Stoch rozwiązał swój największy problem. “Będę mógł mieć większy margines błędu”

fot. Angelika Uchacz

fot. Angelika Uchacz

Ma na swoim koncie medale każdej najważniejszej imprezy w skokach, ale wciąż chce być lepszy. Kamil Stoch do nowego sezonu podchodzi ambitnie, jak zawsze. Teraz ma nie tylko daleko i pięknie lądować, ale też szybciej najeżdżać na próg. – Dzięki temu będę mógł mieć większy margines błędu. Te skoki nie będą musiały być idealne, żeby móc rywalizować – powiedział dzisiaj trzykrotny mistrz olimpijski odpowiadając na pytania dziennikarzy w Zakopanem. 

Jak przebiega przejście z torów ceramicznych na lodowe w Twoim wykonaniu? Wszystko jest w porządku? 

W moim odczuciu nie ma jakiejś dużej zmiany między torami ceramicznymi a lodowymi. Na tych pierwszych jest oczywiście więcej drgań. Ślizg na początku może być też wolniejszy. Na lodowych start jest bardziej płynny. Przyśpieszenie jest stałe i nie ma uczucia przytrzymywania na początku. Jestem zadowolony ze swoich skoków i dyspozycji. Wiadomo, że w dalszym ciągu jest nad czym pracować, i dobrze. Cały czas jest coś, co mogę poprawiać. Fajnie, że zrobiło się chłodniej i spadł nawet śnieg.

Na początku okresu przygotowawczego zapowiadałeś, że lato poświęcisz na poprawę pozycji najazdowej, aby polepszyć prędkości. Na ile udało się to zrealizować?

Przede wszystkim to było coś, co musiałem poprawić. Te prędkości były faktycznie coraz słabsze. Traciłem po półtora kilometra na godzinę do najlepszych. Po prostu za bardzo utrudniałem sobie rywalizację z nimi. Obecnie te prędkości są w miarę dobre. Wiadomo, że ja nigdy nie będę jeździł najszybciej. Może się czasami tak zdarzyć, że te prędkości będą w okolicach tych najlepszych. Zazwyczaj powinienem się jednak kręcić w okolicach średniej. To jest mój cel zadaniowy na zimę. Dzięki temu będę mógł mieć większy margines błędu. Te skoki nie będą musiały być idealne, żeby móc rywalizować.

Twoja forma w minionym sezonie była bardzo dobra, ale jednak czegoś brakowało. Jak przeanalizowałeś sobie po sezonie, to czego najbardziej brakowało?

To wszystko zamyka się w takie koło. Zaczęło się od problemów z techniką, zwłaszcza z pozycją najazdową. Traciłem bardzo dużo prędkości na progu. Potem odbicie było albo za bardzo w górę, albo za bardzo do przodu. Przez to musiałem później odczekiwać i traciłem całą prędkość w locie. Gdzieś to się pogubiło. Do tego doszły sytuacje wokół naszej grupy. To zamieszanie z odejściem Stefana Horngachera. My jako grupa mocno to odczuliśmy. Koniec sezonu był bardziej na przetrwanie niż rywalizację. To było dosyć przykre. Przynajmniej dla mnie, bo zawsze chcę rywalizować na najwyższym poziomie i zawsze chcę dobrze skakać. A wtedy nie mogłem z siebie nic więcej wydobyć. Mam nadzieję, że ten sezon będzie zupełnie inny. Teraz czuję się dobrze. Jako grupa jesteśmy na bardzo dobrym poziomie. Wszystko mamy poukładane i najlepszy sztab, jaki tylko możemy sobie wymarzyć. Byle do przodu.

Zdaje się, że słowo klucz przed nowym sezonem to: “buty”. Czujesz, że to faktycznie da Wam taką przewagę?

Nie, nie, nie. Słowo klucz przed nowym sezonem to: “dobry skok”. Buty to tylko pomoc techniczna.

Piotrek mówi, że to może dać około siedem metrów na skoczni. Opowiedz laikom, czy faktycznie czuć różnicę?

Daj mu Boże, żeby tyle dodało (śmiech). Przede wszystkim tutaj trzeba skierować wielkie słowa uznania w kierunku sztabu szkoleniowego. Za to, że mamy polskiego producenta butów skokowych. To jest dla nas bardzo ważne. Z byłym dostawcą butów, który miał monopol i dostarczał je całemu światu, bywało po prostu różnie. Z dostarczaniem tego sprzętu. Teraz nie musimy się o to martwić. Buty będą na czas i wtedy, kiedy będzie potrzeba. To jest dla nas najważniejsza kwestia. Poza tym… mamy swoje. Dobre, bo polskie!

Lepiej się w nich skacze?

Dobrze się w nich skacze. Nie chcę tutaj mówić, tak jak Piotrek, dosyć odważnie, że dadzą ileś metrów. Natomiast dla nas najważniejsze jest to, że one w niczym nam nie utrudniają. Spełniają swoją funkcję, czy pomagają w prowadzeniu nart w locie. A przede wszystkim są dobrej jakości.

Przed sezonem wolicie trenować u siebie (tak jak teraz), czy jednak lepiej byłoby zagranicą na śniegu? 

Najlepiej jest u siebie. Między innymi ze względów organizacyjnych. Nie musimy przewozić całego sprzętu, bać się o pogodę. Jak będzie zła, to zawsze można wrócić do domu. Też chodzi o kwestie techniczne. Ja bardzo lubię skocznię w Zakopanem i cieszę się, że wreszcie możemy trenować na torach lodowych u siebie. Przy tym nam pogoda dopisuje i to jest kolejny duży plus.

Czy mają tak bogato wypełnioną gablotę, jak Twoja, czuje się jeszcze dreszczyk emocji przed sezonem?

Oczywiście. Każdy sezon jest nowym wyzwaniem. Każdy skok jest kolejną przygodą. W taki sposób do tego podchodzę i dzięki temu cały czas mam chęć się rozwijać.

Z Zakopanego dla Sportsinwinter.pl,
Angelika Uchacz

Mateusz Król
Obserwuj

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.