Sezon wzlotów i upadków Polaków. Co dalej z polską kadrą? Podsumowanie

Screen – Eurosport

Sezon 2021/2022 był dla polskich skoczków sinusoidą. Były wzloty i upadki, choć to właśnie tych drugich było więcej i wydaje się, że one na dłużej zapiszą się w pamięci. Choć pojawiły się też lepsze momenty, na sam koniec okazało się, że Polacy zostali bez trenera, skonfliktowani także z Polskim Związkiem Narciarskim. Jak było i jak będzie u Biało-Czerwonych?

Screen – Eurosport

Na nadziejach się skończyło

Do sezonu i kibice, i skoczkowie przystępowali z wysokimi oczekiwaniami, którym trudno się dziwić, biorąc po uwagę wyniki z poprzednich lat. W końcu w polskiej kadrze wciąż byli ci sami niezwykle utytułowani zawodnicy – medaliści igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata, którzy rok wcześniej zaliczali doskonałe występy. Nie było znaczących zmian w sztabie szkoleniowym, wydawało się, że to może być kolejna dobra dla Polaków zima.

Zaczęło się nie najgorzej. W Niżnym Tagile Kamil Stoch był piąty, a Dawid Kubacki trzynasty. Drugi dzień rywalizacji był już jednak znacznie słabszy. Ani Stocha, ani Kubackiego nie było w drugiej serii. Byli za to Piotr Żyła i Andrzej Stękała, ale zdecydowanie nie były to pozycje w czołówce. Po pierwszym, drugim, trzecim weekendzie, gdy Polacy wciąż skakali słabo, zdobywając niewielkie sumy punktów, pozostawała nadzieja, że to początek sezonu i wszystko da się jeszcze naprawić. Do imprez docelowych wciąż pozostawały tygodnie, które można było poświęcić na pracę.

Sztab podjął jednak zdecydowane kroki, by poprawić sytuację. W Klingenthal rywalizowało tylko czterech polskich zawodników. Zabrakło przede wszystkim Kubackiego, dla którego inauguracyjne punkty były wówczas jedynymi. To właśnie w Niemczech pojawiła się nadzieja na przełom. W pierwszym konkursie na najniższym stopniu podium stanął Kamil Stoch. Dzień później zabrakło go na starcie z powodów zdrowotnych. Przed samymi świętami w Engelbergu Biało-Czerwoni zaliczyli kolejne słabe starty. Co prawda było szóste miejsce Stocha, pozycje w drugiej dziesiątce Żyły i Wąska, ale niepokoiła mała liczba punktujących skoczków.

Kryzys podczas TCS

Do swoistego trzęsienia ziemi doszło w pierwszym konkursie Turnieju Czterech Skoczni. Do drugiej serii awansował tylko Dawid Kubacki, zdobywając trzy punkty. W Garmisch-Partenkirchen punktowało dwóch Polaków, ale to wciąż wynik pozostawiający wiele do życzenia. Na tym etapie rywalizację w cyklu zakończył Kamil Stoch, reszta pojechała do Austrii, lecz próżno szukać tam przełomu.

Aż do igrzysk Biało-Czerwoni skakali słabo. Co prawda zdobywali punkty, ale lepsze występy przeplatali kończeniem poza trzydziestką. Do definitywnego braku formy doszły jeszcze kolejne problemy. Kontuzja wyeliminowała Stocha z występu w Zakopanem. Jak się okazało, jego kontuzja była poważniejsza niż początkowo przypuszczano, więc opuścił też kolejne zawody. Przed konkursami na Wielkiej Krokwi ze składu wypadli też zakażeni koronawirusem Dawid Kubacki i Paweł Wąsek. Przed przedostatnim weekendem przed igrzyskami, gdy skoczkowie rywalizowali w Titisee-Neustadt, polski sztab zadecydował, że nie udadzą się tam polscy olimpijczycy.

Medal i…

Poprzedzający wylot do Pekinu weekend w Willingen zaczął się od powiewu optymizmu dla Polaków. W piątkowych treningach Biało-Czerwoni wreszcie przypominali siebie samych z poprzednich sezonów. Zawody zidentyfikowały jednak optymistyczne nastawienie, bo polscy zawodnicy wrócili do standardowej w tym roku postawy. W Niemczech o podopiecznych Michala Doleżala było głośno z innego powodu. Stefan Horngacher doniósł na Polaków ze względu na używane przez nich buty. W rezultacie FIS zabronił biało-czerwonemu sztabowi wykorzystania tej nowinki technicznej podczas igrzysk olimpijskich.

W porównaniu z całą resztą sezonu sama impreza czterolecia nie okazała się być najgorsza dla Biało-Czerwonych. W kwalifikacjach na normalnej skoczni trzeci był Piotr Żyła. Na półmetku rywalizacji na trzeciej pozycji plasował się Kamil Stoch, który finalnie spadł na szóstą lokatę. Na najniższy stopień podium wskoczył za to Dawid Kubacki, osiągając największy sukces w całym sezonie dla polskiej kadry. Na dużym obiekcie o włos od medalu był Stoch, który tym razem uplasował się tuż za czołową trójką. Choć nie były to igrzyska wymarzone, ale najgorsze od lat, na tle całego roku wydają się być tym najjaśniejszym punktem. Były nie tylko dobre pojedyncze skoki, ale też wywalczony olimpijski krążek.

Lepsza końcówka

Po powrocie z imprezy czterolecia można było dostrzec pewną poprawę w występach Biało-Czerwonych. Wciąż nie były to występy świetne, ale zazwyczaj lepsze niż wcześniej. Podczas Raw Air regularnie punktował Paweł Wąsek, serię dziewięciu konkursów z punktami zaliczył Kamil Stoch. Na lotach nieźle prezentowali się Jakub Wolny i Andrzej Stękała. W tej części sezonu dwukrotnie na podium stanął Piotr Żyła – najpierw był trzeci w Lahti, potem drugi w Oberstdorfie. Mistrzostwa świata w lotach na plus może zapisać sobie zasadniczo tylko Wolny, który dzięki czternastemu miejscu był najlepszym z Polaków.

Nieźle było też w Planicy, gdzie w konkursie drużynowym polska drużyna realnie włączyła się do walki o podium. Do czołowej trójki jednak zabrakło. Tym samym Biało-Czerwoni ani razu nie stanęli na drużynowym podium, indywidualnie udało im się to tylko trzykrotnie. Wśród pozytywów wskazać można medal Dawida Kubackiego i… ciężko znaleźć inny plus ostatnich miesięcy. W kadrze ciągle czegoś szukano, starano się dopracować sprzęt, bo to między innymi w nim doszukiwano się problemu. Patrząc na wyniki, na dobrą drogę udało się trafić dopiero w ostatnich tygodniach, o ile nie ostatnim tygodniu.

W klasyfikacji generalnej Pucharu Świata najlepszym z Polaków był Piotr Żyła, jednak został sklasyfikowany dopiero na czternastej pozycji z dorobkiem 480 punktów. Pięć lokat niżej uplasował się Kamil Stoch, a dwudziesty siódmy był Dawid Kubacki. Punktowali też Paweł Wąsek, Jakub Wolny, Andrzej Stękała, Aleksander Zniszczoł i Stefan Hula. W klasyfikacji Pucharu Narodów dało to szóste miejsce.

Skoczkowie bez trenera

Winą za tak słabe starty Polaków obarczano przede wszystkim ich głównego trenera, Michala Doleżala. Ostatni weekend sezonu poddał jednak w wątpliwości, czy aby na pewno on był jedynym, który zawinił w tej sprawie. – Popełnionych zostało dużo błędów, kosztowało nas to dużo, żeby wracać na dobre tory. Błędy zaczęły się od samej góry, od prezesa, dyrektora, sekretarza generalnego, potem sztabu, a potem zawodników. Do kupy poskładało się wiele rzeczy, które rzutują na to, jak kończymy ten sezon – mówił po sobotnich zawodach w Planicy Kamil Stoch, wskazując, że winowajców takiego stanu rzeczy było wielu.

Na tę chwilę Biało-Czerwoni nie mają trenera. Polski Związek Narciarski poinformował Czecha, że nie przedłuży z nim umowy. W Słowenii przeciwko tej decyzji wypowiadali się liderzy polskiej kadry. Stoch wyrażał gotowość do walki o pozostanie dotychczasowego szkoleniowca, Piotr Żyła ironicznie komentował, że nie widzi perspektyw na szybkie znalezienie PZN odpowiedniego specjalisty do przejęcia drużyny.

Głośno stało się też o rozłamie wewnątrz drużyny, który opisali dziennikarze Sport.pl. Problem miał tkwić w asystentach trenera, ale i w zawodnikach, wśród których powstały dwa stronnictwa. Pierwsze z nich to zawodnicy, którzy stanęli murem za Doleżalem, drudzy to młodsza część grupy, wręcz szydząca z postawy bardziej utytułowanych rodaków. Choć przez cały sezon przeszło to bez rozgłosu, obecnie trudno liczyć, że sprawa zostanie zapomniana i nie odbije się na dalszym układzie w polskiej drużynie.

Przed Polskim Związkiem Narciarskim stoi główne pytanie – kto będzie trenerem polskich skoczków? To właśnie od tego zależeć będzie, czy od listopada Polacy powtórzą scenariusz z tego sezonu, wrócą do swoich najlepszych lat czy może zaprezentują się jeszcze słabiej. Od tego zależy, jak ułoży się dalsza współpraca i relacje wewnątrz skonfliktowanej kadry. Do spotkania, na którym powinny zostać podjęte decyzje, w PZN ma dojść we wtorek, 29 marca.

Źródło: informacja własna, sport.pl