Przygotowania biegaczy w dobie pandemii. “Nie możemy odpuszczać”

Maciej Staręga to najbardziej doświadczony polski zawodnik. Na MŚ w 2017 roku zajął siódme miejsce w sprincie. / fot. M. Rudzińska

Polscy biegacze narciarscy pod okiem Lukasa Bauera rozpoczną w maju właściwie przygotowania do kolejnego sezonu. Chociaż na razie nie wiadomo, na co pozwoli im sytuacja związana z pandemią koronawirusa, mają ambitne plany przygotowawcze. – Jest wiele możliwości. Przy obecnej infrastrukturze w Zakopanem, jesteśmy w stanie to ugryźć – powiedział w rozmowie ze Sportsinwinter.pl Maciej Staręga, najbardziej doświadczony zawodnik w kadrze Bauera.

Mateusz Król: Zdążyłeś przez te kilka tygodni zatęsknić za biegówkami?

Maciej Staręga: Nie tęsknię chyba za bardzo (śmiech). Oczywiście trenuję cały czas i podtrzymuję dyspozycję. Nie mam jednak myśli po tych kilku tygodniach odizolowania, żeby pierwsze co zrobić, to wyjść i biegać na nartach. Sezon był jednak dość ciężki i trochę trzeba od tego odpocząć. Nie ruszyłem nawet nartorolek, mimo tego, że mogę trenować na bieżni. Skupiam się na razie na innym rodzaju treningu. Sezon przygotowawczy może być długi i bez startów w zawodach, więc będzie jeszcze czas, aby potrenować na nartach i rolkach. Mam nadzieję, że sezon zimowy ruszy potem normalnie…

Skoro wspomniałeś o przygotowaniach, to jak wygląda twoje życie sportowe w trakcie pandemii koronawirusa? Obozy zaczynaliście zazwyczaj w maju, ale chyba nie możesz powiedzieć, że wszystko toczy się normalnie?

Poza tym, że sezon zakończył się, jak się zakończył, wiosna jest dla nas w miarę normalna. Mieliśmy co prawda pierwszy raz zaplanowaną grupową rehabilitację, ale jej odwołanie to też nie jest koniec świata. Wystarczy trochę regeneracji i dojdziemy do siebie. Właściwie tylko to nam nie wypaliło. Jeśli chodzi o zbliżające się obozy, to wciąż niewiele wiadomo. Mam pewne przecieki co do tego, jak może to wyglądać, ale nie chcę zdradzać tych szczegółów. Maj może być zagadkowy, a co dalej? Myślę, że może to wszystko w jakimś stopniu ruszyć.

Centralne Ośrodki Sportu wkrótce mają być dostępne.

Tak, ale mają z nich w pierwszej kolejności korzystać sportowcy dyscyplin letnich. Oni mają trudniejszą sytuację, bo przygotowują się do igrzysk. Stracili trochę sezonu, niektóre wydarzenia zostały opóźnione w czasie, inne odwołane. Na pewno muszą zacząć wchodzić w sezon i dlatego mają pierwszeństwo. Ośrodki mają też przyjmować ograniczoną liczbę osób, do tego działać ze specjalnymi obostrzeniami, dlatego na razie bym się na to nie nastawiał. Może z czasem otwartość COS-ów będzie większa i wtedy będziemy mogli z nich skorzystać. Wydaje mi się, że te ośrodki będą dla nas w tym roku głównym miejscem treningowym. Sądzę, że granice państw zostaną otwarte później, niż te placówki.

Miałeś zaplanowane wcześniej jakieś posezonowe starty, które Ci odpadły przez koronawirusa?

Chciałem wziąć udział w maratonie w Levi, miałem porozmawiać o tym z trenerem. Jednak przez pandemię wiedziałem, że to nie wypali. Wyszło, jak wyszło. Nie przeżywałem tego za bardzo. Widziałem też, że zawodnicy w Finlandii, przez odwołanie różnych zawodów, mogli więcej spokojnie pobiegać na nartach, a ja w tym czasie musiałem przebywać w domu. Nie uderzało mnie to jednak za bardzo, bo z tych chwil w domu naprawdę korzystam. Do tej pory nie miałem aż takiej możliwości spędzania czasu w domu z żoną. To jest coś innego, ale pozytywnego. Mieliśmy też zaplanowane wakacje, które przepadły, ale korzystamy ze wspólnych chwil. Dobrze się z tym czuję. Nie jest to taka sytuacja, w której nie wiem, co mam nagle robić ze swoim życiem.

Maratony to jakiś plan na przyszłość? Biegałeś je wcześniej?

Kilka lat temu startowałem w Biegu Piastów. Zająłem wówczas trzecie miejsce, a po dyskwalifikacji Mariusza Michałka zostałem przesunięty na drugą lokatę. Ostatnio też w Pucharze Świata biegłem na dystansie 38 km. To nie jest tak, że sprinter nie jest w stanie pokonywać takich dystansów. Myślę nawet, że typowy bieg z pchaniem, jest dla mnie lepszy, niż długi bieg łyżwą. Czy to jest alternatywa na przyszłość? Nie wiem… To była na razie chęć spróbowania i przygoda. Zaciekawiło mnie, jakbym sobie poradził w biegu z zawodnikami startującymi w Visma Ski Classic [cykl zawodów w długodystansowych biegach narciarskich rozgrywanych techniką klasyczną]. W przyszłości chciałbym na pewno wystartować w kilku maratonach i poczuć ten klimat. Nie mam jednak skonkretyzowanego planu na to, aby po karierze zawodowej zająć się maratonami. Takich przemyśleń jeszcze nie miałem.

Mieliście już okazję podsumować dokładnie z trenerem miniony sezon?

Tak, mieliśmy zorganizowaną wideokonferencję ze wszystkimi zawodnikami, sztabem i sekretarzem generalnym PZN Janem Winkielem. Trener przedstawiał głównie swoją wizję i podsumowanie. Wcześniej poprosił nas, abyśmy wysłali na maila własne spostrzeżenia, aby mógł to przeanalizować. Rozmawialiśmy też o planach na ten okres przygotowawczy. Mimo wszystko trzeba je mieć, żeby po zniesieniu obostrzeń było wiadomo, co powinniśmy robić. Mamy też swoją grupę na komunikatorach, wymieniamy się uwagami. Trener zapowiedział też, że od maja ruszamy z normalnym treningiem. Kwiecień był dla nas na regenerację i podtrzymanie dyspozycji, a w maju dostaniemy już rozpiskę z tym, co mamy wykonać.

Dłuższe zamknięcie granic mocno utrudniłoby wam przygotowania?

Myślę, że jest wiele możliwości. Wydaje mi się, że podstawowe szkolenie do września jesteśmy w stanie zorganizować w kraju. Potem przydałoby się już wyjechać gdzieś na narty. Gdyby granice były zamknięte, to pojawia się większy problem. Trudno byłoby to zorganizować. Jeśli chodzi jednak o trening letni, nartorolki, rower w górach, to przy obecnej infrastrukturze w Zakopanem, jesteśmy w stanie to ugryźć.

Norwegowie i Szwedzi przygotowują się na ewentualność nierozegrania Pucharu Świata. Gdyby to stało się faktem, wasze przygotowania musiałby zmienić bieg?

Uważam, że musielibyśmy przygotowywać się tak, jakby sezon miał być. Trzeba byłoby symulować cykl, abyśmy w kolejnych latach byli na niego przygotowani. Nie możemy pozwolić sobie na to, aby wyłączyć się na kilka miesięcy i wrócić do treningów za rok. Myślę, że to byłby bardzo zły pomysł. Nawet jeśli odwołają Puchar Świata, a uważam to za najbardziej czarny scenariusz, powinniśmy w Polsce jak najwięcej startować w zawodach. Trzeba przyzwyczajać organizm. Nie możemy absolutnie odpuszczać.

Rozmawiałem z trenerem Bauerem i przyznał, że jest otwarty na współpracę między zespołami. Chodziło mu o kadry męską, żeńską i młodzieżową, ale także zespół serwisowy. Twoim zdaniem przyniosłoby to korzyści dla wszystkich?

Mam taki pogląd na tę sprawę, że powinno tak właśnie być. Jednak trzy czwarte, a może nawet 90 procent zespołów na świecie, ma jeden team serwisowy. Nie ma takiego podziału, jak u nas. Nie wiem, dlaczego tak jest to zorganizowane. Dlaczego, jak ktoś dobrze wykonuje pracę dla jednej grupy, nie miałby zjednoczyć sił z innymi i pracować dla całej reprezentacji? To może dać same korzyści. Wydaje mi się, że byłby to dobry ruch. Po pierwsze obniża koszty, a po drugie pozwala efektywniej działać.

Z jakim nastawieniem rozpoczynasz tegoroczny okres przygotowawczy?

Jeśli chodzi o cele, do których się przygotowuję, to na pewno są to mistrzostwa świata w Oberstdorfie. Chciałbym tam postarać się o miejsca w trzydziestce. Można też powalczyć o finał w team sprincie, jeśli się do duetu zakwalifikuję. Teraz jest tak, że Kamil i Dominik Bury mogą również startować w tej konkurencji. Także muszę być w dobrej dyspozycji. W Pucharze Świata chciałbym na pewno wrócić do regularnego punktowania. To dałoby mi więcej pewności siebie. Dzięki temu mógłbym potem walczyć o miejsca w czołowej piętnastce, czy dziesiątce. Tak, jak to robiłem w minionych sezonach. Na pewno pojawiło się wielu młodych zawodników i coraz trudniej jest rywalizować w sprincie, ale stać mnie jeszcze na bieganie na wysokim poziomie i będę się o to starał.

%d bloggers like this: