Stefan Horngacher – odnowiciel polskich skoków? [felieton]

stefan horngacher wieza sedziowska

Po sezonie letnim nikt nie ma wątpliwości, że wybór Stefana Horngachera na trenera polskiej reprezentacji skoczków narciarskich był dobrą decyzją. Po zeszłorocznym kryzysie nie ma już śladu, za to jest motywacja i przeświadczenie, że dobrze wykonana praca w okresie przygotowawczym zaowocuje w zimie. Kim jest odnowiciel polskich skoków?

Pierwsze skojarzenie, które przychodzi mi na myśl o Stefanie Horngacherze to spokój. Kiedy  miałam przyjemność siedzieć naprzeciwko niego podczas jednej z konferencji FIS Grand Prix w Wiśle to widziałam człowieka skoncentrowanego, skupionego na celu, pilnującego czasu i bardzo grzecznego w stosunku do dziennikarzy. Poświęcił nam swój czas mimo, że przed zawodami w Wiśle miał wiele spraw do załatwienie. W końcu dopiero od kilku miesięcy prowadził reprezentacje. On jako jedyny potrafił odseparować zawodników od mediów na tyle ile się da. Zatrudnienie rzecznika prasowego reprezentacji uwolniło głowy skoczków od tego problemu kontaktu (czasami trudnego) z dziennikarzami. Można by rzec, że Horngacher wprowadził polską kadrę do Europy, gdzie takie rozwiązania funkcjonowały już w innych krajach. Wprowadzenie nowych metod szkoleniowych, kamer na treningach, nowinek technicznych, to wszystko daje zawodnikom nową motywacje, na której mogą się oprzeć. Zeszły sezon zimowy był katastrofalny, niektórzy mówili o zakończeniu kariery, braku motywacji do dalszej pracy, byli pogubieni. Dzisiaj wszyscy stoją murem za Horngacherem i robią wszystko co on im każe. Można by rzec, że ponownie został wzniecony płomień polskich skoków, który pod koniec minionej zimy tylko się tlił.  Nie tylko zawodnicy wiążą z obecnym szkoleniowcem duże nadzieje. Kibice na pewno chcą lepszego sezonu od ostatnich dla naszej reprezentacji. Już teraz mają powody do zadowolenia, mimo, że Austriak nigdy nie brał za cel zwycięstwa w klasyfikacjach Letniej Grand Prix. Wydaje mi się, że Horngacher tej presji nie odczuwa. Skupia się na swoich zadaniach i z determinacją do nich dąży. Przykładem takiego zadania, jednego z najtrudniejszych dla niego jest zmiana pozycji najazdowej Piotra Żyły. Próbował Łukasz Kruczek – nie udało się. Próbował na Piotra Żyłę swoim autorytetem wpłynąć Adam Małysz – nie udało się. Wszyscy, którzy współpracowali z poprzednim sztabem szkoleniowym mówili Piotrowi Żyle, że robi to źle, a popularny „wiewiór” i tak miał swoją wizje skakania. Przyszedł Stefan Horngacher i… chyba się udało. Piszę chyba, bo Piotr Żyła znany jest ze zmiany decyzji w ostatniej chwili. Austriak musiał przeprowadzić z Żyłą poważną rozmowę, w której jasno powiedział, że tak u niego nie będzie skakał. Po miesiącach treningów pod wodzą Horngachera lepiej to wygląda na najeździe, ale i tak nasz szkoleniowiec uważa, że jeszcze długa droga przed Piotrem Żyłą aby osiągnął swoją najlepszą pozycje najazdową. Trzymamy kciuki za tą dwójkę. W końcu mamy Macieja Kota, który wygląda jak nowo narodzony człowiek. Chyba temu zawodnikowi zmiana trenera wyszła najbardziej na lepsze. Patrząc na ostatnie konkursy Letniego Grand Prix, kiedy Maciej Kot leciał w powietrzu to widziałam w nim Adama Małysza z jego najlepszych lat kariery. Nie wiem czy to była wina koloru kombinezonu, żółtej koszulki lidera, czy podobnych kolorów na kasku, czy ewidentnego podobieństwa w technice ale aż przyjemnie się patrzyło na tego młodego zawodnika z Zakopanego. Zawsze mówiono, że ten skoczek ma potencjał ale nigdy Łukasz Kruczek nie potrafił go wydobyć. Sam Kot nie raz prezentował swoją ambicje w wywiadach. Być może w końcu Horngacherowi uda się ta sztuka i Maciej Kot zimą będzie się prezentował jeszcze lepiej niż latem, bo jak zauważył nasz szkoleniowiec jego skoki nie są jeszcze perfekcyjne. Z Kamila Stocha została zdjęta łatka lidera grupy. Przynajmniej na kilka miesięcy. Dwukrotny indywidualny mistrz Olimpijski z Sochi mógł w spokoju przepracować okres przygotowawczy oraz wyeliminować błędy z minionej zimy. Sam Horngacher jeszcze przed rozpoczęciem pracy z polską  kadrą w jednym z wywiadów powiedział, że chce pomóc Stochowi wrócić do wysokiej dyspozycji. Myślę, że współpraca układa się bardzo dobrze między obydwoma panami. Mimo, że skocznia w Klingenthal jest jedną z ulubionych skoczni Stocha, to ani w Letniej Grand Prix ani w Pucharze Świata nie udało mu się tutaj zająć dobrego miejsca w ostatnich latach. Wczoraj okazało się, że nawet w trudnych warunkach da radę skoczyć dobrze? Czy to znowu zasługa Horngachera? Myślę, że tutaj dobrą decyzją sztabu szkoleniowego były wyjazdy na zgrupowania do innych miast, które już wkrótce będą gościły Puchar Świata. Horngacher nie zrobił na szczęście tego samego błędu co Kruczek i nie zamknął naszych zawodników w Polsce. W sumie aktualnie w naszym kraju do dyspozycji są skocznie w Szczyrku i Wiśle, co dużego pola do popisu nie daje ale za dobre trzeba uznać to, że jeszcze przed sezonem zawodnicy mogą się „zaprzyjaźnić” z innymi skoczniami Pucharu Świata i korygować od razu na nich błędy.

Stefan Horngacher na pewno jest szkoleniowcem, który ma pomysł na polską reprezentacje skoczków narciarskich. W spokoju i koncentracji będzie realizował swój plan do końca. Przed nim najważniejszy okres przygotowawczy do zimy. Za chwilę skoczkowie „wejdą” w tory lodowe i zacznie się końcowe odliczanie do pierwszych zawodów Pucharu Świata. Każdy z polskich zawodników chce pracować z Horngacherem i uwierzył w jego wizje skakania i treningów. Można by rzec, że po tej burzy z minionego sezonu, Stefan Horngacher jest dla polskiej kadry odnowicielem. Rzucił koło ratunkowe naszym skoczkom a oni je chwycili i płyną razem z nim. Nawet jeśli te przygotowania są cięższe niż były z Łukaszem Kruczkiem to myślę, że skoczkowie w zimie nie będą żałować, że tak ciężko pracowali latem. Mówi się, że ciężka praca popłaca.

Mateusz Król
Obserwuj

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.