Tomasz Pilch podąży śladem Adama Małysza?

Tomasz Pilch znalazł się na ustach sportowej części Polski po zwycięstwie w pierwszym konkursie Pucharu Kontynentalnego w Whistler. W drugim natomiast zajął siódme miejsce.

Pilch, który przygodę ze skokami narciarskimi rozpoczął w grupie treningowej Wojciecha Tajnera, w swoim trzecim i zwycięskim występie w Pucharze Kontynentalnym wyprzedził Austriaka Philippa Aschenwalda oraz Norwega Markusa Lindvika. Swoją wygraną, a następnie drugim, również udanym występem sprowokował polskich kibiców do zadania sobie pytania o to, czy są świadkami narodzin nowego talentu. Wielki wpływ na to, że młody zawodnik wybrał właśnie skoki narciarskie miał Adam Małysz, który jest jego wujkiem. Wydaje się, że Tomek ten sport ma zakodowany w genach, jednak dwukrotny wicemistrz olimpijski z Vancouver pozostaje skromny co do swoich zasług w tym aspekcie.  – Po pierwsze, nie przesadzajmy z tymi genami. Poza tym faktycznie kupiłem mu pierwsze narty. Jeśli dobrze pamiętam, był to prezent pod choinkę. O tym, że osiąga sukcesy, zdecydowało przede wszystkim zaangażowanie jego i rodziców.

Tomasz Pilch jako dziecko był prowadzony również przez Jana Szturca. – Tomek zaczynał u Wojtka Tajnera, a ja wtedy prowadziłem starszą grupę. Później przeszedł jednak pod moją opiekę. Stąd trafił do Szkoły Mistrzostwa Sportowego do Szczyrku. Jako dzieciaka cechowało go mocne odbicie. Brakowało jeszcze świetnej techniki, ale potrafił pokazać moc na progu – wspomina trener. – Później wszystko przychodziło z czasem i dzisiaj widać, że pod okiem trenera Maćka Maciusiaka zrobił ogromny postęp. Żeby wygrać Puchar Kontynentalny w tym wieku, trzeba prezentować wysoki poziom.

Wiele osób zastanawia się, jak dość niespodziewany sukces wpłynie na 17-latka. Jan Szturc jednak zachowuje spokój.  – Ma mocną psychikę. W sobotę w Whistler był liderem po pierwszej serii, a w drugiej nie kalkulował, nie spalał się, tylko skoncentrował na oddaniu dobrego skoku. To jego zaleta. Wiem, że on zawsze idzie na całość. Potrafi skoczyć i odbić się w każdych warunkach, nie przeszkadza mu kierunek wiatru i inne okoliczności. Do tego jest odporny na szum wokół siebie, choć trzeba pamiętać, że to młody chłopak i trzeba z nim postępować ostrożnie. Nie ma powodu, żeby już robić go mistrzem świata.

Adam Małysz zaś podkreśla długą i trudną drogę, jaka czeka jego siostrzeńca. – Wygrana Tomka w Kanadzie to zaskoczenie, ale widzieliśmy go wcześniej i wiemy, że ma talent. Trzeba teraz zrobić wszystko, żeby tego nie spieprzyć. Tak, aby wyrósł nam kolejny Stoch, Kot, Żyła czy Kubacki. Trudno mi powiedzieć, czy bycie siostrzeńcem Małysza będzie mu pomagało, czy przeszkadzało. Będą pewnie plusy i minusy. Musi jednak iść swoją ścieżką. Zobaczymy, jak będzie dalej. Pewnie jeszcze urośnie, spotkają go inne rzeczy. Dobrze, że prowadzi go Maciek. To dość ostry i wymagający trener, ale juniorzy się przy nim pilnują.

Przyszłość pokaże, jak rozwinie się talent Tomasza Pilcha, dla którego imprezą docelową będą styczniowe mistrzostwa świata juniorów rozgrywane w Goms i Kandersteg. Kto wie, czy wcześniej jednak nie otrzyma szansy startu w Pucharze Świata?

Źródło: przegladsportowy.pl

Mateusz Król
Obserwuj

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.