Rewelacyjne otwarcie sezonu. Polka sprawiła niespodziankę. “Najlepszy tydzień w moim życiu”

fot. PZBiath

Joanna Jakieła ma za sobą życiowy tydzień. Polka w zdecydowany sposób poprawiła wszelkie dotychczasowe osiągnięcia w zawodach seniorskich. Najbardziej może imponować progres w strzelaniu, z którym 23-latka miała dotychczas problemy. Przepis na sukces? Podejście i umiejętności Tobiasa Torgersena oraz mocny zespół. – Trener sprawił, że odczuwam większy spokój. Dużo też mi pomógł fakt, że nasza grupa treningowa składa się z bardzo dobrych strzelczyń – przyznała w rozmowie z nami 32. biathlonistka Pucharu Świata 2022/2023 po Kontiolahti.

fot. PZBiath

Dla Joanny Jakieły ostatni tydzień był okresem wielkiego przełomu w karierze. 23-letnia zawodniczka z Kościeliska przystąpiła do sezonu jako biathlonistka, która dotychczas bardzo rzadko startowała w Pucharze Świata. Gdy stawała na linii startów zmagań najwyższej rangi, to zdobywała lokaty poza czołową sześćdziesiątką. Brązowa medalistka mistrzostw Europy juniorów miała też problemy ze strzelaniem. Sezon 2021/2022 zakończyła ze skutecznością 72 procent.

Po świetnie przepracowanym okresie przygotowawczym pod okiem Tobiasa Torgersena Jakieła weszła w zimę w pięknym stylu. Już w pierwszym starcie, biegu indywidualnym, wywalczyła pierwsze punkty PŚ w karierze. Polka zajęła 28. miejsce, a na strzelnicy pomyliła się tylko dwukrotnie, na samym końcu. Potem w sztafecie zanotowała 10/10 i udaną zmianę. Sprint? Kolejne punkty, 9/10 po jednej pomyłce z pozycji stojącej. Ostatni start, bieg pościgowy? Kolejna życiówka – 26. lokata (ponownie z 90-procentową skutecznością na strzelnicy).

Mateusz Wasiewski, Sportsinwinter.pl: Powrót do pokoju po życiowym wyniku. Jakie myśli w głowie przed snem?

Joanna Jakieła: Gdy wróciłam do pokoju, doszło do mnie to, co zrobiłam. Dopiero wtedy w pełni poczułam emocje. Byłam przede wszystkim zadowolona, bo jednak lepszego startu sezonu nie mogłam sobie wymarzyć. Gdzieś tam w głowie siedział też niedosyt. On nie był związany z samym wynikiem, a tym ostatnim strzelaniem. Poza tym jestem osobą, która zawsze mierzy wysoko, nawet jak nie idzie. Tak czy siak byłam naprawdę dumna z siebie. Tak jak powiedziałam – bardzo się ucieszyłam, bo nie sądziłam, że w pierwszym starcie wywalczę pierwsze punkty Pucharu Świata, a w rezultacie sięgnę po życiowy wynik. Na pewno to był wyjątkowy dzień. Napływające gratulacje stanowiły takie potwierdzenie, że zrobiłam dobrą robotę.

Jaki miałaś cel przed PŚ w Kontiolahti?

Nie stawiam sobie celów na konkretny start, konkretne zawody. Mam swoje założenia na sezon, ale o nich nie mówię. Zostawiam je dla siebie i z nich będę się rozliczać. Mogę jednak przyznać, że zdobycie punktów było moim celem na tę zimę. Trochę zmieniła się perspektywa po tym, jak te punkty przyszły tak szybko. Nie można zatrzymywać się i cieszyć się tylko z tego, co jest. Dążę do nowych, coraz wyższych celów, ale staram się przy tym zachować chłodną głowę i twardo stąpać po ziemi. W tym wszystkim trzeba pozostawać rozsądnym.

Pamiętasz, co miałaś w głowie podczas ostatniego strzelania w biegu indywidualnym?

Muszę przyznać, że mało pamiętam z tego startu. Starałam się kompletnie wyłączyć. Wiem, że na przedostatnim kole zaczynało do mnie dochodzić, że mam na koncie trzy zera. Wtedy wkradła się lekka presja, czułam, że walczę o dobry wynik. Na samej strzelnicy już tylko mówiłam sobie w myślach: wiesz, jak to zrobić, skup się na swojej robocie. Mogę powiedzieć, że prawie się udało, ale no właśnie – prawie. Po późniejszej analizie okazało się, że te strzelały były blisko. Raz trafiłam w kant, raz zabrakło jednego centymetra.  Na końcu wielkość błędu nie ma jednak znaczenia – za każdą pomyłkę dostajemy minutę do rezultatu na mecie. Taki urok biegu indywidualnego i ogólnie biathlonu.

W biegu sztafetowym wystrzelałaś pierwsze dwa zera. Niezła okoliczność, bo przy walce o wynik dla drużyny, prawda?

Tak, to był wyjątkowy moment. To była moja pierwsza w życiu sztafeta zakończona bez jakichkolwiek doładowań. Przed sztafetą najbardziej się stresowałam ze wszystkich startów, bo w tej konkurencji pracuje się na całą drużynę, a nie tylko na indywidualny sukces. Razem przegrywamy, razem wygrywamy. Mam nadzieję, że ciężką pracą i wzajemnym wsparciem doprowadzimy do tego, że kiedyś odniesiemy to wspomniane zwycięstwo.

Wasz zespół wygląda na bardzo zgraną drużynę. Twoje koleżanki też bardzo pozytywnie wypowiadają się o chemii w zespole. Jak ty widzisz tę współpracę z innymi zawodniczkami?

Mamy bardzo zgrany zespół, lubimy spędzać ze sobą czas. Myślę, że każda z nas się czuje swobodnie w grupie. Nie musimy nikogo udawać, grać tak, żeby komuś się spodobało nasze zachowanie. Ja ze swojej strony mogę z pełną swobodą powiedzieć, że czuję wsparcie od dziewczyn. Podczas okresu przygotowawczego przechodzimy przez różne okresy. Czasem jest do śmiechu, czasem przeżywamy ciężkie momenty pod względem fizycznym i psychicznym. Dlatego też to tak ważne, aby mieć komfort pracy ze swoją grupą. Bardzo się cieszę, że tak to się poukładało w tym roku. Pokazujemy, że możemy ze sobą rywalizować, a jednocześnie cieszyć się z wyników innych.

Na koniec bieg pościgowy i… kolejna życiówka. Chyba nieźle było rywalizować ramię w ramię z Herrmann i wyprzedzić Knotten?

Taki bieg to niesamowite przeżycie. Właśnie podczas pościgu doszło do mnie, w jakim miejscu się znalazłam w tym sezonie. Zdałam sobie sprawę z tego, że zrobiłam duży krok w kierunku spełnienia marzeń. Niezwykle cieszyłam się, że mogłam pościgać z zawodniczkami, do których czuję ogromny respekt. Jestem na trasie, zbliżam się do słynnego podbiegu i widzę Denise Herrmann. Jeszcze niedawno mogłam tylko pomarzyć o tym, jak to jest rywalizować w takim gronie. Oprócz zachwytu, była też nauka. Bieg pościgowy pokazał mi, jak duże rezerwy mam w czasie strzelania. Na pewno razem z trenerem będziemy nad tym powoli pracować. Szczególnie na ten moment chcemy spróbować podkręcić moje tempo strzeleckie na sztafety, gdzie czas jest naprawdę istotny. Ale spokojnie, krok po kroku będziemy nad wszystkim trenować.

No właśnie, to strzelanie najbardziej zaskakuje. W tamtym sezonie 72% skuteczności, teraz łącznie 92%, w tym 100% z pozycji leżącej. Co się zmieniło u trenera Torgersena?

Trener sprawił, że odczuwam większy spokój. Jestem w stanie skupić się na każdym strzale z osobna. Razem pracowaliśmy nad tym, żeby unikać strzałów, które, najprościej rzecz ujmując, nie mają szansy trafić do celu. Może to głupio zabrzmi, ale właśnie wcześniej miałam z tym duży problem. Oddawałam strzały, które po prostu zarywały rytm. Dużo też mi pomógł fakt, że nasza grupa treningowa składa się z bardzo dobrych strzelczyń. Za każdym razem wiedziałam, że mam mały margines błędu, żeby nie być ostatnia w naszych treningach. Bardzo mocno motywowała mnie chęć dorównywania im, mierzenia się jak równa z równą. Nie zawsze będzie tak kolorowo, jak w Kontiolahti, każdemu bowiem zdarza się słabszy dzień, ale na ten moment jestem zadowolona z dyspozycji strzeleckiej. Wierzę, że będę w stanie utrzymać dobry poziom przez cały sezon.

Wracając jeszcze do biegu pościgowego – jesteś zawodniczką, która bezpośrednia rywalizacja dodatkowo motywuje, prawda?

Bardzo lubię bezpośrednią rywalizację, wiedzieć na bieżąco, co się dzieje i w jakim miejscu się znajduję. Pościgi są moją ulubioną konkurencją, notowałam w nich najlepsze wyniki mistrzostw świata juniorów czy też zdobywałam pierwsze medale mistrzostw Polski seniorek. Czuję się w nich komfortowo, chociaż czasem dochodzi dodatkowa presja na ostatnim strzelaniu i różnie to się kończy. Bieg w Kontiolahti akurat oceniam pozytywnie. Był to mój debiutancki pościg w Pucharze Świata i myślę, że wykonałam w nim dobrą robotę.

Masz za sobą niesamowicie stabilny tydzień. 32. pozycja w klasyfikacji generalnej, czołowa czwórka w U-25. Jak podsumujesz te ostatnie dni?

Staram się nie patrzeć na takie statystyki, tylko skupić się na kolejnych startach. Liczby liczbami, a ja muszę robić swoje, bo to dopiero początek. Jeżeli tak wygląda klasyfikacja, to bardzo się cieszę. Ocena ostatnich dni w Kontiolahti? To był najlepszy tydzień w moim życiu. Oczywiście wcześniej przeżywałam wspaniałe momenty, ale starty w Kontiolahti wreszcie mi coś udowodniły i dały dużo satysfakcji oraz motywacji. Każdy bieg w Finlandii mnie mocno zbudował. Z głowy zniknęły wszelkie wątpliwości i pojawiła się pewność, że idę w dobrym kierunku.

Jak bardzo ta wiara w siebie była dla ciebie ważna po nieudanym poprzednim sezonie?

Lepiej zostawić już tamten sezon zamknięty, nie chcę go wspominać, bo trudno mi nawet wymienić jeden pozytywny moment z tamtego okresu. Wiarę we mnie pozwoliły i dalej pozwalają odzyskać osoby, które są wokół mnie i wierzą we mnie – czasem nawet bardziej niż ja sama. Tata mi często powtarzał, żebym była cierpliwa, a przyjdzie moja chwila. Także trener nauczył mnie szukać więcej pozytywów, a nie skupiać się tylko na negatywnych rzeczach.

Dobrzy ludzie w Twoim otoczeniu to więc podstawa?

Oczywiście, że tak, wsparcie od takich ludzi to podstawa. Zarówno na zgrupowaniach, jak i w okresie, kiedy jestem w klubie, czuję, że jesteśmy jedną drużyną i dążymy do wspólnych celów. Cieszę się, że mam tak dobrego trenera w kadrze, który potrafi w świetny sposób zmotywować człowieka. Nie ma przy nim rzeczy niemożliwych. W klubie też mam szczęście – mogę mieć przy sobie tatę i trenera Wierietielnego. Są to bardzo wymagający szkoleniowcy. Jeżeli dostaje się już od nich pochwałę, to człowiek jest podwójnie zadowolony, bo wie, że zrobił coś bardzo dobrego. Oni pomagają mi realizować plan w domu i kontynuować pracę przed i po zgrupowaniach na wysokim poziomie.

Teraz Hochfilzen. Odpowiedź na pytanie o cele będzie prosta?

Oczywiście, że odpowiedź jest prosta! Cele zostawiam dla siebie. Mogę obiecać, że dam z siebie wszystko i będę walczyć o przełamywanie własnych granic. Z dużym optymizmem podchodzę do kolejnego weekendu.