Skoczkowie jednego lata – stracone szanse na błysk

Letnie Grand Prix w skokach narciarskich organizowane jest od 1994 roku. Pozwala zawodnikom na sprawdzenie swojej formy względem rywali w okresie letnich przygotowań do sezonu, wypróbować nowe rozwiązanie sprzętowe, a także najzwyczajniej w świecie rywalizować w niecodziennych dla tego sportu okolicznościach – na igielicie. Chyba nikt z tworzących ten cykl nie spodziewał się, że wkrótce niektórzy z skoczków okażą się “mistrzami lata” i przy dominowaniu na skoczniach w okresie wakacyjnym nigdy nie przełożą tej formy na zimę. Dziś przyjrzymy się 5 przykładom właśnie takich zawodników. 

 

1. Clint Jones (Stany Zjednoczone) – 2 miejsce w LGP 2002

(fot. Wikipedia.org)

Tę krótką listę rozpoczniemy wraz z przedstawieniem sylwetki dzisiejszego trenera kadry narodowej USA w skokach narciarskich. Za nim zakończył karierę zawodniczą w 2007 roku i zajął się szkoleniem młodzieży miał za sobą parę lat skakania na najwyższym poziomie. Zaczynał bowiem w lutym 2000 roku, nie zdobywając jednak punktów przed własną publicznością w Iron Mountain. Kolejne lata jego kariery nie przynosiły wielkich sukcesów, mimo że można je uznać za najlepsze – w 2001 roku jedyny raz zajął miejsce w pierwszej “10” konkursu Pucharu Świata w Kuopio. Za najlepszy wynik w jego życiu trzeba przyjąć zatem znakomity występ podczas LGP w 2002 roku. Aż trzykrotnie stawał wtedy na podium, za każdym razem będąc na 2 miejscu : w Hinterzarten, Courchevel i Innsbrucku. Na koniec znalazł się tylko za Andreasem Widhoelzlem. Co prawda o ponad 200 punktów, ale i tak można było wróżyć mu dobry sezon olimpijski. Co natomiast wydarzyło się tamtej zimy? 5 razy punktował, a na Mistrzostwach Świata w Val Di Fiemme w żadnym z konkursów nie wziął udziału w drugiej serii. Śmiem twierdzić, że oczekiwania po tak dobrej dyspozycji na igielicie były większe. Jednak Amerykanin zupełnie im nie sprostał.

 

2. Akseli Kokkonen (Finlandia/Norwegia) – 2 miejsce w LGP 2003

(Fot. Berkutschi.com)

Kolejna postać to zawodnik nietypowy. Waham się czy nazywać go tutaj Finem czy Norwegiem, gdyż w czasie swojej kariery reprezentował obie te narodowości. Zdecydowanie bardziej znany jest jednak z występów pod flagą Finlandii w okresie do 2009 roku. Gdy zaczynał zdawał się być dość perspektywicznym zawodnikiem, co potwierdzał nieźle prezentując się podczas Mistrzostw Świata Juniorów w 2001 i 2002 roku. Latem 2003 roku przydarzyło mu się jednak coś wyjątkowego – wygrał zawody Letniego Grand Prix w Predazzo, co przy dobrych występach w pozostałych konkursach dało mu możliwość zajęcia 2 miejsca w klasyfikacji ogólnej cyklu. Mogłoby się wydawać, że kolejny sezon w jego wykonaniu będzie równie świetny. Być może przełomowy. Owszem, okazał się najlepszym w karierze, ale nikt chyba nie nazwie go dziś po ówczesnych osiągnięciach gwiazdą skoków. Jego najlepszym wynikiem pozostało 5 miejsce z drugiej “rundy” sezonu w Kuusamo, a całą rywalizację zakończył na 19 miejscu w Pucharze Świata. Kolejne lata? Miejsca w siódmej “10” klasyfikacji. Brak zachwycających skoków, tendencja spadkowa. W 2009 roku zrobiło się o nim jeszcze na chwilę głośno, gdy zmienił barwy reprezentacyjne na norweskie. W nich jednak także nie odnalazł formy, którą pokazywał na igielicie 14 lat temu…

 

3. Daniel Forfang (Norwegia) – 3 miejsce w LGP 2004

(Fot. iTromsø)

Forfang to ostatnio dość modne nazwisko w skokach narciarskich, ale raczej nie ze względu na omawianego przeze mnie Daniela, a jego brata Johanna. Ten pierwszy pojawił się na światowych obiektach, debiutując w 2001 roku w Predazzo. Nie zachwycił jednak tłumów, podobnie jak przez większą część kariery. Jego ogólnym najlepszym wynikiem w PŚ było 5 miejsce w Kuusamo w 2005 roku. Latem rok wcześniej w 3 z 4 konkursów cyklu LGP w jakich się pojawił stanął na podium, a 2 nawet wygrał – w Innsbrucku i Hakubie. Co z tego jednak wyniknęło? Niewiele, bowiem kolejny sezon mimo, że najlepszy pod względem miejsca w klasyfikacji generalnej na jego zakończenie przyniósł mu zaledwie dwa miejsca w najlepszej “10”. Tym samym starszego z braci Forfangów możemy bez wahania wpisać na naszą listę. Sam skoczek po wspomnianych latach stracił motywację i w sierpniu 2006 roku odwiesił narty na przysłowiowy kołek.

 

 

4. Philip Sjoeen (Norwegia) – 2 miejsce w LGP 2014

(Fot. Berkutschi.com)

Tutaj za to mamy przypadek nieco odmienny od pozostałych, które opisuję. Norweg Philip Sjoeen to zdecydowanie jednej z największych talentów skandynawskich skoków ostatnimi czasy, jednak i on nie potrafił odpowiednio rozwinąć swojej kariery. Po medalach Mistrzostw Świata Juniorów (w tym dwóch złotych zdobytych w drużynie) przyszło lato, w którym dostał pierwszą większą szansę na pokazanie swojego talentu na najwyższym poziomie. LGP sezonu 2014 to czas dla Sjoeena niemalże idealny. Zaczęło się dość kiepsko, bo od dyskwalifikacji podczas zawodów w Polsce, ale wraz z kolejnymi konkursami młody Norweg wchodził na szczyt swoich umiejętności. 2 miejsce w Courchevel, następnie kapitalny weekend w Hakubie z dwoma zwycięstwami, a na sam koniec także najniższy stopień podium w czasie drugiego z konkursów w Ałmatach. Ostatecznie w klasyfikacji generalnej cyklu okazał się gorszy jedynie od Jerneja Damiana. Emanował pewnością, a także pięknym stylem skakania – zapowiadał się na jednego z kandydatów do miana potentata w swoim kraju. Jego problemy zaczęły się od upadku po szalonym skoku na 148 metrów podczas przedsezonowego treningu w niemieckim Klingenthal. Nie doznał tam żadnego groźniejszego urazu fizycznego, ale dało się zauważyć, że skacze i przede wszystkim ląduje nieco bardziej asekuracyjnie. Sama kampania 2014\2015 okazała się całkiem owocna – choć najlepszym wynikiem pozostało 7 miejsce w Sapporo wciąż można było patrzyć na jego postawę ze sporą dozą nadziei. Okazuje się, że to właśnie jej zabrakło naszemu bohaterowi. Rok później nie zdobył żadnych punktów w Pucharze Świata, przerywając starty w nim ze względu na problemy z nastawieniem oraz stresem. Do dzisiaj swojej formy już jednak nie odzyskał. To zawodnik, którego chyba najbardziej szkoda mi ze wszystkich obecnych w tym artykule. Potencjałem aż kipiał i przykro się robi na myśl, że zmarnowało się to po raz kolejny przez psychikę…

 

5. Kento Sakuyama (Japonia) – 1 miejsce w LGP 2015

(fot. Karolina Osmańska)

Jedynym Japończykiem w zestawieniu jest zwycięzca Letniego Grand Prix sprzed 2 lat. Kento Sakuyama wydaje mi się najlepszym przykładem zawodników, o których tu mowa. Jego najlepszy wynik w PŚ? 18 miejsce w 2015 roku. Parę miesięcy później odniesie jak do tej pory bezsprzecznie swój najlepszy wynik kariery, będąc 5-krotnie na podium oraz raz zwyciężając. To wystarczy na wygranie cyklu. Co stanie się z Kento później? To co z 4 pozostałymi postaciami, o których pisałem. Najlepszym wynikiem jest 22 miejsce w konkursie PŚ. W ciągu dwóch sezonów. To może oznaczać jedno – LGP nie jest już dla zawodników żadnym wyzwaniem. Jeśli ktoś z takimi wynikami wygrywa ten cykl, to wyraźnie pokazuje, że skoczkowie nie traktują go już jako żadne wyzwanie. Jest po prostu takim otwartym dla publiczności treningiem, praktycznie nieznaczącym w kontekście formy jaką ktoś przyszykuje na sezon zimowy. Maciej Kot w tym roku w Wiśle mówił, że nie wierzy w żadne klątwy “przekładania formy na zimę”. Być może nie nazwałbym tego klątwą, ale te 5 przykładów, które widzicie w tym artykule, że jakaś tendencja istnieje. Jednak każdy z nich jest dość specyficzny – dominują w tym kręgu problemy z psychiką. Można więc wysunąć także inną tezę: najlepsi radzą sobie z podobnymi przeszkodami. Nie sprawiają im zbyt wielkich problemów. Być może nie mówimy nawet o problemach ze skakaniem inaczej na igielicie i śniegu. Może tu chodzić o zagwozdkę dla psychiki zawodników.

Źródło : informacja własna\ fis-ski.com

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: