Polka zapisała się w historii. Jej kariera wisiała na włosku. “Brak finansowania”

Screen - Eurosport

Za nami historyczny weekend dla kobiecej kombinacji norweskiej w Polsce. W zawodach Pucharu Świata w austriackim Ramsau wystartowała Joanna Kil. 22-latka w rozmowie ze sportsinwinter.pl podzieliła się wrażeniami ze swojego występu. Ponadto poruszyliśmy również wiele innych ciekawych wątków.

Screen – Eurosport

Udane wejście na dwubojowe salony

Zawodniczka z Chochołowa w Styrii zajęła 19. oraz 20. miejsce. Polska dwuboistka spróbowała swoich sił również tydzień wcześniej w drugoligowych zawodach w norweskim Lillehammer. Dobre występy w Pucharze Kontynentalnym [13. i 7. miejsce] pozwoliły na wymarzony debiut w elicie.

Sezon 2022/23 jest trzecim, w którym najlepsze dwuboistki walczą o Kryształową Kulę. Poprzednie dwie edycje wygrywały Norweżka Gyda Gystvold Hansen (2021/22) oraz Amerykanka Tara Geraghty-Moats (2020/21). Ponadto odbywają się również zawody Letniego Grand Prix. Dłuższą tradycją cieszy za to rozgrywany od sezonu 2017/18 cykl Pucharu Kontynentalnego. Premierową zwyciężczynią okazała się Rosjanka Stiefanija Nadymowa.

Dyscyplina wciąż raczkuje

22-letnia Kil w przeszłości czynnie uprawiała skoki narciarskie, jednak próbowała również swoich sił jako dwuboistka. Brała udział w konkursach Pucharu Kontynentalnego oraz FIS Cup. Ma za sobą również dwukrotne starty w mistrzostwach świata juniorów w obu dyscyplinach. Treningi przerwała w 2019 roku, jednak tęsknota za rywalizacją okazała się silniejsza.

– Największym problemem w moim przypadku niestety jest brak finansowania. Nie miałam możliwości wcześniejszego treningu na śniegu, co oczywiście przekłada się na wyniki – mówi nam Joanna Kil.

Łukasz Serba: Jesteś pierwszą Polką, która dokonała tej sztuki. Jakie to uczucie?

Joanna Kil: Bardzo dziękuje. Z mojej perspektywy jest to bardzo emocjonujące. Cieszę się, że miałam możliwość wystartować w zawodach rangi Pucharu Świata. Z racji tego, że byłam pierwsza Polką, która miała taką możliwość, było to dla mnie na pewno stresujące, ponieważ chciałam się pokazać z jak najlepszej strony.

Jak oceniasz swój start? Dużo dziewczyn znalazło się za tobą w końcowej klasyfikacji, a gdyby nie upadek w piątek, to mogłabyś być jeszcze wyżej. Chyba nie jest źle, prawda?

Start oceniam naprawdę dobrze. Na moje aktualne możliwości było to wszystko, co mogłam zrobić. Możliwości startu w zawodach międzynarodowych pojawiły się tak naprawdę niespełna dwa miesiące temu, jak zaczęłam trenować z trenerem Grzegorzem Sobczykiem i Andrzejem Zapotocznym. Wtedy też tak naprawdę rozpoczęłam treningi pod skoki narciarskie. W piątkowym stracie biegło mi się naprawdę dobrze, do 3 km biegłam za zawodniczką z numerem 15, czyli walczyłam o 15. pozycję. Później jednak zaliczyłam małe potknięcie na zakręcie. Poskutkowało to tym, że na moment wybiło mnie to z równowagi i grupa dziewczyn, która biegła za mną, właśnie tam mnie wyprzedziła.

W kuluarach krążyły właśnie informacje, że rozpoczęłaś współpracę z trenerami Sobczykiem i Zapotocznym. Jak do tego doszło?

Tak, od dwóch miesięcy trenuję w grupie trenera Sobczyka. Powiem szczerze, że wszystko zadziało się bardzo szybko i dynamicznie. Dostałam propozycje z klubu, w którym trenuję. Powiedzieli mi, że jest okazja współpracy. Spotkaliśmy się z trenerem, ustaliliśmy plan działania i tak zostało.

Jak wiadomo wspomniana dwójka trenuje też bułgarskiego skoczka Władimira Zografskiego. Spotykacie się na treningach?

Tak, trenujemy razem. Pomiędzy startami ćwiczymy w Zakopanem i widujemy się w zależności od rodzaju treningu.

No dobrze, ale kombinacja to nie tylko skoki, ale także biegi. Jak wygląda kwestia treningu biegowego?

Jeśli chodzi o trening biegowy, to od momentu, w którym skoczyłam skakać w 2019 roku, regularnie biegałam na nartach, czy nartorolkach z Tomaszem Ziębą. Jest trenerem klubowym w sekcji biegów narciarskich KS Chochołów. W taki sposób przez trzy ostatnie lata wykonywaliśmy treningi biegowe. Teraz doszedł do tego profesjonalny plan zrobiony pod skoki narciarskie. Wszystko łączymy w porozumieniu z trenerami i rozwijamy się w kierunku kombinacji norweskiej.

W której konkurencji czujesz się pewniejsza? Czy to doświadczenie zdobyte wcześniej ze skoczni narciarskich jakoś pomaga?

Na ten moment czuję się pewniejsza w biegu. Od trzech lat biegam na nartach oraz nartorolkach i właśnie to w ostatnim czasie było moją mocniejsza stroną. Skoki natomiast trenuje „od małego”, a pewnych rzeczy jednak się nie zapomina. Po przerwie na pewno dużo straciłam, więc jest teraz nad czym pracować. Mój poziom na skoczni jest jednak coraz lepszy, tak samo jak pewność siebie, która jest bardzo ważna.

Zanim wystartowałaś w Ramsau, pojawiłaś się na starcie dobrze obsadzonych konkursów Pucharu Kontynentalnego w Lillehammer. Chciałbym zapytać jak wygląda sprawa finansowania – musiałaś pokrywać wszystkie koszty wyjazdów na zawody z własnej kieszeni?

Jeśli chodzi o Puchar Kontynentalny czy Puchar Świata, to koszty zakwaterowania zapewnia FIS w ramach kwoty startowej. Natomiast kwestia dojazdu leży w kwestii związku, czy klubu. W moim przypadku koszty dojazdu pokrył związek, mimo że nie jestem objęta finansowaniem.

Rozumiem, że nie zaprzestajesz na tych dwóch startach i planujesz kolejne?

Oczywiście, że nie. W najbliższych planach mam start na uniwersjadzie [w Lake Placid w styczniu 2023 roku]. Później, jeśli będzie możliwość, to chciałabym kontynuować starty w Pucharze Świata.

A co z mistrzostwami świata w Planicy? Jest szansa, że cię tam zobaczymy?

Trener wspomniał, że nie jest to wykluczone. Zobaczymy co czas pokaże. Na pewno bardzo bym chciała wystartować, jeśli tylko będzie możliwość i pozwolą wyniki.

A jeśli chodzi o te wszystkie starty, to jak je traktujesz – interesuje cię wynik, czy jednak z racji, że dopiero zaczynasz, liczy się przede wszystkim nabranie doświadczenia?

Do wszystkiego podchodzę absolutnie na poważnie. Nie mogę od siebie wymagać super wyników, bo jeszcze trzy miesiące temu moje perspektywy startu kończyły się na Lotos Cupach. Trening był, ale brakowało regularności i profesjonalnego planu. Teraz wygląda to inaczej, ale wiadomo, że nie da się osiągnąć wszystkiego „na już”. Daje z siebie tyle, ile mogę i na ten moment wiem, nad czym mam pracować i co robić żeby, było coraz lepiej.

A jak wygląda twój trening? Ile czasu poświęcasz na skoczni a ile na trasach?

To zależy od planów startowych. Kombinacja norweska łączy w sobie dwie dyscypliny, wiec można powiedzieć, że biegania i skakania na nartach mamy po tyle samo. Na razie moją słabszą strona są skoki, wiec więcej czasu poświęcam na udoskonalanie tego, czego brakuje na skoczni.

Jak oceniasz aktualny poziom kombinacji norweskiej? Pytam też w kontekście tego, żeby nie powtórzyć błędów z kobiecych skoków, kiedy zaczęliśmy za późno i świat nam odjechał.

Na pewno jest to dyscyplina, która w skali globalnej dopiero się rozwija. Dziewczyn w Pucharze Świata jest niespełna trzydziestka, a w skokach już jednak o tę trzydziestkę trzeba walczyć. Jest szansa zrobić dobry wynik, ale do tego potrzeba wsparcia. Inne nacje maja już kadry kobiet w kombinacji i cały sztab szkoleniowy, u nas tego nie ma i pod tym względem świat nam troszkę ucieka.

Zakładam, że chodzi tu przede wszystkim o kwestie sprzętowe. Czy masz od tego jakiś sztab?

Jeśli chodzi o kombinezony i sprzęt, to Andrzej Zapotoczny. Jak byłam w Lillehammer, to Tomek [Zięba] smarował narty i przygotowywał je do startu. W Ramsau miałam serwis. Generalnie wszystko zależy od tego, gdzie i z kim jestem.

A jeśli chodzi o rozwój kombinacji norweskiej w naszym kraju, to widzisz tę przyszłość w jasnych kolorach, czy niekoniecznie?

Myślę, że teraz może być już tylko lepiej. Największym problemem w moim przypadku niestety jest brak finansowania. Nie miałam możliwości wcześniejszego treningu na śniegu, co oczywiście przekłada się na wyniki. Przed zawodami w Lillehammer odbyłam jedynie dwa treningi na śniegu w Zakopanem na pętli 900 m.

W ostatnim czasie w świecie kobiecej kombinacji dominował gorący temat o włączeniu dyscypliny do programu igrzysk olimpijskich. Międzynarodowa Federacja Narciarska jak na razie za bardzo nie chce tego zrobić, ale zawodniczki nie poddają się. A jakie jest Twoje zdanie w tej kwestii?

Moim zdaniem kombinacja norweska kobiet powinna być włączona do programu igrzysk. Skoro mężczyźni maja prawo startu, to czemu w przypadku kobiet nie może być podobnie? Zwłaszcza, że dużo by to zmieniło w naszej dyscyplinie.

Może porozmawiajmy teraz o twojej przeszłości. W 2019 roku zawiesiłaś karierę. Dlaczego tak się stało i co robiłaś przez ten czas?

Głównie dlatego, że w tamtym czasie moje wyniki w skokach nie były dobre. Walczyłam o starty w dwuboju, ale niestety nie udało się stworzyć grupy, w której mogłabym trenować kombinację norweską a nie skoki narciarskie. W tym czasie skończyłam również szkołę, poszłam na studia i rozpoczęłam pracę w klubie KS Chochołów. Pracuję tam do dnia dzisiejszego jako trenerka biegów narciarskich.

Pamiętam, że w czasach, kiedy byłaś jeszcze skoczkinią narciarską, wzięłaś również udział w zawodach Pucharu Kontynentalnego w kombinacji norweskiej a także zdarzało ci się łączyć starty w obu dyscyplinach jednocześnie, jak np. na mistrzostwach świata juniorów w Lahti, prawda?

Tak, ale bez żadnego przygotowania biegowego.

Więc to nie jest tak, że kombinacja to dla ciebie coś nowego

Teraz jestem przygotowana na łączenie dwóch dyscyplin. Przez trzy lata włożyłam dużo pracy w bieg, wcześniej trenowałam tylko skoki narciarskie.

Czyli tak realnie to co cię skłoniło do powrotu “na poważnie”?

Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Wystartowałam latem zeszłego roku w zawodach Lotos Cup, jednak potraktowałam ten start czysto hobbistycznie. Później rywalizowałam również w każdej zimowej edycji i tak zostało.

Nie wykluczasz mimo wszystko symbolicznego powrotu do skoków np. przy okazji mikstu, gdyby dziewczyny miały kłopoty np. na mistrzostwach świata w Planicy? Takie praktyki są dość częste. Poza tym widziałem, że w sierpniu skakałaś również w zawodach FIS Cup w Szczyrku [36. i 34. miejsce].

Nie wykluczam tego, ale wszystko zależy od decyzji trenera i oczywiście od mojej dyscypliny. Nie chciałabym przesadzić, moim celem są jednak starty w dwuboju.

Muszę jeszcze zapytać o sytuację w kobiecych skokach. W ostatnim czasie słyszymy bardzo dużo o rozmaitych konfliktach między dziewczynami. Takie sytuacje chyba nie powinny mieć miejsca.

Nie chcę wypowiadać się na ten temat. Sytuacje te nie dotyczą mnie personalnie. Z dziewczynami nie utrzymuję już kontaktu jako takiego. Nawet nie wiem o co w tym wszystkim chodzi. Wiem tylko tyle, ile wyczytałam w internecie.

Powiedziałaś wcześniej, że poszłaś na studia. Zatem co studiujesz?

Tak, studiuję dziennie bezpieczeństwo narodowe. Jestem na trzecim roku. Nie ukrywam, że nie jest lekko. Teraz doszły do tego starty i częste wyjazdy, więc z pewnością nie mogę narzekać na nudę (śmiech).

Zachęcałabyś młodzież, aby spróbowali tego sportu?

Myślę, ze jak przyjadą i spróbują, to zobaczą ze warto. Na pewno nie wolno się od razu zniechęcać po porażce. To naprawdę piękne, ale wymagający sport.