PŚ w skokach. Polscy skoczkowie rozpoczną sezon od pechowej skoczni. Historia startów

Stoch1997, CC BY-SA 4.0, via Wikimedia Commons

Już w najbliższy weekend w Niżnym Tagile rozpocznie się 43 sezon Pucharu Świata w skokach narciarskich. Położone za Uralem skocznie po raz siódmy gościć będą najlepszych zawodników globu. Polscy skoczkowie, jak do tej pory, nie radzili sobie na tym obiekcie zbyt dobrze. Prześledźmy historię startów naszych reprezentantów na rosyjskiej ziemi.

Stoch1997, CC BY-SA 4.0, via Wikimedia Commons

Polacy bez lidera

Po raz pierwszy zawody PŚ zawitały do Niżnego Tagiłu w grudniu 2014 roku. Na starcie zabrakło Kamila Stocha. Obrońca Kryształowej Kuli z poprzedniej zimy leczył kontuzjowaną kostkę, przez co stracił pierwszą część sezonu. Stoch do rywalizacji powrócił dopiero na Turnieju Czterech Skoczni. Pozbawieni swego lidera Polacy spisali się bardzo słabo. W pierwszym konkursie odrobinę nadziei wlał w serca kibiców Piotr Żyła, zajmując 10 miejsce. Poza nim, do drugiej serii awansowali jeszcze Dawid Kubacki i Maciej Kot. Prawdziwą katastrofą okazał się drugi konkurs, w którym punktów nie zdobył żaden z naszych reprezentantów. Najlepszy z nich, Maciej Kot, był dopiero 35. Zwycięstwa w zawodach odnieśli kolejno Anders Fannemel oraz Severin Freund. W sobotnim konkursie drugie miejsce zajął Gregor Schlierenzauer. Nikt nie mógł wówczas przypuszczać, że było to ostatnie w karierze podium legendarnego Austriaka.

Zmienne szczęście Stocha

Rok później nadszedł kolejny rozczarowujący występ Polaków. Do sobotniego konkursu nie zakwalifikował się Kamil Stoch, co było prawdziwym szokiem. Pod jego nieobecność najlepiej spisał się Maciej Kot, zajmując 15 miejsce. W drugim konkursie Stoch zajął 6 pozycję, jak się później okazało, najlepszą w całym sezonie. Oprócz niego zapunktowało jeszcze 4 Polaków. Zwycięstwa w tamten weekend odnieśli Severin Freund i Peter Prevc.

Lepsze wyniki w erze Horngachera

Puchar Świata w skokach narciarskich nie zawitał do Niżnego Tagiłu w sezonie 2016/2017, ale powrócił rok później, w sezonie olimpijskim. W sobotnim konkursie najlepiej z naszych spisali się Piotr Żyła i Dawid Kubacki, zajmując kolejno 10 i 11 miejsce. Dzień później mieliśmy już dwóch skoczków w czołowej dziesiątce, za sprawą siódmego Stocha i ósmego Kota. Oba konkursy padły łupem Niemców, Richarda Freitaga i Andreasa Wellingera. Prawdziwy przełom nastąpił w grudniu 2018 roku, w ostatnim sezonie pod wodzą Stefana Horngachera. Doczekaliśmy się wówczas pierwszego podium naszego reprezentanta na skoczni w Niżnym Tagile. Piotr Żyła zajął 2 miejsce w sobotnich zawodach, minimalnie przegrywając ze zwycięzcą, którym był Johann Andre Forfang. Dzień później Żyła znów stanął na podium, tym razem zajmując 3 lokatę. Dobry weekend zaliczył również Kamil Stoch, który plasował się na 7 i 4 miejscu.

Bez podium podopiecznych Michała Doleżala

W grudniu 2019 roku, pod wodzą nowego trenera, polscy skoczkowie nie zrobili furory na rosyjskim obiekcie. W pierwszym konkursie spisali się jeszcze całkiem dobrze, o czym świadczą 5 miejsce Dawida Kubackiego i 9 pozycja Kamila Stocha. Dzień później jednak, żaden z naszych reprezentantów nie zmieścił się w czołowej dziesiątce. Zawody wygrywali Yukiya Sato i Stefan Kraft. W kolejnym roku do rosyjskiego miasta nie pojechali nasi najlepsi skoczkowie. Trenerzy kadry nie chcieli ryzykować podróży za Ural w czasie pandemii, gdyż obawiali się ewentualnego zamknięcia w kwarantannie i utraty możliwości startów w Mistrzostwach Świata w Lotach. Pod nieobecność liderów kadry, dobrze spisali się nasi młodsi skoczkowie. W sobotnich zawodach 6 miejsce zajął Aleksander Zniszczoł, a dzień później jego wyczyn powtórzył Paweł Wąsek. Dla zawodników tych były to najlepsze rezultaty w karierze. Oba konkursy padły łupem rewelacji sezonu, Halvora Egnera Graneruda.

Źródło: informacja własna