Po burzy zawsze wychodzi słońce… (felieton)

fot: pzn.pl
fot: pzn.pl

Dreszczowiec, thriller, z piekła do nieba, duże niespodzianki, wielkie powroty, bezpodstawne awantury i ogromne emocje – Kiedy pomyśle sobie o minionych mistrzostwach Świata w Falun w skokach narciarskich, to właśnie te hasła przychodzą mi jako pierwsze na myśl. Dwa tygodnie temu nikt nie pomyślał, że przeżyjemy taką huśtawkę emocji w wykonaniu naszych zawodników. Mówią, że po każdej burzy wychodzi słońce… dla naszej ekipy tak się właśnie stało. Zapraszam do przeczytania moich przemyśleń dotyczących Mistrzostw Świata w Falun w skokach narciarskich.

Swój felieton chciałabym zacząć od początku czyli od konkursu na skoczni normalnej. Oczekiwania kibiców rosły z minutę na minutę coraz bardziej. Niestety, presja nad zawodnikami rosła w tym samym albo i wyższym tempie. Nie wiem dlaczego my Polacy z każdych mistrzowskich imprez oczekujemy worku medali. Tak samo mieli niedawno piłkarze ręczni. Tylko, że piłkarze ręczni mieli papiery na to, że medal jest w ich zasięgu, a ten kto przyglądał się dokładnie osiągnięciom w obecnym sezonie naszych skoczków nie mógł spodziewać się cudów. Jedyna nadzieja była w Kamilu Stochu, który powrócił do rywalizacji po kontuzji, w świetnym stylu wygrywając konkursy Pucharu Świata. To on miał znowu sprawić radość polskim kibicom, miał znowu wywołać łzy wzruszenia na ich twarzy. I się zaczęło… „Kamil Stoch po treningach w Szczyrku w świetnej formie”, „Kamil Stoch jedzie do Falun po złoto”, „Kamil Stoch to nasza jedyna nadzieja na medal”, „Kamil Stoch… „ STOP!!! W pewnym momencie chciało się tak krzyknąć. Czy nie lepiej na ten czas przygotowań do mistrzostw zostawić ich w spokoju i nie dokładać im więcej? Cóż… niestety, praca mediów trochę na tym polega. Przecież takie tytuły jak powyżej zarobią na siebie najwięcej. Drugą stroną medalu jest to, że mogą robić niepotrzebne nadzieję i oczekiwania kibicom, a także nakładać presje na zawodników. Tymczasem przed pierwszymi treningami na normalnej skoczni balon został napompowany do granic możliwości…

I z hukiem pękł…

Oczekiwania w stosunku do dwukrotnego Mistrza Olimpijskiego możemy mieć duże. Tak samo powinni mieć Szwajcarzy w stosunku do czterokrotnego Mistrza Olimpijskiego – Simona Ammanna. Oczywiście popularność skoków narciarskich w Polsce i Szwajcarii jest nieporównywalna ale w końcu to Mistrz Olimpijski i z każdej imprezy powinien przywieźć medal! – tak by niektórzy kibice mogli odpowiedzieć. Nie bez przyczyny przywołałam w tym momencie nazwisko Simona Ammanna. On i Kamil Stoch w tym sezonie mieli swoje chwile grozy. Ammann zaliczył bardzo groźny upadek w Bischofshofen, a Stoch przeszedł w grudniu operacje kostki. Nagle okazało się, że występ na Mistrzostwach Świata w Falun dla jednego i drugiego stanął pod znakiem zapytania. Coś na co pracowali przez całe lato oddalało się od nich bardzo szybko. Wielkiego Mistrza poznajemy po tym jak wraca do Mistrzowskiej formy. Kamil wrócił do niej szybko i niestety właśnie w okresie Mistrzostw w Falun przyszedł moment zmęczenia. Simonowi Ammanowi zabrakło czasu aby mógł ustabilizować formę. Treningi w jego wykonaniu wypadły nie za specjalnie ale kwalifikacje należały już do niego. Ale powróćmy do naszej nadziei medalowej w Falun…

Kamil Stoch na skoczni (nie)normalnej od początku spisywał się słabo. Wtedy każdy mówił… spokojnie przecież w Sochi też pierwsze treningi mu nie wychodziły. W Sochi Kamilowi nie wyszedł tak naprawdę pierwszy dzień treningów,  później było już bardzo dobrze. Tutaj przełamanie przyszło w serii próbnej tuż przed konkursem, lecz nie trwało długo. Na skoczni (nie)normalnej nasz dwukrotny Mistrz Olimpijski zajął dopiero 17 miejsce ex aequo z Klemensem Murańką. W tym momencie balon pękł z niewyobrażalnym hukiem. No bo kto by się spodziewał, że najlepszym z Polaków będzie Jan Ziobro (8 miejsce), który zastanawiał się niedawno nad zakończeniem kariery, a Piotr Żyła w ogóle nie zakwalifikuje się do drugiej serii? Wśród kibiców zaczęło grzmieć, ale prawdziwą burzę wywołał wspomniany przed chwilą Jan Ziobro. Za chwilkę poruszę ten temat lecz teraz chciałabym się skupić nad medalistami z (nie)normalnej skoczni. Może na wstępie wyjaśnię Państwu dlaczego od tego akapitu zaczęłam pisać (nie)normalna skocznia z premedytacją. Skocznia normalna Lugnet ma parametry K90 i HS100. Rekord skoczni wynosi 96 metrów… Wow można by rzec (oczywiście sarkastycznie). Osobiście bardzo mi się nie podobał konkurs na niej. Ja już nie mówię o osiągnięciu wyniki powyżej 100 metrów ale dużo zawodników miało problem z przekroczeniem punktu K lub lądowało tuż za nim. A to już dla mnie jest nienormalne. Powracając do medalistów… Nowym Mistrzem Świata na skoczni normalnej został Rune Velta. I to on powinien dostać nagrodę w kategorii „duże niespodzianki” w moim osobistym plebiscycie. W żadnych przewidywaniach przed Mistrzostwami nie był stawiany w gronie faworytów, a już na pewno nie na normalnej skoczni. Jednak skoki narciarskie to sport nieprzewidywalny i takie niespodzianki zdarzają się dosyć często. Ale to jest piękno tego sportu. Nic nie jest do końca pewne. Na pewno Velta nie zdobył tego Mistrzostwa przez przypadek, tylko piękną i sportową walką z Freundem. Rune Velta z Falun wyjechał z kompletem medali ze wszystkich konkurencji. I to jest osiągnięcie! Severin Freund murowany kandydat do wygrania wszystkiego tym razem musiał obejść się smakiem. Lepszy okazał się od niego Norweg, ale on odpokutował sobie to w konkursie mieszanym i na dużej skoczni gdzie zdobył złoto. To samo co o Freundzie można by powiedzieć o Stefanie Krafcie. Był filarem i podporą Austriackiej drużyny. Najlepiej z nich zaprezentował się na skoczni normalnej i zdobył brąz. Kraft z Falun wyjechał z dwoma medalami – brązowym i srebrnym zdobytym w drużynie.

Burza, aż w Polsce grzmiało

Zapomnieć o wynikach ze skoczni normalnej. To był cel naszych reprezentantów przed konkursem na dużej skoczni. W pierwszych treningach jakby się to udało. Kamil Stoch rządził i dzielił. Piotr Żyła dotrzymywał naszemu Mistrzowi kroku. Dobrze prezentowali się Dawid Kubacki, Aleksander Zniszczoł i Klemens Murańka. Zdecydowanie najgorzej szło Janowi Ziobrze. Trener Łukasz Kruczek w zawodach mógł wystawić tylko pięciu zawodników i według zasady najgorszy odpada, był zmuszony odrzucić Ziobrę, który do końca o miejsce w składzie walczył ze Zniszczołem. Niestety, Jan Ziobro nie wziął tej decyzji „na klatę” tylko postanowił się wyżalić dziennikarzom z tego jak źle mu w kadrze, wywołując burze w środowisku skoków. Jednak należy zauważyć, że Jan Ziobro nie jest pierwszy, który postanowił opowiedzieć o jego stosunkach z trenerem Kruczkiem. Pierwszym, który zabrał głos był wielki nieobecny wśród Polskich skoczków – Maciej Kot. Już parę miesięcy temu dawał sygnały, że coś jest nie tak, że nie dogaduje się z trenerem. Rok temu to on był podporą drużyny na Igrzyskach Olimpijskich w Sochi, a od początku tego sezonu nie istniał. Tak samo było z Janem Ziobro, który w Falun przerwał milczenie. W kadrze jest konflikt. Nie wiadomo z jakiego powodu, ale ktoś kto jest za to odpowiedzialny powinien jak najszybciej ten ogień ugasić, bo już niedługo wszyscy się tak tam pokłócą i obrażą na siebie nawzajem, że nie będzie komu skakać. A to by mogło zachwiać jakiś fundament systemu skoków narciarskich w Polsce nieodwracalnie. Polscy kibice znowu zaczęli grzmieć na trenera Łukasza Kruczka, który ponownie w konkursie drużynowym dał wszystkim „hejterom” pstryczek w nos. W tym miejscu należy się zastanowić, czy ten sukces drużyny trochę nie przysłoni rzeczywistego stanu kadry A w tym sezonie? Osobiście uważam, że Łukasz Kruczek jest bardzo dobrym trenerem, wyśmienitym strategiem i dobrym organizatorem. Jednak tak sobie myślę, że dał sobie wejść na głowę naszym kadrowiczom i ta współpraca z nimi nie układa się tak jak powinna. Kamil Stoch po konkursie na dużej skoczni mówi, że jest przemęczony w wywiadzie dla TVP 1, a Łukasz Kruczek w wywiadzie dla Skijumping.pl mówi, że o zmęczeniu nie może być mowy! No to przepraszam Panie trenerze ale ktoś tutaj kłamię! W tej kadrze są potrzebne zmiany, trzeba wewnątrz niej przewietrzyć atmosferę, bo wszyscy się uduszą. Nawet dziennikarze, którzy czasem już nie wiedzą jak mają zadać pytanie byleby nie urazić naszych gwiazd. Napiszę krótko… Prezes Tajner po sezonie musi przemyśleć wiele spraw związanych z kadrą A, porozmawiać z zawodnikami i podjąć jak najlepszą decyzje dla nich. Powodzenia Prezesie.

Wracając do konkursu na dużej skoczni, zaskoczeniem nie było zwycięstwo Severina Freunda, który zdeklasował swoich rywali. Jego przewaga 22.3 pkt. jest największą przewagą uzyskaną między zwycięzcą konkursu nad drugim zawodnikiem na Mistrzostwach Świata! Za to zaskoczeniem był srebrny medal zawodnika, który nie mógł się obudzić w lepszym momencie. Nic, po prostu nic nie wskazywało na to, że Gregor Schlierenzauer może wyjechać z jakimkolwiek medalem z tych Mistrzostw. Na treningach i w zawodach na normalnej skoczni – skakał tragicznie, bez błysku, tak jakby od niechcenia. Seria próbna przed konkursem na skoczni HS134 też nie przewidywała nic dobrego. Aż tu nagle pierwsza seria i Gregor Schlierenzauer budzi się z jakiegoś snu zimowego, w który zapadł mniej więcej od Polskich konkursów. Skacze daleko i pięknie stylowo. Powrócił Gregor za dobrych dla niego lat! Ponieważ obserwuję go od dawien dawna, to wiedziałam, że nie puści już tego medalu. Gregor w wywiadach udzielonych po konkursie mówił, że musiał uwierzyć w siebie i w swoje umiejętności. Jak widzimy na tym przypadku, najczęściej u skoczków narciarskich zawodzi psychika. Przecież skakać potrafią, przygotowują się wiele miesięcy do sezonu. Muszą tylko uwierzyć w siebie i w swoje umiejętności. Ja dalej jestem pełna podziwu dla Gregora, że w ciągu paru minut potrafił obrócić wszystko na swoją korzyść. Na pewno wygrał w kategorii „wielki powrót” w moim prywatnym plebiscycie. Brąz przypadł w udziale Mistrzowi Świata z normalnej skoczni – Runie Velcie.

Najlepszym z Polaków był Piotr Żyła, który zajął 9 miejsce. Kamil Stoch zajął 12 miejsce. On już nie musi nam nic udowadniać, on tylko może. I chcę! Ale niestety, nic dwa razy się nie zdarza. Nasz Mistrz też może mieć swoje chwile słabości. My kibice musimy zawsze stać za naszymi idolami w dobrych i złych chwilach, a na pewno przyniosą nam jeszcze dużo radości i łez wzruszenia nie raz! W serii finałowej znalazło się jeszcze dwóch Polaków – Klemens Murańka (20 miejsce) i Dawid Kubacki (29 miejsce). Nieobecność w drugiej serii Aleksandra Zniszczoła musiało dać dużo satysfakcji Ziobrze, który odgrażał się, że Mistrzostwa się dla niego skończyły wraz z niepowołaniem go do konkursu na dużej skoczni. Ale też dało mu zielone światło do zajęcia miejsca w drużynie…

Z piekła do nieba…

Atmosfera wśród Polskich kibiców, jak i zawodników od czasu konkursu na dużej skoczni była bardzo napięta. Tylko medal w drużynie mógł uratować sytuacje. Niestety wyniki naszych zawodników nie napawały optymizmem. Przewidywano miejsce 4 lub 5. Mało tego! Mówiono, że to będzie sukces naszej drużyny! Jednak rzeczywistość okazała się dla nas cudowna! Chłopcy wykonali kawał dobrej roboty. Siedem dobrych, równych skoków (jeden mało udany) wystarczyło do wywalczenia brązowego medalu! To było to na co czekali nasi skoczkowie oraz kibice. Już dawno nie ekscytowałam się żadnym konkursem drużynowym jak tym. W drugiej serii nasi wspaniali lotnicy wspięli się na wyżyny swoich umiejętności. Odwrócili rzeczywistość trochę jak Gregor Schlierenzauer w konkursie indywidualnym na dużej skoczni. Łukasz Kruczek musiał bardzo zgłębić się w lekturę książki słynnego trenera Miki Kojankowskiego, który zawsze powtarzał „normal is enough” – „wystarczy normalnie”. Te powtarzane słowa naszym zawodnikom dały skutek w postaci medalu. Może też uratowało to trochę trenera Kruczka, przed kolejną falą krytyki. Zespół Norwegii po raz kolejny był najlepiej dysponowany. Prowadzili prawie od samego początku, 8 równych skoków, wygrali zasłużenie. Do drużyny Austrii nie straciliśmy wiele punktów. Istniała realna szansa na srebrny medal… ale w obecnej sytuacji cieszmy się z tego co mamy. Po burzy wyszło słońce dla tej drużyny. I oby im tak świeciło jak najdłużej!

Najwięksi przegrani

Jeszcze krótko chciałam napisać o największych przegranych minionych już Mistrzostw.

  1. Peter Prevc – Nikt chyba nie miał takiego pecha jak on. W konkursie na normalnej skoczni nie odegrał znaczącej roli. W konkursie na dużym obiekcie zajął 4 miejsce, przegrywając medal z Veltą o 1.1 pkt.. Słowenia w konkursie mieszanym zajęła 5 miejsce, a w drużynowym 6. Jak widać, Peter Prevc wyjedzie z Falun z pustymi rękoma. A jeszcze tydzień przed rozpoczęciem Mistrzostw szybował w Vikersund na 250 metr…
  2. Reprezentacja Słowenii – Po raz kolejny na imprezie rangi Mistrzowskiej zawiodła reprezentacja Słowenii. Tak samo było rok temu w Sochi, tak samo jest teraz. Goran Janus musi przemyśleć wiele kwestii żeby sytuacja nie powtórzyła się na nowo.
  3. Reprezentacja Niemiec – Dopiero 5 miejsce w konkursie drużynowym. To była porażka tej drużyny. Przypomnijmy, że Reprezentacja Niemiec prowadzi w Pucharze Narodów i na pewno więcej możemy od niej oczekiwać. Nawet fenomenalny Severin Freund (143 metry – skok podparty) nie dał rady dać tej drużynie lepszego miejsca. Zabrakło sześciu równych i dalekich skoków kolegów.

A następne Mistrzostwa Świata w narciarstwie klasycznym w 2017 roku w Lahti…

Mateusz Król
Obserwuj

2 thoughts on “Po burzy zawsze wychodzi słońce… (felieton)

  1. Wszystko ładnie pięknie, ale muszę przyznać, że nie powinno mówić się o tym, iż media nakładają presję na zawodników. To nie powinno mieć żadnego na nich wpływu. Zadaniem sztabu jest właśnie wpłynąć na to, aby zawodnicy byli pewni siebie i chętniej rozmawiali o swoich oczekiwaniach względem konkursów. Media mogą nakręcać zainteresowanie, co jest tylko korzystne dla tej dyscypliny, bo więcej ludzi obejrzy konkurs. Nie można przed konkursem z góry zakładać, że jak media są pewne sukcesu, to będzie porażka. Gdyby nie media przed rokiem, to nie byłoby 13 milionów widzów złota Kamila. Co za tym idzie? Mniejsze zainteresowanie sponsorów i co gorsza nowego pokolenia. Kto pójdzie za Stochem, którego nikt nie zna? Nasi muszą się nauczyć, że media zawsze będą nakręcać i muszą to wykorzystać, uczynić atutem, jak Austriacy! Budować pewność siebie!

    Co do trzeciego punktu przegranych… Freund też zawiódł w drużynówce. Niestety, ale jego pierwszy skok właściwie pozbawił ich już po pierwszej rundzie szans walki o medal w drugiej. On miał odrobić stratę, a jeszcze ją pogłębił. Bywa!

    Świetny wpis!

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: