Pół dekady z narciarstwem klasycznym za nami (felieton)

10009863_266340613539188_1737179941_n-001Mijają lata za latami. Trudno w to uwierzyć, ale mamy za sobą już niemal połowę drugiej dekady XXI wieku. Nasza redakcja postanowiła podsumować wyczyny polskich narciarzy klasycznych przez ostatnie 5 sezonów.

Minione pięć lat to Igrzyska Olimpijskie w Sochi, trzy edycje mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym, dwie mistrzostw w lotach oraz pięć Turniejów Czterech Skoczni i oczywiście sezonów Pucharu Świata. Postanowiliśmy sprawdzić, jak Polska ekipa radziła sobie w pierwszej połowie tej dekady i porównać z analogicznym okresem 10 lat temu. Liczby mówią, że narciarstwo klasyczne rozwinęło się w imponującym stylu…

Dziesięć lat temu

Proszę sobie wyobrazić, że liczba medali w narciarstwie klasycznym w tej połowie dekady, jest dwukrotnie wyższa niż 10 lat temu. Może nie róbmy jednak z tego takiej sensacji, bo każdy wytrawny kibic wie, z czego to wynika. Ponad dekadę temu (w 2001 roku) Adam Małysz zdobył dla nas pierwszy medal na mistrzostwach świata od czasu Józefa Łuszczki. Czekaliśmy na to długich 17 lat. Dziś wiemy, że nasz Orzeł z Wisły otworzył ten worek medali i nikt nie potrafi go zamknąć. Na tych samych mistrzostwach Małysz zdobył jeszcze złoto. Rok później dwa jego medale na Igrzyskach w Salt Lake City i suma medali narciarzy klasycznych wynosiła 4. Popis swoich umiejętności Małysz dał na MŚ w Val di fiemme w 2003 roku. Dwa złote medale sprawiły, że dobytek narciarstwa  wzrósł do sześciu medali. W Predazzo zadebiutowała wówczas Justyna Kowalczyk. W tej części dekady jednak tylko Adam bronił honoru Polski. Mieliśmy trzy złota, dwa srebra i jeden brąz. Na tym licznik się zatrzymał, bo w 2005 roku nasza osada nie wywalczyła żadnego medalu.

Siła zespołu

Rozwijamy się jednak z dekady na dekadę, tego nie można podważyć. W 2011 roku po raz pierwszy od 1974 roku, zdobyliśmy medale na mistrzostwach świata w dwóch dyscyplinach. Małysz sięgnął po swój ostatni brąz na normalnej skoczni w Oslo, a Justyna Kowalczyk przywiozła do kraju dwa srebra i jeden brąz. I mamy już cztery medale, choć tym razem skoki ustąpiły wyższości biegom. Dwa lata później w Predazzo, już bez Małysza, Kamil Stoch zdobywa tytuł czempiona na dużej skoczni a czwórka skoczków zdobywa pierwszy w historii narciarstwa klasycznego medal drużynowy – brązowy. Na tych samych mistrzostwach srebro wywalczyła Kowalczyk (bieg na 30 km). I już przebijamy pierwszą połowę pierwszej dekady, ponieważ mamy na koncie 7 medali. Rok później nadeszły błogie Igrzyska Olimpijskie w Sochi. Stamtąd przywozimy 3 medale, proszę państwa, wszystkie złote! Podwójny mistrz olimpijski Kamil Stoch, a Justyna Kowalczyk ze złamaną stopą pobiegła po złoto na 10 kilometrów klasykiem. Licznik wbija nam 10 ! Dziesięć medali w 4 lata – amazing. Czego można wymagać rok później, po tak wspaniałym sezonie olimpijskim? A no tradycja, zdaje się, narodziła się na stałe. Medale zdobywamy zarówno w biegach i skokach. Drużyna skoczków i para kobiet w sprincie – mamy dwa brązowe medale. Piotr Żyła, Klemens Murańka, Jan Ziobro, Kamil Stoch oraz Justyna Kowalczyk i Sylwia Jaśkowiec – tak właśnie podwoiliśmy liczbę naszych krążków. A ilu sportowców mamy z medalami? 10 lat temu jednego, a dziś aż dziewięciu…

A w Pucharze Świata siła

Adam Małysz eksplodując formą w 2001 roku, otworzył także pewną tradycję zdobywania sukcesów w Pucharze Świata. Sam w pierwszej połowie poprzedniej dekady, wywalczył trzy kryształowe kule (2000/2001, 2001/2002, 2002/2003). I zadbał, abyśmy mieli także jeden triumf w prestiżowym narciarskim turnieju (w wypadku skoków Turniej Czterech Skoczni, w biegach Tour de Ski) oraz jedno trzecie miejsce. Dziesięć lat później już ze wspaniałą Justyną Kowalczyk zdobywamy dwie kryształowe kule oraz dwa miejsca na podium. Kamil Stoch postanowił nie być dłużnym swojej koleżance i w sezonie olimpijskim zgrania Puchar Świata (rok wcześniej był trzeci). Trzeba pamiętać też, że Małysz na koniec kariery (2011) wywalczył trzecie miejsce w PŚ. Mamy zatem trzy kule i cztery miejsca na podium. Kowalczyk wygrała także w tej dekadzie trzy razy Tour de Ski.

Mamy dziś zatem masę dowodów, że narciarstwo klasyczne od kilku lat, jest dla nas gwarancją nie tylko fantastycznych emocji, ale przede wszystkim sukcesów. Nic zatem dziwnego, że Polska żyje tym, co dzieje się zimą. Kilkunastomilionowe widownie nie mogą się mylić. Skoro jednak podwajamy sukcesy, to może warto zrobić krok dalej i za 10 lat doliczyć do tego medale kombinatorów norweskich? Utopia? Nie sądzę.

Porównanie dekad w ilości medali

tabela1

Porównanie dekad w kolorach medali

tabela2

Źródło: Informacja własna / TVP

Mateusz Król
Obserwuj

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.