Polska nadzieja na Pekin odważnie: “Mam szansę na medal” [wywiad]

fot. PZN

Do rozpoczęcia sezonu olimpijskiego w snowboardzie alpejskim został niewiele ponad miesiąc. Na dobre starty tej zimy, a szczególnie na igrzyskach olimpijskich liczy Oskar Kwiatkowski. Z polskim snowboardzistą porozmawialiśmy o przygotowaniach do sezonu, o Pekinie, czy liczbie konkurencji na igrzyskach.

fot. PZN

Na jakim jesteś etapie przygotowań do nowego sezonu? Czy przygotowania są inne ze względu na to, że jest to sezon olimpijski?

Oskar Kwiatkowski: Przygotowania do sezonu przebiegają podobnie jak w poprzednich sezonach. Sezon startowy rozpoczyna się 10 grudnia, a igrzyska olimpijskie będą w lutym. Trener celuje z moją formą na pierwsze starty w pucharze, jednak szczyt formy zaplanowany jest właśnie na najważniejszy start w Pekinie.

Co sądzisz o poprzednim sezonie w twoim wykonaniu? Byłeś po raz kolejny na pucharowym podium, zająłeś siódme miejsce na mistrzostwach świata.

Jestem zadowolony z moich wyników w ubiegłym sezonie. Stanąłem na podium PŚ i byłem w najlepszej ósemce na mistrzostwach świata. Jednak najbardziej zadowolony jestem z mojej równej i wysokiej formy przez cały sezon. Miałem wypadek spowodowany złamaniem wiązania w Scuol (pierwszy przejazd kwalifikacyjny), gdzie dwukrotnie stawałem na podium, po którym trochę się podłamałem psychicznie. Jednak szybko mi przeszło podczas kibicowania w finałach, gdzie mogłem dopingować swojego kolegę z kadry, który zajął tam 2. miejsce. Cieszyłem się jego szczęściem, a we mnie coś się zmieniło. Spadło ze mnie jakieś ciśnienie, które sam sobie nakładałem od dłuższego czasu na zawodach najwyższej rangi. Można powiedzieć, że nauczyłem się nie bać porażki. To tylko poprawiło moją dyspozycję w następnych startach.

Jak okres pandemii wpływa na twój rozwój jako snowboardzisty? Zgrupowania i inne wyjazdy były utrudnione, ale miało to wpływ na wszystkich.

Nie czuję, aby w tym roku jakoś mocno doskwierał mi problem pandemii. Wszyscy z mojej grupy, w tym ja jesteśmy zaszczepieni i nie mamy problemu z podróżowaniem, zgrupowaniami itp.

Czy myślisz o nadchodzącym sezonie pod kątem całej zimy, czy przede wszystkim z myślą o igrzyskach olimpijskich w Pekinie?

Nastawiam się od początku sezonu na to, aby dawać z siebie 100%. Mam na dzisiaj zrobioną kwalifikację olimpijską, jednak chce zaznaczyć od samego początku, że jestem szybki. W naszej konkurencji, czyli slalom gigant równoległy bardzo ważna jest pewność siebie i często wygrywa ten zawodnik, który potrafi wyłączyć się na całe otoczenie. Będę to swoje skupienie praktykować przed startami w igrzyskach.

Mówi się, że jesteś nadzieją medalową na igrzyska. Jak do tego podchodzisz?

Nie myślę o tym na co dzień. Oczywiście, że mam szanse na medal, tak jak 31 innych zawodników, z którymi przyjdzie mi rywalizować. Sam start w igrzyskach będzie wspaniałym przeżyciem. Będę tam reprezentować swój kraj, najlepiej jak potrafię. Nie liczę na szczęście. Bazuję na tym, co wypracowałem sam przez lata i teraz mając 25 lat, wkraczam do najlepszego okresu w życiu. Czuję się nie tylko bardzo mocny fizycznie. Najbardziej cenne jest dla mnie doświadczenie i spokój ducha.

Ostatnio z coraz lepszej strony pokazuje się Michał Nowaczyk, którego forma w poprzednim sezonie poszła bardzo w górę. Jak wygląda taka „koleżeńska konkurencja wewnątrz kadry”? Jak was to motywuje?

Tak! Michał miał kilka bardzo dobrych startów w zeszłym sezonie i prezentował się bardzo dobrze. Cieszę się, że Michał uwierzył w siebie i pomogło mu to jeździć bardzo szybko. Panuje między nami pewna rywalizacja. Jesteśmy od siebie bardzo różni. Nadajemy na innych falach, a łączy nas deska. Michał jest już mężem Weroniki, która również jeździ na snowboardzie. Widzimy się podczas posiłków i treningów. Na co dzień nie spotykamy się w celach towarzyskich. Z mojej strony myślę, że mamy świetne warunki do rozwoju, kiedy razem możemy rywalizować i piąć się dzięki temu w górę. Widzą to także trenerzy i zaczyna być to widać po naszych wynikach sportowych.

W niektórych dyscyplinach igrzyska rozgrywane są na końcu sezonu. U was będzie miało to miejsce w środku Pucharu Świata. Jakie to twoim zdaniem ma znaczenie?

Poprzednim razem, kiedy miałem przyjemność startować w Pjongczangu, była taka sama sytuacja, więc nic się nie zmieniło. Wtedy po igrzyskach osiągnąłem swoje pierwsze podium w Pucharze Świata. Dostałem po igrzyskach olimpijskich dodatkowej motywacji.

Na igrzyskach będziecie rywalizować tylko w slalomie gigancie. Trzeba przyznać, że dla was to jedyna konkurencja, a w Pucharze Świata jeździcie też slalom i zawody drużynowe. Obecnie jest moda na miksty, np. dodano snowboard cross drużyn mieszanych, ale w snowboardzie alpejskim w Pekinie będzie tylko jeden komplet medali. Co o tym sądzisz?

Z tego faktu nie jestem zadowolony i nie będę tego ukrywać. Możemy startować tylko w jednej konkurencji, chociaż tak jak wspomniałeś, mamy jeszcze inne w programie pucharu świata od lat. W narciarstwie alpejskim dodawane są kolejne, nawet takie zapożyczone z naszej dyscypliny, czyli równoległe. No cóż. Nie mamy nic do powiedzenia i nie jesteśmy decyzyjni. Mogę tylko wyrazić swoją opinię. Jeśli mielibyśmy taką samą liczbę konkurencji co na Pucharach Świata, wtedy snowboard alpejski byłby bardziej widoczny na igrzyskach. Zyskałby z pewnością na popularności, a ona stworzyłaby lepsze warunki do uprawiania naszej pięknej dyscypliny dla młodszego pokolenia.