Sven Hannawald: Byłem młodym chłopakiem ze wschodu, który chciał wygrywać

fot. Sven-hannawald.com

fot. Sven-hannawald.com

Sven Hannawald był pierwszym zawodnikiem, który zdołał wygrać we wszystkich czterech konkursach Turnieju Czterech Skoczni. Jak ten utalentowany zawodnik wspomina początki swojej kariery?

Sven Hannawald był pierwszym skoczkiem narciarskim, któremu udało się zwyciężyć we wszystkich czterech konkursach Turnieju Czterech Skoczni. Zdobył również najwyższe miejsce na podium podczas Mistrzostw Świata w lotach w Vikersund w 200o roku oraz w Harrachovie dwa lata później. Jego osiągnięcia można mnożyć, a on sam pozostaje skromnym człowiekiem, który obecnie zajmuje się komentowaniem zawodów dla stacji Eurosport. Jak ten skoczek narciarski wspomina czasy swej aktywności zawodowej?

Młody zawodnik rozpoczynał swoją karierę w byłej Niemieckiej Republice Demokratycznej. Funkcjonował tam ówcześnie system, który pozwalał na łowienie talentów wśród wschodnio-niemieckiej młodzieży. Jak wspomina w rozmowie w rozmowie ze spox.com, Hannawald już jako dziecko został przebadany pod kątem sprawności fizycznej. – W byłej NRD istniały swego rodzaju normy dla dzieci na festiwalach sportowych, na przykład jak daleko powinieneś skakać w wieku siedmiu lat. Wszystkie wyniki były rejestrowane i ustalano, jak radzi sobie talent. Zawsze spełniałem wiele z tych standardów, przychodziło to intuicyjnie i łatwo – powiedział. – Mój ojciec opowiedział mi, że za każdym razem, gdy przyjeżdżaliśmy na nową skocznię, ja znikałem. Zawsze wtedy szukałem osoby, która powie mi, jaki jest rekord obiektu. To nie była arogancja, tylko moje wewnętrzne pragnienie. Chciałem skoczyć najdalej ze wszystkich, żeby po zawodach rekord skoczni był mój. Bez tego perfekcjonizmu nie osiągnąłbym takiego sukcesu w tak młodym wieku – podkreślił.

Sven Hannawald opowiedział również, że zmiana systemu ze wschodniego na zachodni nie była dla niego łatwa. – W szkole w Klingenthal nie było tyle zwobody. W Furtwagen o 20:00 obowiązywał spokój na korytarzu, ale nikogo nie interesowało, czy przesiadujemy do późnych godzin nocnych. Chciałem tego nowego świata doświadczyć, wchłonąć wszystko i straciłem koncentrację na sporcie. Ponadto zacząłem rywalizować ze zwycięzcami konkursów, mistrzami świata i mistrzami olimpijskimi. To normalne, że lokata, która znajduje się przy twoim nazwisku się zmienia – mówił. Po sezonie 1996/97 odbyła się coroczna konferencja trenerska, podczas której omówiony został skład drużyny. Padły tam wtedy słowa sugerujące, że Hannawald nie jest już potrzebny. – Gdy o tym usłyszałem i trener Wolfgang Steiert uświadomił mnie jak wygląda sytuacja, znów poczułem ten żar w sobie. Znów byłem młodym chłopakiem ze wschodu, który chciał wygrywać.

Wspomniał również swoje pierwsze wygrane w Pucharze Świata. – To moje pierwsze zwycięstwo w 1998 roku w było kształtujące. Potem przeskoczyłem Kazuyoshiego Funaki, ale szybko zdałem sobie sprawę, że każdego dnia muszę pracować na swój sukces. Moja forma nigdy nie była dominująca od początku do końca sezonu. Aby zrekompensować moją wadę w sile skoku, musiałem normować wagę. Im mniej tym lepiej, zawsze byłem na granicy. Czasem byłem wyczerpany – wspominał. Lato w 2000 roku było dla Svena Hannawalda złe – wpadł w błędne koło, zabronił sobie robienia przerw. – Wiosną 2001 roku zakończyłem przedwcześnie sezon, to najlepsze co mogło mnie wtedy spotkać. Dbałem o swoje ciało, poczułem dużą zmianę – mówił emerytowany zawodnik.

– W sezonie 2001/02 miałem dużo pewności siebie i spokoju, ale nigdy nie myślałem o tym, że mogę wygrać Turniej Czterech Skoczni. Nie byłem faworytem. Adam Małysz był w formie, bardzo zaskoczyłem go zwycięstwem w Oberstdorfie. Pamiętam również, co powiedziałem po wygranej w Garmisch. “Wspaniale, że jako Niemiec mogłem wygrać dwa konkursy u siebie, w Austrii Austriacy chętnie wygrywają.” Nie obchodziło mnie to – mówił. – Po konkursie w Innsbrucku miałem 20 punktów przewagi, a dni między nim a Bischofshofen były okrutne. Nie mogłem zignorować wszystkich myśli, które do mnie przyszły. Cieszyłem się z każdej zaplanowanej minuty, kiedy nie musiałem spędzać czasu w pokoju – powiedział.

W dniu wielkiego zwycięstwa czuł się jak Gladiator. – Czułem się kompletnie zakręcony, miałem wiele oczekiwań. Jednak nosiłem też duży ciężar związany z Turniejem Czterech Skoczni. Kiedy nasze zdjęcia były wyświetlane na ekranie, rozległy się wiwaty. Czułem się jak gladiator! Jestem niezmiernie wdzięczny, że jako pierwszy zdobyłem Wielki Szlem. To była 50. trasa koncertowa. A ja byłem dumny. Natychmiast potem pomyślałem o małym Svenie, który marzył w dzieciństwie o wygranej w tournée i który spełnił ją po wielu latach – powiedział Sven Hannawald.

Źródło: spox.com/informacja własna.