Skoki narciarskie znów zagościły w centrum Polski. “Czuć tu klimat górski”

Skoczkowie z Łodzi znowu mogli skakać w swoim mieście. Po pięcioletniej przerwie, pogoda sprawiła, że mogli oddawać treningowe skoki zimą, na rodzimymobiekcie. Na skocznie przybyli młodzi amatorzy skoków narciarskich z całej Polski, by spróbować swoich sił na Rudzkej Górze K-15.

fot. Krzysztof Wichowski

Miłośnicy skoków narciarskich, wzięli udział w pierwszym od pięciu lat zimowym treningu na dwóch skoczniach narciarskich: Rudzkiej Górze (K-15) i położonej tuż obok Jabłonce (K-5). W trakcie treningów, które odbyły się w sobotę, niedzielę i poniedziałek skoczkowie oddali ponad 60 skoków.

W ostatnich dniach w Łodzi spadło bardzo dużo białego puchu, dzięki czemu trening był możliwy. – Pogoda sprawiła, że po pięciu latach wróciliśmy na ten obiekt – mówi Bartłomiej Marczak, skoczek z Łodzi i współorganizator treningu. – Może się wydawać, że skocznia jest już za mała, jak na nasze umiejętności, ale robimy to, aby promować skoki w Łodzi, w centrum Polski. Przynosi to efekt, ponieważ przyjechali na trening ludzie z całego województwa, a także spoza Łodzi, między innymi z Wrocławia, czy Warszawy – dodaje zawodnik.

Jednak zanim skoczkowie oddali swoje pierwsze próby w sobotę, okazało się, że najpierw konieczne jest przygotowanie zeskoku. Taka akcja trwała pięć godzin i zaangażowali się w nią zarówno skoczkowie, jak i organizatorzy. Podobnie było w niedzielę i poniedziałek. – Pracy mieliśmy sporo, ale było warto. W ciągu trzech dni ośmiu skoczków z całej Polski oddało ponad 60 skoków – przyznaje Bartłomiej Marczak.

Sami skoczkowie zachwalają obiekt. – Skacze się tu bardzo dobrze. Miałem do wyboru skakanie na K-70, bądź tu na K-15, wybrałem Łódź, ponieważ to moja skocznia, a po za tym tu jest niespotykany już na innych obiektach stary profil skoczni, dzięki czemu z rozbiegu lecisz, niczym z katapulty – mówi nam Jakub Mirowski, zawodnik Łódź Ski Team.

Wśród zawodników pojawił się również Tadeusz z Warszawy, który w sobotę na skoczni debiutował. – Skacze mi się bardzo dobrze, wczoraj oddawałem tutaj swoje pierwsze skoki i mimo początkowego stresu, to wraz z kolejnymi skokami górka wydawała się być dla mnie coraz mniejsza i oddawałem coraz dalsze skoki – mówi Tadeusz Świątkowski.

W poniedziałek na skoczni pojawił się najstarszy z skoczków, Dawid z Wałbrzycha.  – Skoki nie są złe, zwłaszcza z moją wagą. Tutaj w Łodzi skacze mi się bardzo dobrze. Mimo faktu, iż to centrum Polski, czuć tu klimat górski – analizował swoje próby Dawid Boksa z Wałbrzycha.

Skocznia narciarska w Łodzi powstała w 1969 roku. Wtedy posiadała ona nawet homologację FIS i odbywały się na niej zawody. Te po raz ostatni rozegrano tu w 1975 roku. Według planów na skoczni miał zostać położony igielit, ale z powodu braku finansów, zrezygnowano z tego, a sama skocznia popadła w ruinę. W 2009 roku ponowną modernizacją obiektu zajęli się młodzi miłośnicy skoków narciarskich z Pabianic, Zgierza i Łodzi, zgromadzeni wokół grupy Łódź Ski Team. Odbudowano i wyrównano nawierzchnię, postawiono nowy punkt sędziowski, powstały też trybuny dla 150 osób. Pomysł z wyłożeniem na skoczni igielitu powrócił w tamtym roku, kiedy to Skoczkowie z Łodzi oddali pierwsze historyczne skoki poza sezonem zimowym.

Sam obiekt jest wymagający, o czym przekonali się w trakcie sobotnich treningów zawodnicy. Jednak kto ma wyobraźnię, pewnie widzi, że przy niewielkim wsparciu finansowym, można by w tym miejscu stworzyć obiekt, który byłby atrakcją zarówno dla sportowców amatorów, jaki i widzów.

Z Łodzi dla Sportsinwinter.pl
Krzysztof Wichowski

Galeria zdjęć: