Trener biathlonistów odchodzi po fatalnym sezonie. “Bariera językowa utrudniała”

fot. Mateusz Król

Przed niespełna rokiem przyjechał do Polski z dwuletnim planem przygotowań do igrzysk olimpijskich. Biathloniści mieli zrobić kolejny krok w rozwoju, a w rzeczywistości wykonali znaczny krok w tył. To był jeden z najgorszych sezonów w historii, a trener Anders Bratli podał się po nim do dymisji. – Jedna rzecz, która zajęła więcej czasu, niż się spodziewałem, to komunikacja. Bariera językowa utrudniała, szczególnie na początku, wyjaśnienie mojego planu i treningów – powiedział w rozmowie z nami Norweg.

fot. Mateusz Król

Mateusz Król: Za panem krótka przygoda w Polsce. Zastanawiam się, czy przez ten czas dowiedział się pan o naszym kraju czegoś, czego wcześniej nie wiedział? Zdążył pan bliżej poznać Polskę?

Anders Magnus Bratli: Podczas mojego pobytu w Polsce nie miałem czasu, aby wiele zobaczyć. No może poza lotniskiem i stadionem. Z powodu sytuacji związanej z pandemią koronawirusa musieliśmy być bardziej ostrożni i trzymać się z dala od opinii publicznej.

A czego dowiedział się pan o polskim biathlonie?

Niezbyt dużo, więc nie mam zbyt wiele rzeczy do powiedzenia. Poznałem wiele świetnych osób, ale jak w każdym kraju, pojawiały się też i problemy. W tym czasie nie udało mi się ich rozwiązać.

Przed rokiem mówił pan, że Tobias Torgersen wypowiadał się o pracy w Polsce w samych superlatywach. Potwierdzi pan teraz taką samą opinię?

Podobała mi się współpraca z polską drużyną. To było naprawdę cenne doświadczenie, nawet jeżeli wyniki, jakie osiągnęliśmy wspólnie, nie były takie, na jakie oczekiwaliśmy.

Wiedział pan, na co się decyduje, kiedy przychodził do Polski? Czy sytuacja, jaką pan tu zastał, była dla pana w jakiś sposób zaskakująca?

Wiedziałem, że sytuacja nie jest najlepsza, kiedy zaczynaliśmy, ale wiedziałem też, że można ulepszyć zespół. Nadal uważam, że jest to możliwe, ale był to dla mnie trudny start i niektóre elementy nie spełniły moich oczekiwań.
Oczywiście nigdy nie można tego przewidzieć, ale ten sezon z sytuacją pandemiczną był również trudniejszy dla zespołu. Poznanie zespołu i jego organizacja również wymaga czasu. Czuję, że teraz wiem to lepiej. Może zajęło mi to zbyt dużo czasu, zanim to wszystko zrozumiałem.

Które z elementów nie spełniły pana oczekiwań?

W nowej pracy nigdy nie będzie tak, jak tego oczekujesz. Jedna rzecz, która zajęła więcej czasu, niż się spodziewałem, to komunikacja. Bariera językowa utrudniała, szczególnie na początku, wyjaśnienie mojego planu i treningów. Zawsze zajmuje to trochę czasu, ale spodziewałem się, że potrwa to trochę krócej.

Skoro problemem była bariera językowa, to dlaczego Polski Związek Biathlonu nie zatrudnił kogoś w rodzaju tłumacza? Rozmawiał pan z zawodnikami po angielsku? Nie rozumieli, co ma pan  im do przekazania?

Język zawsze będzie wyzwaniem na początku współpracy. Komunikowaliśmy się po angielsku i było dobrze, ale zawsze zajmuje trochę czasu, zanim naprawdę się zrozumiemy. Sportowcy rozumieli, ale czasami trwało to dłużej, niż się spodziewałem. Pracowałem wcześniej z tłumaczami w Chinach i nie zawsze jest to tak pomocne, jak się spodziewasz.

Mówi pan, że poznał teraz tę drużynę lepiej. Dlaczego zatem nie poprowadzi jej pan do igrzysk olimpijskich w Pekinie? Usłyszeliśmy, że to pan zrezygnował. Ile jest w tym prawdy?

To był trudny czas dla całego zespołu. Może to najlepsza decyzja dla całej ekipy. Naprawdę się starałem, ale ostatecznie to trener jest odpowiedzialny za wyniki. Czuję się źle, że nie osiągnąłem lepszych wyników i nie mogłem bardziej pomóc waszym zawodnikom.

Przyszedł pan do Polski z dwuletnim planem przygotowań do igrzysk. W którym momencie uznał pan, że on nie wypali i lepiej odejść?

Rzeczywiście mieliśmy taki dwuletni plan. Jednak na koniec sezonu okazało się, że nie jesteśmy w stanie go zrealizować.

Nasi biathloniści każdego roku spotykają się z falą hejtu. Ludzie twierdzą, że nie mają talentu, albo zbyt mało trenują. Co pan o tym sądzi?

W tym roku czytałem wiele komentarzy i wiem, o czym mówisz. Negatywne komentarze sprawiają, że jestem zarówno zły, jak i smutny. Zostanie najlepszym biathlonistą nie jest łatwe, a każdy wyścig może mieć tylko jednego zwycięzcę. Reprezentacja Polski od wielu lat znajduje się w trudnej sytuacji. Rozumiem, jeśli ktoś jest sfrustrowany, ale chcę powiedzieć, że wszystkie te negatywne komentarze nie pomagają zespołowi. Jeśli chcą zobaczyć poprawę polskiego biathlonu, to nie tędy droga. To nie tylko wina sportowców, że wyniki są takie, a atakowanie ich w ten sposób nie pomaga. Chcę też powiedzieć, że czytałem też pozytywne komentarze i ludzie nadal wspierają zespół w tym trudnym czasie. Wszystkim tym ludziom chciałbym podziękować. Nie chodzi tu o mnie, a o zawodników.

Ludzie często nie potrafią zrozumieć, jak to możliwe, że biathloniści z Polski, która przecież miała tradycje w tym sporcie, potrafią przegrać z zawodnikami reprezentującymi “egzotyczne” państwa. Potrafi pan to jakoś wytłumaczyć?

Przede wszystkim uważam, że ludzie i zespół powinni mieć duże oczekiwania, a Polska powinna być wyżej w wynikach. Ale ilu zawodników w wieku seniora jest w Polsce? Albo juniorów, ale nie tych młodszych? Jest ich niewielu, a w trudnym roku to kadra jest bardzo podatna na krytykę.
Osobiście uważam, że nazywanie mniejszych drużyn „egzotycznymi” to trochę brak szacunku dla małych drużyn walczących o miejsce w Pucharze Świata. Też ciężko pracują, nawet jeśli nie mają tradycji w sportach zimowych. I chociażby jak Belgia, gdzie sportowcy to Francuzi, Niemcy, Norwegowie i Belgowie,  współpracują z drużyną francuską i szwajcarską. Tworzą mały zespół, ale są profesjonalni i pracują mądrze.

Można zatem powiedzieć, że system nie działa w naszym kraju? Aż trudno uwierzyć, że od czasów Tomasza Sikory tak niewielu zawodników było w stanie zdobyć punkty Pucharu Świata.

Nie wiem, czy jestem najlepszą osobą do rozmowy o systemie w Polsce już po 1 roku pracy z drużyną. Mam nadzieję, że w przyszłości polski biathlon znów będzie silniejszy.

Jak pan ocenia współpracę ze związkiem?

Była dobra.

Żałuje pan, że zdecydował się podjąć pracy w Polsce?

Nie, absolutnie nie. Gdybym mógł cofnąć się w czasie, zrobiłbym kilka rzeczy inaczej, ale praca z tą ekipą sprawiała mi przyjemność. Oni są dobrymi ludźmi.

Jakie ma pan pan teraz plany? Czy chciałby pan nadal być trenerem? Pojawiają się jakieś oferty?

Najpierw spędzę czas z rodziną. Przebywanie z dala od rodziny i 2-letniego dziecka przez wiele tygodni nie jest łatwe. To był trudny rok z kwarantanną za każdym razem, gdy wracałem do domu. Nie mogłem nawet iść na pogrzeb mojej babci z powodu tej kwarantanny. Będę szukać innej pracy i nadal uwielbiam trenowanie zawodników, więc jeśli nadarzy się ciekawa okazja, rozważę ją.

Mateusz Król
Obserwuj