fot. Jagoda Brzozowska/sportsinwinter.pl

To jeden z największych pechowców ostatnich lat. Severin Freund po fantastycznych sezonach zmagał się z licznymi kontuzjami. W efekcie przez kilka zim był nie obecny. W czasie wielkich problemów wahał się, czy wrócić do skakania. Teraz zdecydowanie nie żałuje. – Ten medal sporo dla mnie znaczy – powiedział nam w Oberstdorfie Freund.

fot. Jagoda Brzozowska/sportsinwinter.pl

Czarny punkty w karierze

Pierwsza poważna kontuzja Severina Freunda dopadła w styczniu 2017 roku. Wówczas upadł podczas treningu w Oberstdorfie i zerwał więzadła krzyżowe w kolanie. To spowodowało blisko dwuletni rozbrat ze skokami. Wrócił do Pucharu Świata w Ruce w 2018 roku, ale jego forma nie była zadowalająca. W efekcie został zdegradowany do składu na Puchary Kontynentalne. Potem okazało się, że czeka go kolejna operacja kolana. Miał wrócić na początku sezonu 2019/2020. Plany pokrzyżowała jednak kolejna dolegliwość… tym razem były to problemy z plecami.

– Czas po ostatniej kontuzji kolana i operacji był czarnym punktem mojej kariery. Walczyłem o to, aby w ogóle powrócić. Pojawiła się myśl: „Czy naprawdę chcesz to zrobić jeszcze raz?”. Operacja więzadeł krzyżowych dla skoczka oznacza całkowite zatrzymanie się i rozpoczęcie wszystkiego od zera – mówił kilka miesięcy temu Freund w rozmowie z Passauer Neue Presse.

Powrót nie był łatwy

Na szczęście Freund podjął wyzwanie i wrócił do skakania. Teraz tego nie decyduje, bo w sobotnim konkursie drużynowym wspólnie z kolegami sięgnął po złoty medal. A sam fakt, że znalazł się w czteroosobowym składzie wiele dla niego znaczy. – Od lata wiedziałem, że muszę prezentować się w zawodach naprawdę bardzo dobrze, żeby znaleźć się w tej drużynie. Kiedy pomyślisz o tym, że mistrz olimpijski Andreas Wellinger jest teraz w domu, a ja przez cały sezon byłem w tej drużynie i teraz wygrałem z nimi złoto… to niesamowite – mówił nam Severin.

Sam niemiecki skoczek był trochę zaskoczony złotym medale. Spoglądał nawet na serie próbne w Oberstdorfie i myślał, że przyjdzie im walczyć o medal, ale nie pomyślał nawet o tym z najcenniejszego kruszcu. – Kiedy spojrzymy na nasze szóste – siódme miejsce podczas Pucharu Świata w Zakopanem, a teraz na to, że mamy złoty medal na własnej ziemi… to jest nie do uwierzenia – poskreślał mistrz świata z dużego obiekty w Falun. – Nigdy nie zdobyłem złotego medalu w drużynie. To było coś, czego mi brakowało. Teraz udało mi się to, po tych wszystkich problemach. Ten medal wiele dla mnie znaczy – przyznał z łezką w oku Freund.

Źródło: Informacja własna

Mateusz Król
Obserwuj