Słaby początek sezonu w wykonaniu polskich skoczków? Sprawdź, co na to liczby

Po trzech weekendach nowego sezonu w skokach narciarskich coraz częściej można spotykać się z określeniem “rozczarowanie”. A to oczywiście w kontekście występów polskich skoczków. Biało-czerwoni pod wodzą nowego szkoleniowca zajmują aktualnie czwarte miejsce w Pucharze Narodów. Czy taką pozycję można określić, jako słabą? Jak wyglądały nasze otwarcia w poprzednich sezonach? Czy warto już bić na alarm? 

Przyznać muszę, że sam mam mętlik w głowie po trzech przystankach Pucharu Świata. Dlatego od razu przyznam, że wcale nie oglądam poczynań Polaków ze stoickim spokojem. Nie dziwię się też tym, którzy zaczynają podnosić alarm. W ostatnich sezonach nasi ulubieńcy przyzwyczaili nas do ogromnych sukcesów. Sami mówiliśmy, że przerastały one nasze oczekiwania. Ktoś kiedyś pomyślał, że będziemy mogli wywalczyć Puchar Narodów? Śmiem wątpić. A nasi zawodnicy zrobili to dwukrotnie. Do tego liczne medale na najważniejszych imprezach, wygrane konkursy Pucharu Świata, Turnieje Czterech Skoczni i wiele miejsc na podium. Przyzwyczailiśmy się, że sukcesy były, są i będą. W tym całym szczęściu zapominamy jednak, że w sporcie nikt nie jest na szczycie cały czas. Mało tego, nie pamiętamy najczęściej, jak droga na szczyt wyglądała. Czy w każdym sezonie Polacy brylowali od samego początku? Właśnie takie pytanie pojawiło się dziś w mojej głowie i dlatego postanowiłem porównać sytuacje w klasyfikacjach względem poprzednich zim.

W każdym z analizowanych przypadków brałem pod uwagę trzy pierwsze weekendy danego sezonu. Wyjątkiem był sezon 2015/2016, kiedy odwołano zawody w Ruce. Wówczas musiałem wziąć pod uwagę czwarty weekend w Lillehammer. W poszukiwaniach cofnąłem się do sezonu 2012/2013. A to dlatego, że tak naprawdę wtedy realnie nasza kadra dołączyła do światowej czołówki. Na stałe.

Jakie wnioski płynął z przeanalizowania tabelek?

W Pucharze Narodów na tym etapie rywalizacji najlepiej poradziliśmy sobie przed rokiem. Po trzech weekendach z Pucharem Świata nasza reprezentacja zajmowała pierwsze miejsce i zgromadziła dokładnie 1125 punktów. To było także najlepsze rozpoczęcie pod względem indywidualnym, bowiem mieliśmy dwóch zawodników w czołowej trójce klasyfikacji generalnej (Żyła drugi, Stoch trzeci). Bardzo dobrze sezon rozpoczęliśmy także w sezonie 2016/2017. Po trzech weekendach mieliśmy 1076 punktów i byliśmy na trzecim miejscu. W sezonie olimpijskim 2017/2018 na tym etapie biało-czerwoni mieli na swoim koncie 965 punktów i zajmowali czwartą lokatę. Łatwo szybko zauważyć, że trzy najlepsze starty sezonu Polaków to era Stefana Horngachera. Trenera, który zdecydowanie zmienił nasze oczekiwania względem skoczków. One zawsze były spore, ale moim zdaniem wzrosły do niewyobrażalnego poziomu. Pora jednak odpowiedź sobie na pytanie, jak wypada w zestawieniu aktualny sezon? Tutaj trzeba zastanowić się, co jest naszym wyznacznikiem. Pod względem miejsca w klasyfikacji Pucharu Narodów, to nasze czwarte najlepsze otwarcie. Takie też miejsce aktualnie zajmujemy mając 628 punktów. Podobny dorobek mieliśmy w sezonie olimpijskim 2013/2014. Na naszym koncie było wówczas 649 “oczek”, ale zajmowaliśmy piątą lokatę.

Wykres obrazujący sytuację punktową reprezentacji Polski w skokach narciarskich na początku sezonów.

Aktualnie w klasyfikacji generalnej mamy dwóch zawodników w najlepszej dziesiątce. Pod tym względem to nasz trzeci najlepszy sezon. Podobny był ten olimpijski 2017/2018. Kamil Stoch był szósty, ale za nim cztery pozycje niżej Piotr Żyła. Aktualnie Dawid Kubacki zajmuje dziewiąte miejsce a tuż przed nim jest Kamil Stoch. Lepsze otwarcie było pierwszej zimy pod wodzą Stefana Horngachera, bowiem Maciej Kot był trzeci a Stoch szósty.

Wykres obrazujący sytuację miejsca w Pucharze Narodów reprezentacji Polski w skokach narciarskich na początku sezonów.
Nie ma alarmu

Przedstawione powyżej krótkie zestawienie, to wciąż tylko liczby. Mam tego świadomość. Są eksperci, którzy widzą masę błędów w skokach naszych zawodników. Nigdy nie ukończyłem jednak studiów trenerskich, a co dopiero mieć pojęcie o skakaniu na nartach. Ewentualnie mogę zauważyć brak energii i wciąż loteryjną pogodę. W tym wyciągnęliśmy szczęście tylko w Wiśle, kiedy Kamil Stoch stanął na podium. Ostatnie weekendy to już sporo pecha. Nie zganiamy na wiatr? Nie ma sprawy! Stoch uważa, że “brakuje mu formy” (przyznał  to w rozmowie ze Skijumping.pl). Nawet jeśli, to akurat jego kariera pokazuje, że to najczęściej był zwiastun udanego sezonu. Wyjątkiem w ostatnim latach była zima 2015/2016. Trudno jednak uwierzyć, aby miała się ona powtórzyć właśnie teraz. Mam z tyłu głowy myśl, że Kamil ma za sobą trzy bardzo udane sezony. Wiem jednak także, że zawodnik tego pokroju, może mieć ich znacznie więcej. Warto pamiętać, że na sukcesy stać nie tylko tego zawodnika. Dlatego zwracam się do każdego z kibiców i ekspertów, nie dajmy się zwieść wynikom z minionych weekendów. Poczekajmy na jeden, dwa weekendy z normalnym warunkami. W miarę, bo na idealnie liczyć nie powinniśmy. Dajmy skoczkom spokój, a wszystko się ułoży. Może jeszcze nie w Klingenthal, gdzie znów zapowiada się walka o zawody. Będzie wiało i jeszcze raz wiało. Tak przynajmniej twierdzą synoptycy. A my? Chyba znów czekamy do Engelbergu.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: