz. Ta pierwsza wywalczyła srebrny medal mistrzostw świata juniorów, przegrywając tylko z Kristine Skistad – późniejszą półfinalistką sprintu stylem dowolnym podczas mistrzostw globu seniorów w austriackiej miejscowości. Na dodatek 17-latka wywalczyła w Dreźnie swoje pierwsze punkty Pucharu Świata. Marcisz z kolei również bardzo dobrze zaprezentowała się podczas rywalizacji juniorów w Lahti (indywidualnie czwarta i piąta), a w Seefeld ukończyła bieg łączony w czołowej trzydziestce.

Monika Skinder – nasz polski talent

Skinder zaskoczyła fanów biegów już w 2017 roku, kiedy jako piętnastoletnia zawodniczka została mistrzynią Polski w sprincie stylem dowolnym. W kolejnych dwóch latach obroniła ten tytuł. Przed kolejnym sezonem oczekiwania względem tej zawodniczki na pewno rosną. W kalendarzu Pucharu Świata jest sporo startów, ale nie ma pewności, w ilu nasza kadra wystartuje. Wiadomo, że kolejny raz rozegrane zostaną mistrzostwa świata juniorów. W Oberwiesenthal być może znów Skinder stanie na podium. Należy jednak pamiętać, że nie można nakładać dodatkowej presji – sport jest po prostu nieprzewidywalny. Monika do kolejnych rywalizacji podchodzi zdrowo i dorośle – ma pewne założenia na ten sezon, ale nie chce o nich głośno mówić. – Swoje cele zawsze chcę zostawić dla siebie, mam je z tyłu głowy i będę starała się do nich dążyć. Sezon się zbliża, więc dowiem się, na co mnie stać tej zimy. Do każdego startu zamierzam podejść na 100%, a przy tym wyciągać jak najwięcej wniosków – przyznała nam polska biegaczka.

Ważne przygotowania i atmosfera

Do dobrego sezonu kluczem są solidne treningi. Ostatnio kadra Wierietielnego i Kowalczyk miała obóz przygotowawczy w Austrii. Monika Skinder przyznaje, że czuje zadowolenie z przepracowanych tam godzin. – Ostatnie zgrupowanie na lodowcu w Ramsau według mnie przebiegło zgodnie w planem, jestem usatysfakcjonowana z pracy, jaką tam wykonałam. Zrobiłyśmy dużo kilometrów na nartach, co miejmy nadzieję, zaprocentuje zimą – powiedziała. Mimo że Polki zimę rozpoczną pewnie za niecałe trzy tygodnie, zawodniczka z Tomaszowa Lubelskiego nadal koncentruje się na odpowiednich przygotowaniach. – W tym momencie skupiam się na treningu i odpowiedniej regeneracji, zwłaszcza, że starty już niebawem. Staram się na razie jeszcze za dużo o nich nie myśleć, bo wiąże się to z wieloma zapytaniami. Do tego dochodzi lekki stres związanym z tym, czy najlepsza forma przyjdzie w odpowiednim momencie, ale to wszystko okaże się już wkrótce – rzekła.

Oprócz przygotowania formy fizycznej bardzo ważna jest strona psychologiczna – jak wygląda nastawienie przed startami oraz, co równie istotne, jak prezentuje się atmosfera w kadrze. Wygląda na to, że polskie biegaczki i trenerzy coraz lepiej się rozumieją, a to dodatkowo cieszy przed nachodzącą zimą. – W tym roku współpraca z trenerami układa się bardzo dobrze. Myślę, że komunikacja coraz bardziej idzie do przodu. Liczę, że tak zostanie do końca sezonu – powiedziała Skinder.

Co nas czeka niedługo?

Choć Puchar Świata w biegach narciarskich rozpoczyna się 29 listopada to najpewniej polskie biegaczki rozpoczną zmagania dwa tygodnie wcześniej w Muonio. W tamtym roku już tam Polki zanotowały niezłe rezultaty. Skinder była w finale klasycznego sprintu, wygrywając przy tym m.in. z Kowalczyk, która nie zdołała awansować do finału. Marcisz zaś obiecująco zaprezentowała się na dystansach. W przyszłym miesiącu może być znacznie lepiej – dwie wyżej wymienione cały czas się rozwijają, ale przecież drużyna nie składa się tylko z nich. Są też: Magdalena Kobielusz, która dobrze pobiegła w norweskich zawodach latem (najlepiej ze wszystkich reprezentantek biało-czerwonych), Weronika i Karolina Kaleta, Hanna Popko, Ewelina Kołodziej, Agata Warło, Eliza Rucka i Karolina Kukuczka.

Gdyby Wierietielny i Kowalczyk powtórzyli plan początkowych startów w sezonie, polskie biegaczki powalczą również w Saariselce, gdzie w tamtym roku i Marcisz, i Skinder też spisały się dobrze. Izabela w biegu łyżwą wyraźnie wygrała z dwukrotną mistrzynią olimpijską. Zajęła wysokie, drugie miejsce, zaś Monika odniosła triumf w sprincie stylem klasycznym. Nie wiadomo natomiast, gdzie i kiedy zobaczymy nasze zawodniczki w startach w Pucharze Świata. W poprzednim sezonie mogliśmy oglądać Polki w Davos oraz Dreźnie, gdzie wystartowała większa grupa niż w Szwajcarii (w której biegała tylko Marcisz). Czy do właśnie tych miejscowości udadzą się Polki podczas PŚ 2019/2020, a może gdzie indziej je zobaczymy? Pierwsze odpowiedzi już niedługo.

źródło: informacja własna

Obserwuj

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: