Polak dołączy do jednej z najlepszych ekip świata. Wyjątkowa szansa Piotra Habdasa

fot. Alicja Kosman / PZN

Wraca po kontuzji i mimo licznych problemów chce powalczyć o wyjazd na igrzyska olimpijskie w Pekinie. To Piotr Habdas, przez wielu nazywany jednym z największych talentów narciarstwa alpejskiego w Polsce. – Wiem, że mogę być bardzo dobrym sportowcem – mówi pewnie w rozmowie z nami 23-latek. Chociaż nie ma prywatnego trenera, to nie poddaje się i chce zrealizować ambitne plany w okresie przygotowawczym.

fot. Alicja Kosman / PZN

Przygotowania na własną rękę

Piotr Habdas jest najmłodszym członkiem kadry narodowej A mężczyzn w narciarstwie alpejskim. To jednak głównie tylko teoretyczna grupa, bowiem za wszystkie przygotowania jej zawodnicy muszą zapłacić z własnej kieszeni. – Dostają od nas ubezpieczenie, ubrania, możliwość współzawodnictwa sportowego, wsparcie administracyjne i merytoryczne biura oraz pomoc w przypadku kontuzji. Dodatkowo mają możliwość pozyskiwania środków z Okręgowych Związków Narciarskich – tłumaczył w rozmowie z nami Jan Winkiel, sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego. A takie wsparcie potwierdza nam Habdas. Chociaż zdaje sobie sprawę z tego, że możliwość pozyskiwania środków zewnętrznych to tylko teorie. Zawodnikom trudno bowiem znaleźć prywatnych sponsorów.

Chociaż temat finansowania przygotowań alpejczyków budzi ogromne kontrowersje, to 23-letni mistrz Polski podchodzi do tego tematu spokojnie. – Jakoś mnie to wszystko nie rusza, w zeszłym roku może trochę to przeżywałem – wspomina Piotr. W 2020 roku też przecież był w kadrze, która za przygotowania płaciła sobie sama. – Dużo się zmieniło od tamtej pory. Po drodze doznałem jeszcze kontuzji. Co miało się zmienić w powołaniach? Przecież nawet nie mogłem zaprezentować swoich możliwości – zauważa. Nie zamierza się poddawać. Ma też duże wsparcie ze strony bliskich. Dopóki rodzice dają mu zielone światło, ma zamiar próbować swoich sił. – Wiem, że mogę być bardzo dobrym sportowcem. Dopóki sprawa mi to radość, chcę to robić i dam z siebie wszystko – zapewnia.

Treningi ze Słoweńcami

Aby jednak stale się rozwijać, Habdas poszukał sobie nowego miejsca na ziemi. To Słowenia, w której bardzo często gości. Właśnie tam znalazł pomoc, kiedy doznał kontuzji. Pół roku temu przeszedł operację. Dzisiaj stoi na nogach i ma odwagę marzyć o igrzyskach. – Początkowo bardzo pomogli mi fizjoterapeuci w klinice VitallSport w Bielsku-Białej. Najbardziej pomaga mi w tym momencie dr. Mitja Bracic ze Słowenii. Aktualnie zaczęliśmy przygotowania do kolejnego sezonu i trenuję na co dzień w Ljubljanie – opowiada nam Piotr. Wspominany doktor wspiera Polaka w przygotowaniu motorycznym. Wciąż brakuje jednak trenera, z którym 23-latek mógłby pracować na nartach. Ma jedynie serwismena, którym jest Mateusz Herda.

– Trudno o dobrego szkoleniowca na rok przed igrzyskami – zauważa Piotr Habdas. Nie załamuje jednak rąk i już szykuje się do ważnego elementu przygotowań. Kolejny raz będzie miał okazję trenować wspólnie z pierwszą kadrą Słoweńców (jedna z najlepszych ekip na świecie). Chociaż nie jest łatwo o takie połączenie, to pomogły mu w tym znajomości. Te zebrał w latach młodzieńczej kariery, kiedy miał trenera z tego kraju i poznał wielu zawodników oraz szkoleniowców. Korzystał z tego już przed rokiem. Teraz ma nadzieję nadrobić stracony przez uraz czas. – Takie treningi dają bardzo dużo. Rozwijasz się w dwa razy szybszym tempie. Bardzo dobrze wspominam naszą współpracę i nie mogę doczekać się kolejnych zgrupowań – uśmiecha się na samą myśl specjalista od slalomu.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Piotr Habdas (@piotrek_habdas)

Celem są igrzyska

Kariera Habdasa nabierała tempa przed rokiem. Nawet w Polskim Związku Narciarskim mówili o nim, że to bardzo zdolny zawodnik. Sam zapowiadał, że jest już w stanie zbierać punkty Pucharu Europy. To, wbrew mniemaniu niektórych malkontentów, nie jest wcale takie łatwe zadanie. Pytanie zatem, jak z tym celem Piotr mógłby poradzić sobie po przerwie w startach. – Myślę, że nic nie stoi na przeszkodzie. Będę miał najlepszych sparingpartnerów jakich mogę mieć i będę trenował z nimi pod okiem ich trenera w sezonie przygotowawczym – podkreśla Polak. Dodaje też, że zrobi wszystko, aby przed sezonem zimowym wrócić na poziom, który prezentował przed rokiem. – Chcę wrócić, a następnie być lepszym – przekonuje.

Zdążyć przed tą zimą to bardzo poważny cel. Chociaż sam zainteresowany mówi, że działa bez presji, bo nic nie musi, to igrzyska są w jego kręgu zainteresowań. O tym marzy przecież każdy sportowiec. Pekin byłby idealnym miejscem na debiut i zebranie doświadczenia. – To na pewno największy cel, ale żeby się tam dostać trzeba dobrze jeździć – zdaje sobie sprawę Habdas. Właśnie na tym chce się skupić. Najpierw praca, a później oczekiwane efekty. – Chcę wygrywać zawody i mieć z tego radość. To się dla mnie liczy najbardziej – przyznaje. I to właśnie bije od Piotrka najbardziej. Pozytywna energia, która nie pozwala mu myśleć o wszystkich problemach narciarstwa alpejskiego w Polsce. – Niczego nie żałuję – utwierdza nas w przekonaniu. Kto wie, może marzenie o igrzyskach uda mu się zrealizować z nawiązką. Wówczas zobaczymy najbardziej uśmiechniętego polskiego alpejczyka od wielu lat.

Źródło: Informacja własna

Mateusz Król
Obserwuj