PŚ w biegach. Kto ma powody do radości, a kto totalnie zawiódł w sezonie 2019/2020?

Koniec sezonu w każdym sporcie skłania do podsumowań. Nie inaczej jest w przypadku biegów narciarskich. Postanowiliśmy wskazać, które zawodniczki i zawodnicy mają powody do świętowania, a kto totalnie rozczarował minionej zimy. 

Pozytywy

Therese Johaug – zaskoczeniem jej występów nazwać nie można, ale Norweżka po prostu ma ogromne powody do świętowania. Na dystansach właściwie nie było na niej mocnych. Nie wygrała tylko dwóch biegów dystansowych, w których startowała. O jej niesamowitej formie świadczy też fakt, że pierwszy raz w karierze wygrała sprint (w Are, nietypowy pod górę) i kilka razy awansowała do półfinałów normalnych sprintów. Trzecia Kryształowa Kula, wygrane Tour de Ski oraz Ski Tour i bezsprzeczny tytuł dominatorki sezonu. Na ten moment nie ma lepszej biegaczki narciarskiej na świecie.

Aleksander Bolszunow – bohater rosyjskich kibiców. Odrobił lekcje z ubiegłego sezonu i nie dał sobie wydrzeć Kryształowej Kuli. Dość trudno w to uwierzyć, ale Bolszunow został pierwszym biegaczem z Rosji, który wygrał klasyfikację generalną. Wcześniej jego przodkowie sięgali po te trofea, ale jeszcze w czasach ZSRR. Aleksander cieszył się także ze zwycięstwa w Tour de Ski. Właśnie tam niejako pokazał Johannesowi Klaebo, że tym razem Kryształowa Kula wcale nie musi trafić do Norwegii. Łącznie Rosjanin był dziewięciokrotnie najlepszy.

Paal Golberg – tu można powiedzieć o zaskoczeniu, ale trzeba zaznaczyć, że Norweg po prostu wreszcie uwolnił swój potencjał. Wcześniej znany jako dobry sprinter, tej zimy stał się bardziej uniwersalnym zawodnikiem. Tym razem świętował triumfy i w sprintach i na dystansach. Paal wygrał pierwszą edycją szwedzko-norweskiej Ski Touru. W całym sezonie zgromadził na swoim koncie 1311 punktów i zajął trzecie miejsce. Swój dotychczasowy najlepszy wynik poprawił aż o 799 punktów.

Astrid Jacobsen – teoretycznie trudno powiedzieć, aby tak utytułowana zawodniczka mogłaby cieszyć się z czwartej lokaty “generalki”, ale tak naprawdę chodzi tu o powrót do ścisłej światowej czołówki. Norweżka lepszy sezon miała tylko 12 lat temu, kiedy zajął drugie miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Pamiętamy, że w trakcie swojej kariery często odpuszczała biegi, ale to tez mogło wpłynąć na jej formę. Jest coraz starsza, ale wciąż jest w stanie rywalizować na wysokim poziomie. Poza tym, jest jedną z trzech zawodniczek, która wygrała tej zimy bieg dystansowy z udziałem Therese Johaug.

Heidi Weng – potencjał tej zawodniczki znamy od wielu lat. Dlatego sezon, w którym nie wygrała ani jednego biegu, na pewno nie określiłaby jako idealny. Biorąc jednak pod uwagę kontekst ostatniego sezonu i końcówki olimpijskiego, na pewno Weng zasługuje na pochwałę. Odbudowała się i zajęła drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. Była najlepsza poza biegającą w innej lidze Johaug.

Johannes Hoesflot Klaebo – Norweg co prawda nie wygrał Kryształowej Kuli, ale potwierdził swoją dominację w sprintach. To, co wyprawia z rywalami w tej konkurencji, jest czymś dotąd niewyobrażalnym w tej dyscyplinie. Wygrał szesnaście sprintów z rzędu, w których startował. Norweg w rywalizacji na najkrótszym dystansie jest niepokonany od 15 grudnia 2018 i zawodów w Davos. Z tego połowa zwycięstw miała miejsce minionej zimy.

Ingvild Flugstad Oestberg – obrończyni Kryształowej Kuli zajęła co prawda w klasyfikacji generalnej “dopiero” piąte miejsce, ale warto pamiętać, że przez problemy zdrowotne, sezon rozpoczęła dopiero podczas Tour de Ski. Dlatego dorobek 1110 punktów po prostu musi budzić podziw.

Lucas Chanavat – francuski biegacz przełamał pewną granicę i nauczył się wreszcie sięgać po zwycięstwa. Co prawda ani razu w sprincie nie pokonał absolutnego dominatora Johannesa Klaebo, ale dwie wygrane z pewnością dały mu frajdę.

Linn  Svahn – wygrała minionej zimy pierwsze zawody w karierze, a następnie pokazała, że nie był to przypadek. Powtórzyła ten wyczyn jeszcze dwa razy i ostatecznie sięgnęła po pierwszą małą Kryształową Kulę za sprint.

Anamarija Lampič – postępu tej zawodniczki nie w sposób przeoczyć. Słowenka wygrała dwa sprinty i walczyła o zwycięstwo w klasyfikacji tej konkurencji. Zapisała się także na kartach historii Tour de Ski, jako pierwsza zwyciężczyni klasyfikacji punktowej.

Bracia Bury – tego trudno było się spodziewać. Nowy trener polskich biegaczy – Lukas Bauer – tchnął nowa wiarę w nasze szeregi. Przed sezonem stawiał otwarte cele naszym zawodnikom. Dominik Bury miał przynajmniej trzy razy powalczyć o punkty. Ten zawodnik nie kazał nam długo czekać na efekty ciężkich treningów, bowiem już w drugim dystansowym biegu wywalczył dziewiętnaste miejsce i 12 punktów. Był to jego debiut w trzydziestce PŚ. Tour de Ski zakończył na dwudziestym czwartym miejscu, co nie udało się wcześniej żadnemu Polakowi. Łącznie Dominik wywalczył 70 punktów. W jego ślady poszedł starszy brat – Kamil. Trzydziesty zawodnik sprintu na igrzyskach w Pjogczangu, wreszcie przelał swój potencjał na Puchar Świata. Pierwsze w karierze punkty wywalczył w trakcie Tour de Ski. Sam turniej zakończył na wysokim czterdziestym drugim miejscu. Łącznie do ćwierćfinałów sprintów Kamil awansował trzykrotnie.

Izabela Marcisz – absolutna polska gwiazda mistrzostw świata juniorów. O trzech medalach tej zawodniczki trudno było marzyć. Jej potencjał jest ogromny, ale poziom rywalek wysoki. Marcisz zaskoczyła już na początku rywalizacji w trakcie czempionatu, bowiem sięgnęła po srebro w sprincie. Dotychczas lepiej radziła sobie na dystansach. Potem Izabela dorzuciła brąz na 5 km i srebro na 10 km. W dodatku pierwszy raz uplasowała się w trzydziestce Pucharu Świata. Wywalczyła dwa punkty podczas biegu pościgowego na 10 km w Ruce.

Negatywy

Charlotte Kalla – to bardzo przykre, ale mistrzyni olimpijska wciąż nie może wrócić do wysokiej formy. Wydawało się, że przeciętnym poprzednim sezonie, Szwedka wreszcie będzie starała się walczyć z Therese Johaug. Tym razem było jednak jeszcze gorzej. Utytułowana biegaczka nie tylko ani razu nie stanęła na podium Pucharu Świata, ale raptem trzy razy gościła w czołowej dziesiątce. Kto wie, czy nie był to ostatni sezon Kalli…

Martin Johnsrud Sundby – na usprawiedliwienie niskiej pozycji w klasyfikacji generalnej Norweg może użyć argumentu: “mało startowałem”. Pytanie jednak, dlaczego rzadko pojawiał się w rywalizacji? Najprawdopodobniej dlatego, że słabo przygotował się do sezonu. Notowany był jedenaście razy i zaliczył zero miejsc na podium. W sezonie 2018/2019 Sundby został wreszcie indywidualnym mistrzem świata. Być może zbyt długo świętował i to odbiło się na jego słabej formie.

Krista Parmakoski – trzy lata temu wydawało się, że Finka doskoczyła już na stałe do najlepszych biegaczek świata i będzie w stanie często wygrywać. Ostatnie dwa sezonu były jednak rozczarowujące w jej wykonaniu. Krista na przełomie roku 2019/2020 trzy razy plasowała się w czołowej trójce. Mało, jak na jej potencjał. Powodem mogło być odpuszczenie Tour de Ski. W sezonie bez imprezy rangi mistrzowskiej to właśnie ta impreza była najbardziej prestiżowa. Powodem absencji była choroba. Być może ona wpłynęła też na dalsze losy Parmakoski. W każdy razie ani razu nie zachwyciła formą.

Maiken Caspersen Falla – mistrzyni olimpijska nie zaliczyła tragicznego sezonu. Zimę rozpoczęła od wygranej w Ruce. Później bywało jednak różnie. Potrafiła zajął drugie miejsce, ale także dziesiąte. Jej skuteczność w stawaniu na podium była dość słaba. Do tego sezon zakończyła od braku awansu do ćwierćfinału w Konnerud – przed własną publicznością. W ogólnej klasyfikacji zdobyła 351 punktów – najmniej od dziewięciu lat.

Federico Pellegrino – Włoch do niedawna był jedną z większych nadziei na pokonanie Johannesa Klaebo w sprintach. Co prawda w tym sezonie trzy razy stawał na podium, ale nie potrafił wygrać sprintów nawet bez udziału norweskiego dominatora. Pellegrino bez dwóch zdań ma o czym myśleć…

Maciej Staręga – nie jest łatwo wskazywać w tej kategorii na polskiego zawodnika, ale to nie był udany sezon Staręgi. Biegacz, który przez lata przyzwyczaił do regularnego punktowania w sprintach stylem dowolnym, złapał niemoc rok temu w Dreźnie i nawet przy udziale nowego trenera długo nie mógł się przemóc. Na plus Polaka działa to, że w ostatnich dwóch sprintach sezonu wreszcie udawało mi się awansować do ćwierćfinałów. Mamy nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej. Polska kadra potrzebuje tak doświadczonego zawodnika.

Międzynarodowa Federacja Narciarska – stchórzyli i to na sam koniec sezonu. Tego zachowania nie da się zapomnieć. Zamiast odwołać zmagania za oceanem, ściągnęli tam zawodników i próbowali na siłę rozegrać zawody, mimo zagrożenia panoszącego się na całym świecie. Wycofywały się kolejne nacje, odwoływano zawody finałowe w Canmore i Minneapolis. Quebec cały czas zostawał. Do czasu, kiedy wycofała się ekipa gospodarzy. Nagle zmagania odwołane – “w trosce o zdrowie zawodników”. Sportowcy przybyli do Kanady, przebywali tam kilka dni… po nagłym odwołaniu zawodów powrót do domu był utrudniony. To zupełnie nieodpowiedzialne zachowanie.

%d bloggers like this: