Polskie odkrycie lata. Kocha skoki, śpiew i ukulele. “Nie jestem produktem stochomanii czy małyszomanii”

Jarosław Krzak to nowa postać w środowisku skoków w Polsce. Dwudziestoletni zawodnik z bardzo dobrej strony pokazał się na początku tego roku. W konkursie zaliczanym do cyklu FIS Cup uplasował się na trzynastej lokacie. Kilka miesięcy później w sierpniu zajął 23. miejsce w zawodach Pucharu Kontynentalnego. Ten rezultat dał mu możliwość startu na poziomie Pucharu Świata. Już podczas przygotowań do nadchodzącej zimy Krzak został wyróżniony. Otrzymał szansę trenowania pod okiem Michała Doleżala. Warto przy tym wspomnieć, iż Jarosław całkowicie poważnie zaczął myśleć o skokach dopiero w technikum. O tym, i nie tylko, reprezentant Polski opowiedział w rozmowie z nami.

fot. W. Wnętkowska

Świeży pomysł na skoki

Kilka miesięcy temu w naszym kraju w środowisku fanów skoków narciarskich zaczęło się mówić o nazwisku Krzak. 20-letni Polak zrobił bowiem duży progres. Do tego roku najlepszym jego osiągnięciem było zajęcie 30 lokaty w konkursie z cyklu FIS Cup. W tym biało-czerwony zawodnik znalazł się już w czołowej piętnastce rywalizacji tej rangi. Do tego Jarosław Krzak bardzo dobrze zaprezentował się także na szczeblu Pucharu Kontynentalnego. Można się domyślić, iż z każdym kolejnym krokiem naprzód będzie się o nim coraz więcej mówić. – Chciałbym móc powiedzieć, że jestem na to gotowy. Staram się z dystansem patrzeć na to, co inni mówią na mój temat. Pewnym być jednak nie mogę, na razie trzeba się skupić na wejściu na ten poziom – powiedział w naszej rozmowie jeszcze do niedawna nastolatek.

Wyczynowe uprawianie skoków nie przyszło jednak szybko na myśl. Krzak opowiedział, jak wyglądała jego perspektywa na tę dyscyplinę w czasach szkolnych. – Łączenie szkoły ze sportem nie było łatwe, brakowało czasu na trening. Wszystko nabrało tempa, gdy byłem w drugiej klasie technikum. Trochę zatęskniłem za skokami. Dzięki temu zacząłem myśleć na treningach i o treningach – przyznał reprezentant biało-czerwonych. – Bardzo pomogło oczywiście utworzenie kadry śląsko-beskidzkiej. Wtedy pojawiła się perspektywa na dalszy rozwój, co również pomogło mi połączyć szkołę ze skokami – dodał.

To nie stochomania, ani małyszomania

Często słyszy się, że młodych, jeszcze niedoświadczonych zawodników motywują ci starsi, którzy na swoim koncie mają wielkie sukcesy. W Polsce na fali “małyszomanii” wypłynęli tacy zawodnicy jak chociażby Maciej Kot. Dobijający się dziś do dorosłego skakania zawodnicy to często efekt zwycięstw Kamila Stocha. Tak jednak nie jest w przypadku sportowca pochodzącego z Żywca. – Nie powiedziałbym, że jestem “produktem” stochomanii czy małyszomanii, przynajmniej nie bezpośrednio. Uwielbiam skoki za ich całokształt, nie ze względu na poszczególnych zawodników. Moją największą inspiracją jest chyba mój tata. To on od dziecka uczył mnie jeździć na nartach, a także oglądał ze mną skoki – wspomniał.

Od treningów z Doleżalem

Jarosław Krzak nie znalazł miejsca w głównych kadrach szkoleniowych PZN-u na ten sezon, jest tzw. zawodnikiem rezerwowym. Dlatego, kiedy Michał Doleżal powołał go na zgrupowanie w Oberstdorfie, mógł poczuć się wyróżniony. – Z trenerami z kadry narodowej trenuje mi się bardzo dobrze. Chyba nikogo nie zaskoczę, stwierdzając, że są to profesjonaliści w swoim fachu. Co do powodów powołania na obóz w Oberstdorfie, to najlepiej zapytać trenerów. Cieszę się jednak, że docenili moją dotychczasową pracę – ocenił. Jarosław tym samym mógł pracować nad swoją dyspozycją przy czołowych skoczkach na świecie – Kamilu Stochu, Dawidzie Kubackim i Piotrze Żyle. Zachował on jednak chłodną głowę. – Nie przejmowałem się zbytnio tym, że trenuję z takimi gwiazdami. Zdarzały się już wspólne treningi na skoczni. Cieszę się po prostu, że postawiłem kolejny kroczek do przodu – odrzekł.

Krzak wspomniał również o obecnych przygotowaniach. – Nadal realizuję ten sam plan treningowy. Wirus na pewno nie pomaga, ale radzimy sobie. Ostatnio skaczę trochę w kratkę, jednak wiem, do czego mam dążyć i myślę, że będzie dobrze – powiedział. Skoczek zaznaczył także, w czym podczas szlifów formy do sezonu 2020/2021 zrobił największy postęp, a w czym dostrzega największe braki. – Dojazd. Tu poczyniłem największe postępy, tu są też największe braki. Pracuję nad tym, żeby był on stabilny i powtarzalny. Później można się będzie skupić na reszcie elementów – rzekł polski zawodnik.

Artystyczne hobby

Jednak, parafrazując znane powiedzenie, nie samym sportem żyje człowiek. To też Jarek ma swoje ciekawe hobby poza skokami. To muzyka i śpiew, którym nawet dzieli się czasami na swoich profilach społecznościowych. – Muzyka jest dla mnie ważna między innymi dlatego, że lubię sobie pośpiewać. Traktuję ją jako hobby i odskocznię, pomaga mi się na chwilę wyłączyć – przyznał. Na profilu na Instagramie Jarosława Krzaka można było zobaczyć także  filmik z pewnym instrumentem. – To, co było widać, to ukulele. Uczyłem się na nim grać samemu. Polecam każdemu, kto chce nauczyć się na czymś grać. Bardzo przyjemny i nieskomplikowany instrument – stwierdził, zachęcając do podjęcia artystycznego wyzwania.

Na koniec Krzak powiedział o planach i nastawieniu na przyszłość. – Zawsze ciężko jest mi odpowiedzieć na to pytanie. Staram się skupiać na tym, co mam poprawić na skoczni, bo od tego zależą moje osiągnięcia. Ujmę to tak – chcę osiągnąć jak najwięcej, nie oczekując zbyt wiele – podsumował.

Źródło: informacja własna

%d bloggers like this: