Prezes norweskiego związku nie docenia skoczkiń? Nie wiedział, że Lundby jest na PŚ

fot. M. Rudzińska

Po informacji o planowanym zakończeniu współpracy na linii Clas Braathen – związek, norweski zespół nie ukrywa dużego poparcia dla pracy szefa skoków w ich kraju. W tej sprawie głos zabrała Maren Lundby, która pokazała, jak wygląda komunikacja między nią a prezesem federacji Erikiem Roestem. Ten nie wiedział choćby, że 26-latki nie ma w kraju. 

fot. M. Rudzińska

Maren murem za Braathenem

Od kilku dni w środowisku skoków głośno jest o konflikcie Clasa Braathena, szefa dyscypliny, z działaczami Norweskiego Związku Narciarskiego. Wyraźny sprzeciw wobec zwolnienia 52-latka do tej pory wyrazili szkoleniowiec kadry Alexander Stoeckl oraz triumfator klasyfikacji generalnej Pucharu Świata 2020/2021 Halvor Granerud. W liście, który złożył trener norweskiego zespołu na biurko sekretarza związku, podpisali się Robert Johansson i Maren Lundby. Jedna z najlepszych skoczkiń w historii poszła o krok dalej i medialnie włączyła się w tę sprawę.

Dwukrotna mistrzyni globu wywiadzie dla TV2 podkreśliła, jaką wartość ma praca Braathena. – Wiem, że Clas Brede wiele zrobił dla dziewczyn. To sprawiło, że dzisiaj mamy Raw Air, Puchar Świata na dużym obiekcie, lepsze nagrody finansowe i ogólnie więcej wyścigów. Prawdopodobnie zrobił rzeczy, które pobudziły do działania innych ludzi – powiedziała Maren. – To smutne, że zrobił dla nas wszystko, co mógł i z tego powodu straci pracę – dodała.

SMS od prezesa

Lundby postanowiła, że wyjawi, jak wyglądają jej prywatne rozmowy z prezesem związku Erikiem Roestem. Norweska skoczkini powróciła do początku pucharowego sezonu 2019/2020. Wtedy głośno mówiła o negatywnych skutkach odwołania trzeciego konkursu w Lillehammer. Podkreślała, że kobiety stracą na tym finansowo. 

Najlepsza zawodniczka w latach 2017-2020 za pośrednictwem dziennikarzy TV2 przedstawiła treść sms-a, który otrzymała od prezesa po swoim wystąpieniu medialnym. 

– Cześć Maren. Przede wszystkim gratulujemy fantastycznego rozpoczęcia sezonu. Naprawdę fajnie. Dzięki za mądre odpowiedzi dotyczące dyskusji o nagrodach pieniężnych przed weekendem. Jak sądzę, ta sprawa prawdopodobnie potrwa jeszcze jakiś czas. Wszyscy zgadzamy się i pracujemy nad zwiększeniem nagród pieniężnych, co, jak wiecie, zrobiliśmy w cyklu Raw Air. Niestety w Lillehammer nie było możliwości nałożenia większych kosztów na organizatora. Z naszej strony od kilku lat organizujemy dla Was wiele wyścigów. 6 w zeszłym i 5 w tym roku – zaznaczył Roeste.

– Zaczynamy też aktywnie działać na rzecz wzrostu nagród pieniężnych. Lillehammer było w niebezpieczeństwie. W przyszłym roku miało wypaść z kalendarza narciarstwa biegowego. Niestety, to właśnie narciarstwo biegowe utrzymuje finansowo weekend. Gdyby go nie było, nie bylibyśmy w stanie zorganizować ani pierwszego na świecie PŚ w kombinacji kobiet, ani kombinacji dla mężczyzn czy też skoków dla kobiet. Dlatego pracowaliśmy bardzo aktywnie i udało nam się odzyskać narciarstwo biegowe właśnie po to, by móc zadbać o ofertę sportową [ostatecznie ze względu pandemicznych zawody nie doszły do skutku przyp.red.]. To było kilka faktów, więc znasz tło wydarzeń. Powodzenia. Do zobaczenia wkrótce. Pozdrawiam, Erika Roeste – zakończył. 

Gdzie leży prawda?

Skoczkini odpowiedziała, że docenia wiadomość od Erika, jednak nie sądzi, że powinna mieszać się w tę sprawę. Lundby była też nieco zakłopotana. Otrzymała bowiem inną wersję dotyczącą odwołania zawodów od swoich trenerów. Przekazała to swojemu szkoleniowcowi Christianowi Meyerowi, a ona sama się z tego wycofała. – Pomyślałem, że to oświadczenie prezesa jest dziwne i musiałem sprawdzić  z Clasem Brede, gdzie leży prawda – odrzekł Meyer.

Niemniej 26-latka nie była w dobrym humorze po przeczytaniu, że skoki w Norwegii są uzależnione od biegów narciarskich. – Czujesz się mniej doceniany niż chciałbyś być. Wkładamy tyle pracy, co wszyscy, ale czujemy, że stajemy się przedstawicielami sportu, który czasem jest marginalizowany. Myślę, że to smutne słyszeć takie rzeczy – przyznała Maren Lundby

Zagubiony Roeste

Jak pamiętamy, w tamtym sezonie zostały odwołane wszystkie zawody rozgrywane w kraju wikingów. Ponadto z organizacji Pucharu Świata wycofały się japońskie miejscowości. Z tego powodu skoczkinie miały tylko jeden konkurs do 20 stycznia w sezonie 2020/2021. W kwestie związane z odwołaniem zmagań w Norwegii zaangażowany był rzecz jasna prezydent norweskiej federacji. Mimo to, Roeste zadzwonił do Lundby w dzień kwalifikacji na skoczni w Ramsau i spytał, czy jest… w Lillehammer. 

– To trochę wyjątkowe, że nie zdał sobie sprawy, że jesteśmy na miejscu w Ramsau – nie ukrywała zaskoczenia mistrzyni olimpijska. – Trochę się dziwiłam, że nie jest lepiej poinformowany – kontynuowała. Erik wytłumaczył się z błędu. – To było w czasie, w którym bardzo aktywnie pracowaliśmy nad tym, aby w Norwegii było więcej konkursów skoków kobiet. Oczywiście powinienem był pamiętać, że skoczkinie były wtedy w Ramsau, ale z wieloma kadrami w różnych miejscach niestety czasami coś idzie nie tak – powiedział.

Źródło: tv2.no

Obserwuj