Polki po Oslo. Weronika Nowakowska: “Wydaje mi się, że godnie pożegnałam się ze sztafetą”

fot. Bartosz Wlaźlak/PZBiath

fot. Bartosz Wlaźlak/PZBiath

Ten weekend był przedostatnim w tegorocznym cyklu Pucharu Świata w biathlonie. Panie zakończyły swoje występy w Oslo sztafetą oraz biegiem pościgowym. Po rywalizacji drużynowej Polki oceniają ten występ dość pozytywnie, ale z niedosytem.

Ze sztafetą pożegnała się Weronika Nowakowska. Polka kończy swoją karierę po tym sezonie. W Oslo została jednak rozegrana ostatnia sztafeta – w Tjumenii biathloniści będą rywalizować tylko w konkurencjach indywidualnych. Nowakowska była dość zadowolona ze swojej postawy, jednak choroba uniemożliwiła jej start na wyższym poziomie. – Wydaje mi się, że godnie pożegnałam się ze sztafetą. Nie byłam w stanie wykrzesać z siebie więcej na trasie. Jest mi przykro kiedy na trasie wyprzedzają mnie zawodniczki, z którymi przez ostatnie trzy miesiące wygrywałam bez żadnego problemu. Niestety znów jestem przeziębiona. Wszystko co wydarzyło się na igrzyskach oraz tuż po nich odbiło się na moim zdrowiu – przyznała Weronika, która nie wystartowała w niedzielnym biegu pościgowym, właśnie przez złe samopoczucie.

Osłabiona w Oslo startowała także Monika Hojnisz. Polka bardzo źle zaprezentowała się podczas sprintu, jednak było to spowodowane chorobą. Chciała nawet zrezygnować ze startu w sztafecie. – Niestety znów nie czuję się dobrze. Nie mam pojęcia co się stało. W Kontiolahti nie było jeszcze tak najgorzej, a tutaj od początku czuję się źle, co objawia się ogromnym bólem głowy. Sprint był ogromną wpadką. Dwie minuty straty w biegu to była przepaść. Nie czułam się na siłach, aby pobiec w sztafecie. Podsunęłam trenerowi pomysł, aby startowała Kinga Mitoraj, ale zdecydowano inaczej. Dałam z siebie wszystko, szkoda, że dało to tylko piętnaste miejsce po mojej zmianie – relacjonowała Hojnisz. Przyznała także, że nie podołała swojemu tempu na trasie i osłabła. – Po drugim strzelaniu wyglądało to jeszcze jako tako, ale ostatnie okrążenie znów okazało się dla mnie za mocne. To niby tylko dwa kilometry, a ten dystans też potrafi nieźle sponiewierać. Wiatr podczas zawodów wiał w zupełnie inną stronę niż podczas przystrzeliwania. Czasami wiatr jest zmienny ciężko jest nam wyczuć jak mocnej korekty mamy dokonać. Stąd te pudła w pierwszych strzałach – podsumowała.

W sztafecie zadebiutowała dwukrotna mistrzyni świata juniorek – Kamila Żuk. Polka nie obawiała się tego startu. Była usatysfakcjonowana swoją postawą podczas zawodów, jednak zauważyła błąd w swoim zachowaniu podczas pobytu na strzelnicy. – Występ w sztafecie mieszanej na igrzyskach zrobił na mnie większe wrażenie. Do tego startu podeszłam z marszu, nie nakładałam na siebie zbyt dużej presji. Chciałam zrobić to co się udało w sprincie. Nie stresowałam się tym biegiem. Warunki na strzelnicy tylko pozornie wyglądały na idealne. Wiatr może nie był mocny, ale za to bardzo zmienny. Przybiegając na strzelnicę obserwowałam chorągiewki. Początkowo wyglądały tak jak podczas przestrzeliwania, ale po dwóch strzałach kierunek się zmienił. Nie zrobiłam korekty i stąd pewnie zrobiły się dwa błędy – powiedziała. Żuk dodała także, że w Norwegii świetnie jej się trenuje, lecz czuje już trud sezonu oraz przyznała, że po MŚJ w Estonii dopadła ją niedyspozycja. – Uwielbiam to miejsce. Kocham tu trenować i startować, ale czuję też, że to koniec sezonu. Walczę od początku do końca, ale nie mam już tej świeżości, co wcześniej. Po powrocie z Otepaa byłam chora i bardzo zależało mi na tym by jak najszybciej dojść do stanu zdrowia umożliwiającego występ tutaj – przyznała.

Źródło: Polski Związek Biathlonu

Obserwuj

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.