Powrót mistrza [felieton]

Kamil Stoch

Jeszcze rok temu serce niejednego polskiego kibica było połamane, gdy patrzeliśmy na przybitego i kompletnie zrezygnowanego Kamila Stocha. Przez ten czas zmieniło się naprawdę wiele ale to żaden cud, tylko wynik ciężkiej pracy, cierpliwości i uporu. Teraz gdy patrzę na dwukrotnego mistrza olimpijskiego widzę tego małego chłopca z iskierkami w oczach, który 17 lat temu mówił o skokach z taką pasją i radością, że mógł góry przenosić. Rakieta z Zębu powróciła. 

Tuż po zakończeniu sezonu letniego w skokach narciarskich napisałam felieton pt. „Mistrz odzyska blask?”, w którym mówiłam, że Kamil krok po kroku odbudowuje swoją formę i powraca na szczyt. Trochę w cieniu fantastycznych wyników Maćka Kota, który odwrócił od niego zainteresowanie. Tak jak przed sezonem olimpijskim, gdy rekordy popularności bił Piotr Żyła. Teraz po właściwie połowie sezonu mogę ze spokojem powiedzieć, że mistrz odzyskał nie tylko blask ale i autentyczną radość ze skakania. Nie ma już śladu po Kamilu z ubiegłego sezonu, który sam nie wiedział co powiedzieć dziennikarzom, jak wytłumaczyć się ze słabej dyspozycji. Podnosić się po tak trudnym okresie, potrafią tylko najwięksi. Podkreśla to nawet Gregor Schlierenzauer, który z zazdrością patrzył na Kamila świętującego triumfy w Wiśle i w Zakopanem przed własną, niesamowitą publicznością.

Kamil jest typem zawodnika, który fenomenalnie potrafi cieszyć się po dobrych, dalekich skokach. Zaraża radością i optymizmem nie tylko kolegów z drużyny ale chyba każdego kibica pod skocznią i przed telewizorem. Gdy jest zadowolony po swoim skoku widać w jego oczach po prostu szczęście, prawdziwą miłość do tego sportu. To jest właśnie chyba klucz do sukcesu. Żeby brać ze sportu to, co najlepsze. Cieszyć się tym, że można robić to, co się kocha. Czerpać satysfakcje garściami, bo to może tylko jeszcze bardziej nakręcić dobre wyniki. Nie znam również oprócz Kamila takiego zawodnika, który potrafi przełożyć doping kibiców na swojej skoczni, którzy wytwarzają gigantyczną presję, w swój atut. A on to robi właściwie co roku w Zakopanem. Tym razem zrobił to również w Wiśle. Innych własna publiczność paraliżuje, sprawia, że chcą zrobić coś więcej niż w danym momencie mogą. On po prostu siada na belkę z lekkim uśmiechem na twarzy i leci niesiony dopingiem tysięcy kibiców. Robi to z niezwykłą łatwością i lekkością, a potem wybucha autentyczną radością, na którą patrzy się z przyjemnością i dumą.

W tym sezonie Kamil Stoch zwyciężył już w pięciu indywidualnych konkursach Pucharu Świata, co daje mu 20 wygranych w karierze, jest również liderem Pucharu Świata. Zwyciężając w 65. Turnieju Czterech Skoczni, zgarnął „Wielkiego Szlema” skoków narciarskich. Do pełni szczęścia nasza drużyna dołożyła również dwa zwycięstwa w konkursach drużynowych i prowadzenie w Pucharze Narodów. W konkursach indywidualnych na podium stawali Maciej Kot i Piotr Żyła, który dodatkowo wywalczył drugie miejsce w całym Turnieju Czterech Skoczni. Nie wiem ile jeszcze w tym sezonie przed nami cudownych chwil. Wiem natomiast, że ten sezon jest wyjątkowy i nie ważne jak się skończy, jesteśmy ogromnymi szczęściarzami, że możemy być świadkami tak wspaniałych emocji i sukcesów. Pozbawione sensu porównania Kamila Stocha do Adama Małysza będą zawsze. Dlatego warto jest po prostu cieszyć się z tego, że Polska w swojej historii już ma dwóch wspaniałych sportowców, a jeden z nich nadal ma okazję napisać kolejne piękne karty swojego życiorysu. Mistrz Kamil Stoch powrócił z długiej podróży ze zdwojoną siłą, a ja mam nadzieję, że to powrót na stałe.

źródło: informacja własna 

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.