Trzecia szansa Kubackiego na podium TCS. Maciusiak: “Stać go na to” [wywiad]

Fot. J. Jędrasiak

fot. Jędrzej Jędrasiak

Zaplecze polskich skoków nie może mówić o dobrym rozpoczęciu sezonu zimowego. W Pucharze Kontynentalnym kadra B nie odgrywała dotąd znaczącej roli. Do tego doszły problemy z warunkami śniegowymi i odwołane zawody w Engelbergu i Titisee-Neustadt. O tym, jak czas bez zawodów wpłynie na skoczków, nadziejach na lepsze wyniki i szansach Dawida Kubackiego na podium opowiedział nam trener Maciej Maciusiak. 

Mateusz Król: Nie macie łatwo z tą zimą. Czy to najgorszy sezon w pana karierze pod względem warunków?

Maciej Maciusiak: Szczerze przyznam, że ja nie pamiętam kiedy całe święta mogłem spędzić w domu. Tradycją było, że wyjeżdżaliśmy na Puchar Kontynentalny w drugi dzień świąt, albo zaraz po Bożym Narodzeniu na Turniej Czterech Skoczni. A tu taka niespodzianka w tym roku. Taka aura, żeby wysoko w górach, jak w Engelbergu, śniegu nie było i zawodów nie dało się rozegrać, to chyba pierwszy raz.

Odwołano też zawody w całym czwartym periodzie. Jak to wpłynęło na Wasze plany?

Wykorzystaliśmy to nieco inaczej. Zostaliśmy tak jakby w rytmie zawodów. Zaczynamy zgrupowania w czwartek lub piątek i w niedzielę wracamy do domu. To ustaliliśmy wspólnie z dr Haraldem Pernitschem. Mamy to szczęście, że u nas w Zakopanem jest bardzo dobra pogoda. Skocznia jest świetnie przygotowana. Obsługa Centralnego Ośrodka Sportu staje na wysokości zadania. Ostatnio nawet mimo padającego śniegu udało się sesje treningowe przeprowadzić. Z tego się bardzo cieszę, bo udało nam się wiele rzeczy wykonać. Mogliśmy przetestować jeszcze sprzęt do końca. Myślę, że ten czas bez zawodów będzie działał na naszą korzyść. Myślę, że do Bischofshofen [red. 11-12.01.2020] ze wszystkim zdążymy. Mamy zaplanowane jeszcze jedno zgrupowanie w Zakopanem.

Wspomniał pan, że wejście w sezon nie było najlepsze dla kadry B. Co te treningi dały? Widać jakąś poprawę?

Zobaczymy. Treningi na pewno były dla nas udane i oby to udało się przenieść na zawody. Z niecierpliwością będziemy czekać na Bischofshofen. Jeszcze będziemy mieli czas na szlify. Pogoda ma dopisywać. Zobaczymy, jak to wyjdzie. Nie będę nic zapowiadał przed zawodami, bo to takie wróżenie z fusów. Szczególnie w skokach narciarskich. Wszystko zależy też od tego, w jakiej dyspozycji będą rywale.

Był pan zaskoczony, że to otwarcie sezonu nie było dla was najlepsze?

Myślę, że każdy przystępował do startów z innymi oczekiwaniami. Jednak na pewno zawodnicy i my, jako sztab, spodziewaliśmy się czegoś więcej po tych treningach, które odbyliśmy. W okresie przygotowawczy zrealizowaliśmy praktycznie wszystkie założenia. Patrzyliśmy na to ze sporymi nadziejami. Poszło, jak poszło. Najważniejsze, że nadal zawodnicy są nadal w dobrej formie fizycznej, co pokazują testy. Jest też motywacja u nich. To widać po tym, jak podchodzą do treningów. Myślę, że wszyscy jesteśmy zmotywowani jeszcze bardziej. To powinno przynieść efekty już w najbliższych konkursach. Zobaczymy, jak będzie, ale mam wielkie nadzieje po ostatnich treningach.

Aleksander Zniszczoł jako jedyny zdobył punkty we wszystkich dotychczas rozegranych konkursach. Miejsca wskazują na jego regularność. To już jest taka baza, od które łatwiej będzie mu się odbić?

Tak naprawdę czterech naszych zawodników stać aktualnie na miejsca w czołówce. Olek, Klemens, Paweł i Andrzej przy bardzo dobrych skokach mogą być wysoko. Te pierwsze konkursy były takie “dzikie”. Andrzej Stękała w Vikersund nie punktował, a w Ruce okazał się już najlepszy spośród naszych zawodników. Paweł Wąsek w Vikersund i Ruce punktował w drugich konkursach, a stać go spokojnie na stałe wchodzenie do drugiej serii. Zwłaszcza, że nie oddawał bardzo dobrych skoków, kiedy punktował.

Kibice często pytają, co dzieje się z Tomkiem Pilchem. W jego wieku drugi słaby sezon wciąż jest czymś, co może się po prostu zdarzyć?

Oczywiście, że tak. Takie sezony w wieku juniorskim mogą się zdarzyć. Zresztą, u tych bardziej doświadczonych zawodników też się zdarzają. Wystarczy spojrzeć na Gregora Schlierenzauera, czy Richarda Freitaga. W przypadku tego pierwszego już wydawało się, że wraca do dobrego skakania. Potem przychodzą kolejne konkursy, nie punktuje i widać, że się męczy. Trzeba być po prostu cierpliwym. Jeśli trenuje się na sto procent, nie ma żadnych problemów zdrowotnych, to te wyniki przyjdą. Czasami wystarczy jeden bardzo dobry skok i zawodnik odzyskuje czucie, pojawiają się lepsze odległości. Oczywiście zdarza się tak, że błędów nie widać, a metrów brakuje, albo są błędy i jest odległość. Takie są skoki. Tu trzeba być cierpliwym.

My od początku tego sezonu narzekamy w Pucharze Świata na warunki. Waszych konkursów nie widać w telewizji. Może zatem wiatr i u was mieszał w wynikach?

Myślę, że nie było tak źle. Mamy trochę inne realia. Przeliczniki działają trochę inaczej w Pucharze Kontynentalnym, niż na tym najwyższym szczeblu rywalizacji. Nie zganiałbym jednak zbyt wiele na warunki, bo konkursy były bezpieczne. Trudno oczekiwać, żeby kiedykolwiek zawody odbyły się w laboratoryjnych warunkach. Oczywiście, wiatr ma wpływ na to, jak wypadają zawodnicy. Nie da się ukryć. Chociażby podczas treningów to widać. Niech wiatr lekko wieje z tyłu, a następnie się odwróci i wieje słabo pod narty. Przy tej samej belce i z tym samym sprzętem, może być różnica nawet do trzydziestu metrów. Wiatr zawsze wpływał na ten sport, ale teraz jeszcze bardziej. Widać to też w Pucharze Świata. Trzeba jednak oddać tym najlepszym, że potrafią skakać w każdych warunkach. Należy zatem dążyć do tego, aby być w czołówce.

Klemens zapunktował w Klingenthal. Chciałem zapytać, czy aktualnie innych pana zawodników stać na punkty, ale w zasadzie poza Zakopanem, trudno będzie im w Pucharze Świata w ogóle się pojawić.

To prawie niemożliwe, przez ten odwołany period. Będziemy musieli dyskutować, jak to wszystko teraz rozplanować. Usiądziemy z Michałem Doleżalem oraz Adamem Małyszem i będziemy zastanawiali się, jak to rozegrać taktycznie. Ten period od Bischofshofen jest bardzo długi. Do tego FIS na pewno będzie chciał gdzieś odrobić te odwołane konkursy z Engelbergu i Titisee-Neustadt. Musimy zatem podjąć wspólnie decyzje, gdzie i jak będziemy startować.

Oglądał pan konkurs w Oberstdorfie?

Oglądałem.

Zaskoczony zwycięstwem Ryoyu Kobayashiego i tym, że nikt mu nie zagroził? Stefan Kraft wyglądał na takiego, który może powalczyć.

Nie byłem wcale zaskoczony tym, że Kobayashi wygrał. Też stawiałem na Stefana Krafta. Szczególnie po tym, co pokazał w kwalifikacjach. Chociaż wiadomo, że to co innego, niż same zawody. Dawid chociażby już w serii próbnej odpalił bardzo dobry skok, a Kraftowi nie poszło w tym skoku. Widać, że Austriak walczył wczoraj ile mógł. W odległości starał się wyciągnąć jak najdalej i na tym właśnie stracił. Lądowanie nie było najlepsze, czołówka była blisko siebie i to kosztowało Krafta podium. Konkurs był na bardzo wysokim poziomie. Bardzo mi się podobał. Myślę, że najlepszy w tym sezonie w Pucharze Świata.

Dawid wydaje się z jednej strony zawodnikiem o sporej odporności psychicznej, ale z drugiej dwukrotnie mu to podium Turnieju Czterech Skoczni uciekało. Pan z nim kiedyś pracował, “wyciągnął” go niejako znów na wysoki poziom w Pucharze Świata. Stać go na to, aby tym razem się udało?

Jak najbardziej. Pokazywał to nie raz, że stać go na wiele. Przecież jest aktualnym mistrzem świata. Dlaczego nie miałby nadal walczyć o najwyższe cele? Dawid jest w stanie osiągnąć podium, o ile oczywiście warunki na to pozwolą. Myślę, że formę ma ustabilizowaną. W Engelbergu już pojawiały się głosy, że jest zagubiony. Nic z tych rzeczy. Pokazał to niedzielny konkurs, w którym oddał bardzo dobrze skoki. W ciągu dnia trzy podobne, na wysokim poziomie. To jest najważniejsze w tym turnieju, żeby w zawodach każdy skok był na najwyższym poziomie. Dawida na to stać.

Mateusz Król
Obserwuj

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.