Tego trofeum brakuje w karierze Kamila Stocha. Hinzenbach może być kluczowe

fot. Tomasz Markowski

Tegoroczny sezon letnich zmagań najwyższej rangi na igelicie wkracza w decydują fazę. Przed nami konkursy w austriackim Hinzenbach (25.09) oraz niemieckim Klingenthal (1-2.10). Na ostatniej prostej sytuacja w klasyfikacji generalnej układa się znakomicie, bowiem ton stawce nadają Kamil Stoch oraz Dawid Kubacki. Dla tego pierwszego zwycięstwo w Letnim Grand Prix w dalszym ciągu pozostaje twierdzą nie do sforsowania. Czy w końcu nadejdzie spodziewany przełom?

fot. Tomasz Markowski

Świetny początek i dar od losu

Tegoroczna edycja Letniego Grand Prix rozpoczęła się fantastycznie dla polskich skoczków. W lipcowych zmaganiach na skoczni im. Adama Małysza podopieczni Thomasa Thurnbichlera nie mieli sobie równych. Pierwszy z konkursów padł łupem Dawida Kubackiego, a tuż za nim znalazł się Kamil Stoch. W niedzielę z kolei wspomniana dwójka zamieniła się miejscami, a na podium wskoczył jeszcze Jakub Wolny.

W kolejnych zawodach w Courchevel oraz w Rasnovie wystąpili już jednak zmiennicy, jednak szczęśliwy splot zdarzeń sprawił, że dwójka Stoch/Kubacki w dalszym ciągu znajduje się na czele stawki.

Końcowy sukces na wyciągnięcie ręki? Są jeszcze inni

Już w najbliższy weekend karuzela Letniego Grand Prix przenosi się do Austrii, a konkretnie do Hinzenbach. W powiecie Eferding tradycyjnie, wzorem poprzednich lat, zawodnicy będą mieli tylko pojedynczą okazję do powiększenia zdobyczy punktowej. Konkurs indywidualny zaplanowano na niedzielę – 25.09.

Wiemy już, że na Aigner-Schanze (HS 9o) zaprezentują się nasi liderzy, z Kamilem Stochem, Dawidem Kubackim oraz Piotrem Żyłą na czele. Swój start w najsilniejszych zestawieniach zapowiedzieli również Austriacy, Japończycy, Niemcy oraz częściowo Słoweńcy (z Timim Zajcem oraz Anze Laniskkem). Z czołowych ekip rezerwowy skład wystawią jedynie Norwegowie.

We wspomnianej klasyfikacji generalnej Stoch i Kubacki zgromadzili 180 pkt. Tuż za nimi, ze stratą 30 pkt, znajduje się zwycięzca z Courchevel – Manuel Fettner, który w Hinzenbach również wystąpi. Groźni będą również Szwajcar Gregor Deschwanden – piąty miejsce z dorobkiem 116 pkt, który tego lata naprawdę imponuje formą, a także siódmy Karl Geiger (100 pkt). Pamiętać należy również o dziewiątym Austriaku Danielu Tschofenigu (95 pkt), oraz “rewelacyjnym” Japończyku – Renie Nikaido, który triumfował w ostatni weekend w Rumunii.

Mimo wszystko na ten moment w najlepszej sytuacji znajdują się właśnie Polacy – Kamil Stoch i Dawid Kubacki i to oni mają największe szanse na zwycięstwo w całym cyklu. O ile skoczek z Nowego Targu doskonale zna znak końcowego triumfu w zmaganiach na igelicie (wygrywał cały cykl trzykrotnie – w roku 2017, 2018 oraz 2020, a przed rokiem zajął drugie miejsce), tak naszej “rakiecie z Zębu” w tym elemencie nie wiodło się już aż tak dobrze.

Statystyki naszego mistrza robią wrażenie

Stoch w swojej karierze dwunastokrotnie stawał na najwyższym stopniu podium konkursów Letniego Grand Prix. W czołowej trójce znalazł się z kolei aż dwadzieścia siedem razy. W klasyfikacji wszechczasów reprezentant KS Eve-nement Zakopane zajmuje trzecie miejsce (ex aequo z Dawidem Kubackim) w liczbie zwycięstw, ustępując jedynie Adamowi Małyszowi oraz Gregorowi Schlierenzauerowi (13 zwycięstw). 35-latek jest również drugi pod względem zajmowanych miejsc na podium. Lepszy bilans posiada jedynie wspomniany już Małysz (28).

Dla zwykłego laika wydawać by się mogło dziwne, dlaczego zawodnik z tak świetnymi statystykami nigdy w swojej karierze nie triumfował w klasyfikacji Letniego Grand Prix. Stoch bowiem aż trzykrotnie kończył letnie zmagania elity na drugim miejscu (2010, 2011 oraz 2020 – nieoficjalnie). W roku 2016 był z kolei trzeci, ale nie wygrał ani razu.

Hinzenbach “niczym drzazga w nodze lub oku”

Co zatem poszło nie tak? Patrząc na historię poprzednich startów największym “problemem” dla trzykrotnego mistrza olimpijskiego była m.in. rywalizacja w Hinzenbach. Sam zainteresowany w wywiadach nie ukrywał swojej antypatii do normalnego obiektu wchodzącego w skład kompleksu Energie AG-SkisprungArena.

– To jest niczym drzazga w nodze lub oku… Siedzi i za wszelką cenę chcesz się jej pozbyć, a im bardziej chcesz, tym jest gorzej… Na szczęście jestem jeszcze młody i mam czas na to, żeby zrobić tam to, co umiem. To wyjątkowe miejsce na ziemi <śmiech> – powiedział minionego lata w rozmowie ze skijumping.pl.

Trudno się nie zgodzić ze słowami Stocha, gdyż jego najlepszym występem na skoczni w Hinzenbach była szósta lokata, wywalczona w 2015 roku. Tegoroczny sezon letni będzie jednak dla dwukrotnego zdobywcy Kryształowej Kuli fantastyczną okazją na przełamanie.

Zima jest jednak najważniejsza

Dziewiętnasty zawodnik sezonu 2021/22, przy okazji weekendu w Wiśle, przyznał jednak, że ma inne priorytety.

– Oczywiście, że można by było podejść bardziej wynikowo i chcieć wygrać, jednak trzeba myśleć bardziej długoterminowo. Wśród celów, które przedstawił nam trener, zabrakło Letniego Grand Prix. Wydaje mi się, że po dzisiejszym dniu również te cele się nie zmienią, ale nie ubolewam nad tym. Zdaję sobie bowiem sprawę, że zimą nikt już nie będzie pamiętać o tym letnim cyklu, a wtedy będą to zupełnie inne zmagania, inni zawodnicy, inni “my”. Dla mnie ważne jest to, że buduję pewność siebie, radość i zbieram nagrody za swoją pracę – powiedział po swojej wiślańskiej wiktorii.

Mistrz świata z Val di Fiemme w dalszym ciągu ma jednak szansę na zdobycie brakującego trofeum do swojej niezwykle bogatej kolekcji. Wszystko zatem w jego rękach.

źródło: skijumping.pl/informacja własna