Polskie problemy w narciarstwie alpejskim

fot. eurosport.onet.pl

fot. eurosport.onet.pl
fot. eurosport.onet.pl

Trwają właśnie Mistrzostwa Świata w Narciarstwie alpejskim w Sankt Moritz. Maciej Bydliński i Michał Kłusak reprezentowali nas wśród mężczyzn w konkurencjach szybkościowych, jednakże warto zwrócić uwagę na ten fakt, iż oficjalnie nie ma ich w kadrze Polski. W rozmowie z Tomaszem Kalembą dla Eurosport.onet.pl mówią o swoich doświadczeniach.

Polski Związek Narciarski postawił na młodych zawodników, miejsce dla tych starszych już się nie znalazło. PZN powinien jednakże pamiętać o tym, iż ci starsi niosą za sobą potrzebne doświadczenie, które może dużo dać młodym zawodnikom. Podczas treningu zjazdu Polacy pokazali, na co ich stać – dwunasta pozycja oraz świetna średnia prędkość. Michał Kłusak i Maciej Bydliński nie dadzą jednak rady długo ciągnąć wszystkiego, bez pomocy związku, gdyż do MŚ przygotowali się za swoje pieniądze. W slalomie reprezentować nas będzie Michał Jasiczek, również nie uwzględniony w kadrze.

Obydwoje nie startują często ze względu na brak funduszy, jednakże, gdy spojrzymy na ich wyniki, widać, iż im więcej jeżdżą po trasach czy to w zawodach, czy w treningach, tym lepsi się stają. Maciej Bydliński na MŚ przyjechał prosto z pracy, trenuje on obecnie Martynę Kałużę i sam nie ma zbyt dużo czasu na trening.

Podczas ostatniego treningu do zjazdu Polacy wypadli świetne, Kłusak był 12, a Bydliński 36, jednakże miał jedną z lepszych prędkości. Pokazuje to, iż potencjał w nich jest, tylko potrzeba kogoś, kto poprowadzi ich w dobrym kierunku. Nasi reprezentanci muszą o wszystko troszczyć się sami, w tym o przygotowanie nart, które jest bardzo ważne. Na MŚ był obecny jeden trener i fizjoterapeuta, więc wszystkie wyniki i tak były bardzo dobre. – Wydaje mi się, że na tych mistrzostwach świata byliśmy jedynym teamem, który wszystko robił za swoje pieniądze – powiedział Kłusak. Zawodnik jednakże widzi, iż wychodzą braki w wyjeżdżaniu oraz treningach na dobrych trasach. Plusem jest jednak to, iż nasi sportowcy na pewno dobrze umieją przygotować sobie narty, gdy reprezentacje innych krajów mają nieograniczoną ilość par nart i najlepszych serwismenów.

Narciarstwo alpejskie, jak i skoki narciarskie głównie polegają na sprzęcie, odbywa się w pewnym sensie walka na technologię. Lepsze smary, narty czy kombinezony. Polacy niestety muszą się zadowolić tym, co mają, to też na pewno powoduje słabsze wyniki. Jednakże powoli doganiają światową czołówkę. – Kiedy ktoś osiąga dobre wyniki na oficjalnych treningach, to już nie jest przypadek. To znaczy, że potrafimy jeździć. Wiele ekip było zdziwionych naszym przejazdem na treningu. Od razu zaczęli się pytać ojca Michała, czym mieliśmy posmarowane narty – powiedział Maciej Bydliński.

Kombinacja alpejska to dyscyplina, w której Maciej Bydliński radzi sobie najlepiej, jednakże po pierwszym przejeździe był 31, brakło mu sześć setnych sekundy do 30 miejsca, a właśnie zawodnik ruszający jako 30 został mistrzem świata. – Straciłem wiele na ostatnim odcinku. Przez swoją głupotę – podsumował to zawodnik. Drugi z Polaków, po upadku w zjeździe nie stanął na starcie. Przez stłuczenia nie był w stanie ubrać buta narciarskiego.

Najbardziej jednak boli brak zainteresowania ze strony Polskiego Związku Narciarskiego. Ciężko zawodnikom będzie stawać się lepszymi, bez wsparcia, jednakże nie mają zamiaru się poddać. Po ostatnim starcie na MŚ Maciej Bydliński wstawił wymowny wpis na Facebooku: „Po raz kolejny świat pokazuje mi, że brakuje bardzo niewiele. Doświadcza mnie, że samemu nie dam rady wejść na najwyższy poziom. Dlatego też postanawiam zakończyć definitywnie karierę po tym sezonie jeśli nie dostanę pomocy od Polski Związek Narciarski!!”

Później jednak zmienił zdanie i nie ma zamiaru żegnać się z narciarstwem, jak sam powiedział – wraca mu radość z jazdy i zapał. – Może dobrze byłoby nam trochę pomóc. Choćby poprzez ulokowanie nas w jednym teamie ze Słoweńcami czy Czechami. Fajnie byłoby to pociągnąć przynajmniej do igrzysk, ale właśnie na zasadzie współpracy z inną kadrą – powiedział Maciej Bydliński, który dostaje propozycje reprezentowania innych krajów. Jednakże pomimo braku wsparcia od rodzimego związku, nadal chce reprezentować Polskę. – Gdyby jednak ktoś zaproponował mi sensowne warunki, to chciałbym jeszcze spełnić się w tym sporcie – dodał.

Nasi zawodnicy są dostrzegani przez zawodników ze światowej czołówki, chcą się z nimi sparować przykładowo Słoweńcy, którzy czasem przegrywają z naszymi reprezentantami. Dlatego dobrym ruchem Polskiego Związku Narciarskiego, byłoby zainteresowanie się tymi sportowcami, na pewno byłaby to współpraca, której beneficjentami byłyby obydwie strony.

Źródło: Eurosport.onet.pl

Mateusz Król
Obserwuj

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.