Sylwia Jaśkowiec: „Na analizy będzie jeszcze czas”

fot. PZN
fot. PZN

Od tego sezonu Sylwia Jaśkowiec trenuje pod okiem trenera Wierietielnego, jednak na razie nie chce mówić o swojej formie, ponieważ jak twierdzi na generalne analizy będzie jeszcze czas. – Myślę, że na podstawie moich wyników i  dyspozycji w sezonie startowym będziemy mogli ocenić efektywność pracy w czasie przygotowań letnich – tłumaczy Sylwia Jaśkowiec.

Pchanie pod górę jest najcięższym z treningów?
– Każdy trening zadaniowy niesie ze sobą jakieś wyzwania. Dla mnie osobiście pchanie pod górę jest treningiem bardzo wymagającym i męczącym, ale i również niezbędnym w kształtowaniu siły ramion i tułowia. Stopień trudności tego zadania oczywiści zależy od intensywności, długości i stopnia nachylenia podjazdu oraz czasu trwania sesji. W Zakopanem mieliśmy kilka takich treningów, podczas których pokonywaliśmy stromiznę pod Ząb z dwóch stron i to wszystko powtarzaliśmy czterokrotnie. Było ciężko, ale efekty przyrostu siły z takie treningu są zadowalające.

Czy czuje pani już, że trenując w ekipie Justyny Kowalczyk jest pani silniejsza?
– Trenując w ekipie Justyny Kowalczyk coraz częściej dochodzę do wniosków, że w sporcie najważniejsza jest psychika. Oczywiście trening fizyczny jest ważny i to bez dwóch zdań, ale jeżeli masz w sobie wolę walki, to nie raz możesz przekroczyć granice własnych możliwości. Powyższe wnioski czynią mnie silniejszą, jeśli nie fizycznie to na pewno mentalnie.

Jak wyglądały Wasze treningi w Zakopanem?
– Codziennie pracowaliśmy od 4 do 6 godzin. Nasz dzień zawsze zaczynał się od rozruchu, który lekko ożywiał i pobudzał organizm, wprowadzając go na wyższe obroty. Trenowaliśmy sześć razy w tygodniu, jednego dnia odpoczywając. Na treningach głównych realizowaliśmy: marszobiegi po Tatrach, imitacje skakane na wyciągu, rolki z oponą oraz pchanie pod górę,  a popołudniami rower, siłownia i pływanie. To były główne treści zgrupowania w stolicy Tatr.

W Estonii i Nowej Zelandii cała grupa trenowała według planu, który ułożyła pani Justyna. Czy te treningi były naprawdę bardzo ciężkie?

– Były ciężkie, aczkolwiek w moim przypadku trener dostosował objętość treningu do moich możliwości, więc były takie dni, że Justyna realizowała swój program treningowy, podczas gdy ja na przykład miałam coś innego. Ale generalnie były to obozy skupiające się na treningach powtórzeniowych, szybkościowych, podnoszących zarówno naszą wydolność, siłę jak i również sprawność startową. W sumie było bardzo ciężko, ponieważ wtedy praktycznie biega się już na startowych tempach, więc to jest o tyle męczące, że często po prostu dzień po dniu nakładały się szybkie treningi i siłą rzeczy organizm był bardzo zmęczony.

Pełna wersja wywiadu

Źródło: Anna Karczewska / PZN

Mateusz Król
Obserwuj

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.