Pierwsza mistrzyni świata w skokach krytykuje FIS i MKOl. “Kobiety wciąż muszą walczyć” [wywiad]

Źródło: Youtube.com

W swoim życiu wygrała złoto mistrzostw świata jako pierwsza w historii. Jednak w pamięci kibiców skoków narciarskich zapisała się także jako jedna z tych, które twardo walczyły o udział skoczkiń w igrzyskach. Dzisiaj Lindsey Van twierdzi, będąc już na sportowej emeryturze, że kobiety wciąż muszą zabiegać o równość w tym sporcie. – Myślę, że tak było zawsze i tak już pozostanie… – mówi w rozmowie z nami. 

Źródło: Youtube.com

Mateusz Król: Jak się masz? Mam nadzieję, że jesteś zdrowa, bo żyjemy w trudnych czasach…

Lindsey Van: Mam się dobrze. Mieszkam aktualnie w Park City, sprzedaję nieruchomości, dużo trenuję i tu głównie mogę sporo powiedzieć o narciarstwie biegowym. Mieszkam z dwoma kotami, lubię jeździć na rowerze i wciąż uprawiać narciarstwo.

A zatem wciąż jesteś blisko sportu.

Tak, bardzo blisko. Zawsze oglądam i to nie tylko skoki narciarskie, ale także wyścigi w biegach narciarskich. Właściwie wszystkiego po trochę.

Ile razy po zakończeniu kariery pojawiłaś się na skoczni, aby polecieć jeszcze raz?

Nie oddałam żadnego skoku od końca mojej kariery. Wszystko dlatego, że moja przygoda ze skokami narciarskim zakończyła się przez groźną kontuzję kolana. Nie jestem zatem zdolna do skakania.

A kiedy oglądasz swoje koleżanki po fachu w telewizji, to nie żałujesz, że zakończyłaś przygodę? 

Nie, nie podchodzę do tego w ten sposób. Skakałam przez około 20 lat i myślę, że to był dobry czas na zakończenie kariery. No wiesz… miałam 30 lat, kiedy odwiesiłam narty na kołek. Wówczas moje ciało miało już dość i musiałam zrobić coś innego, więc udałam się na studia i ukończyłam uniwersytet w Utah. Wybrałam kierunek Nauk o Sporcie i Kinezjologii. Naprawdę nie żałuję, że nie mogłam pozostać w tym sporcie. Skakania miałam w swoim życiu już dużo.

W tym sezonie niestety nie masz zbyt wielu okazji, aby podziwiać swoje koleżanki… jak ty oceniasz to, co stało się z kalendarzem Pucharu Świata tej zimy?

Cóż, to było naprawdę nieprzyjemne widzieć tak wiele zawodów kobiet, które zostały odwołane i nie zostały przełożone. Ciężko jest nie zauważyć, że FIS jest w stanie bardzo łatwo zmienić harmonogram mężczyzn, a potem nawet nie próbuje robić tak w przypadku zawodów kobiet. Tak, to jest frustrujące, ale cieszę się, że znowu jest możliwość skakania.

Co myślisz o organizatorach Pucharu Świata, którzy przejmują odwołane konkursy mężczyzn, a nie kuszą się na zaproszenie kobiet? Mamy taką sytuację w Polsce, a przecież uchodzimy teraz za kraj „kochający skoki narciarskie”.

Byłoby wspaniale widzieć, że organizatorzy chcą gościć zarówno mężczyzn, jak i kobiety w tym samym miejscu w ten sam weekend. Nie wiem dlaczego tego nie robią. Wydaje się to sposobem na zaoszczędzenie pieniędzy i ułatwienie planowania wszystkiego, a w dodatku trzeba płacić działaczom tylko raz. To ma dla mnie sens, oczywiście, ale to się nie dzieje, bo prawdopodobnie to kosztuje, a oni nie chcą wydawać pieniędzy na organizację innych zawodów.

Byłaś kiedykolwiek w Polsce?

Tak, skakałam w Zakopanem, ale to tyle.

Minęło tyle lat, a wydaje się, że kobiety wciąż muszą walczyć o swoją pozycję w świecie skoków narciarskich. Zgadzasz się z tą tezą? Dlaczego tak się dzieje?

Jak najbardziej zgadzam się z tym. Kobiety w tym sporcie wciąż muszą z czymś walczyć, jakby wszystko musiało być pod górę i nic nie przychodzi im łatwo. Myślę, że tak było zawsze i tak już pozostanie… Oczywiście widzę rzeczy, które się zmieniają, ale jest ich niewiele i dzieje się to powoli. FIS wprowadza zmiany dopiero po fali krytyki. Dopóki nie otrzymają złych komentarzy i artykułów, to nic nie zmieniają sami.

Maren Lundby najgłośniej wyraża swoje zdanie. Pragnie chociażby lotów narciarskich. Czy ty miałaś okazję kiedykolwiek lecieć na nartach?

Jasne, miałam okazję skakać dwukrotnie na obiekcie w Vikersund. To było w 2004 i 2009 roku, czyli jeszcze przed tą modernizacją, która powiększyła skocznię. Mój rekord wynosi 171 metrów i uzyskałam taką odległość w 2004 roku.

Od skoku 200-metrowego Danieli Irachko-Stolz minęło już prawie 18 lat, a kobietom wciąż nie pozwala się na konkurowanie na skoczniach narciarskich do lotów. Jak ty podchodzisz do tego tematu? Dlaczego tak się dzieje?

Chciałbym oglądać kobiety latające na nartach. Myślę, że powinny mieć taką szansę. Nie wiem dlaczego nie wolno im latać. Wiem, że wymyślą zawsze kilka powodów, dla których to jest niebezpieczne, ale nie jest bezpieczne dla nikogo, więc nie rozumiem. Myślę, że oni to wprowadzą w końcu. Mam nadzieję, że to pójdzie po myśli społeczności skoków, a FIS i organizatorzy będą wspierać to wszystko, ponieważ wszyscy wiedzą, że te kobiety są wystarczająco dobre i powinny mieć taką możliwość. To, że nie chcą tego umożliwić i mówią, że kobiety nie potrafią, to jest okropne. Bardzo mnie to denerwuje, bo ja miałam okazję latać, a teraz nikt nie ma szansy latać na nartach od 2009 roku. To bardzo długi czas bez żadnego postępu w tym względzie. Zdecydowanie chciałbym to zobaczyć.

Pytam o to Ciebie, bo przecież ty dobrze wiesz, jak to jest walczyć z wiatrakami. Ile emocji kosztowały Cię te batalie? Możesz nam trochę przybliżyć, jak wyglądała Wasza walka o igrzyska w Vancouver? Tam się nie udało, jak zareagowałyście?

Wiesz, to była ciężka i emocjonalna walka. Trzeba było stoczyć polityczną bitwę o równość w moim sporcie. To nie jest zabawne. To jak druga praca w pełnym wymiarze godzin, kiedy próbujesz być sportowcem wyczynowym. Tak, Vancouver nie wyszło… Powiem ci szczerze, że tak naprawdę nie sądziłam, że tu  trzeba będzie przechodzić przez proces, aby pokazać, że nie jest zgodne z prawem, by nas tam zabrakło i sędzia zgodził się, ale nie mógł zmusić Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego do niczego. Jednak po tym było wystarczająco dużo negatywnych artykułów na temat MKOl i FIS, że wreszcie wprowadzili konkurs kobiet do programu następnych igrzysk olimpijskich, więc ta walka zadziałała na następne igrzyska, ale nie na 2010.

A nie masz takiego poczucia, że taką decyzją pozbawiono cię złota igrzysk olimpijskich? Startowałaś w Soczi, ale to właśnie w okresie Vancouver byłaś w najlepszej formie…

Tak, prawdopodobnie moje największe szanse na ten medal, były właśnie w 2010 roku. Tylko to nie było coś, o czym myślałam. Chciałam tylko mieć okazję, aby konkurować z innymi zawodniczkami na igrzyskach. Na pewno największe szanse medalowe miałabym w Vancouver, ale ostatecznie cieszę się, że powoli, ale dopięłyśmy swego i kobiety mogą startować w igrzyskach.

Daniela Iraschko-Stolz powiedziała niedawno, że ona – spośród prekursorek –przetrwała do teraz i wie, co to znaczy utrzymywać się ze swojej pasji. Jak sytuacja wyglądała u Ciebie? Trudno było skakać na nartach i zarabiać na życie?

Och, na pewno ciężko było zarobić wystarczająco dużo pieniędzy jako zawodowa skoczkini narciarska, zwłaszcza tutaj, w Stanach Zjednoczonych. Nawet  przez ostatnie 10 lat mojej kariery zarabiałam ledwo wystarczająco dużo pieniędzy, aby przeżyć. Śledzę teraz skoki i jest trochę lepiej, ale myślę, że FIS musi również podnieść nagrody pieniężne dla kobiet. Daniela jest jedyną osobą z naszego pokolenia, która startuje i uwielbiam patrzeć, jak skacze, ponieważ wciąż jest tą samą osobą. No wiesz, znam Danielę od 1997 roku, kiedy zaczęłyśmy razem rywalizować, więc obserwowanie jej kariery od tamtego momentu do dziś, jest naprawdę zabawne.

Teraz na mistrzostwach świata w Oberstdorfie kobiety wreszcie powalczą o cztery komplety medali. Na igrzyskach na razie zanosi się na to, że dojdzie jedynie konkurs mieszany. Czy MKOl wciąż jest nieprzekonany do skoków narciarskich kobiet?

Oj tak, widzę, że oni ruszają się ze wszystkim bardzo powoli. Wolałabym jednak zobaczyć zawody na dużej skoczni zamiast konkursu mieszanego… Nawet konkurs drużynowy kobiet powinien być wprowadzony szybciej od mieszanego! Myślę, że robią to w złej kolejności. Najpierw powinni wprowadzić dużą skocznię, a potem konkurs drużynowy. Jestem jednak bardzo podekscytowana konkursem na dużej skoczni oraz medalową rywalizacją w tegorocznych mistrzostwach świata.

 Chciałbym teraz wrócić do Liberca. Tam zapisałaś się na kartach historii sportu, kiedy zostałaś pierwszą mistrzynią świata w skokach narciarskich kobiet. Pamiętasz, jakie uczucia Tobą targały, kiedy stałaś na podium i grali Twój narodowy hymn?

To był naprawdę wspaniały moment w mojej karierze. Mistrzostwa świata były niezwykłe, a zostać pierwszą mistrzynią… to było niesamowite. To było trochę tak, jakby nagle wszystko ze mnie zeszło.

Miewasz sny o tych pięknych chwilach w sporcie?

Czasami miewam sny związane ze skokami, ale tak naprawdę nigdy nie udaje mi się w nich skoczyć. Zawsze jest coś nie tak z moim sprzętem lub coś w tym stylu. Chciałabym śnić o kompletnym skoku, ale głównie zdarza mi się panika, bo mój sprzęt się zepsuł, albo jest niegotowy. To jest dziwne…

Jak się mają aktualnie amerykańskie skoki? Ty zdobyłaś pierwsze w historii złoto mistrzostw świata, Sarah Hendrickson sięgnęła po pierwszą Kryształową Kulę… ale bądźmy szczerzy, nie widać waszych następczyń.

Niestety, ludzie skaczący teraz nie są w stanie być na tym samym poziomie. Mam nadzieję, że wkrótce będzie kogo oglądać. Chociaż brakuje tu osób, które mogłyby kibicować. Mam nadzieję, że to się odwróci i trochę osób powróci. Teraz jest trochę tak, jakby wszyscy starsi ludzie przeszli na emeryturę, a nowe pokolenie nie jest na tym poziomie. Mam jednak nadzieję, że dojdą do tego, bo chcę ich oglądać.

W Stanach Zjednoczonych przysięgę złożył niedawno nowy prezydent. Jak podchodzisz do tej zmiany i czy jesteś z tych osób, które chętnie biorą udział w wyborach?

Tak, cieszę się, że mamy nowego prezydenta, o wiele bardziej stabilną opcję niż wcześniej… to wszystko robiło się trochę szalone, więc fajnie jest mieć tam kogoś normalnego. Nie będzie potem tak, że włączasz wiadomości i zastanawiasz się, czy to jest reality show (śmiech)… więc cieszę się, że Biden jest prezentem, a Harris wiceprezydentem. To jest świetne dla kobiet, praw kobiet i równości. To wszystko, czego teraz potrzebujemy w tym kraju, więc mam nadzieję, że im się powiedzie.

Tak myślałem, że wybranie kobiety na wiceprezydenta – pierwszy raz w historii Stanów Zjednoczonych – to będzie dla Ciebie szczególnie ważne.

Tak, to wielka sprawa i pokazuje, że kobiety są bardzo zdolne i musimy dać im więcej możliwości na stanowiskach władzy.

To jeszcze na koniec… komu aktualnie kibicujesz w skokach narciarskich? Możesz wskazać kobiety i mężczyzn. O ile śledzisz poczynania tych drugich.

Oczywiście! Oglądam skoki w każdy weekend. Trudno jest mi wskazać jedną moją faworytkę. Bardzo lubię Eirin [Maria Kvandal], to nowe nazwisko w czołówce. Ona skacze bardzo dobrze i zapowiada się fajna walka z Maritą Kramer z Austrii. Oczywiście trzymam kciuki za Danielę, bo znam ją… od zawsze (uśmiech). Jednak dla mnie oglądanie każdej dziewczyny to spora frajda… Jeśli chodzi o skoki mężczyzn, to kibicuję Kamilowi Stochowi. Lubię też tego nowego… S…

Jakiej narodowości?

Z Polski!

Andrzej Stękała?

Tak! On jest naprawdę dobry. Może być jeszcze lepszy, ale ma jeszcze problemy w drugim skoku. Mam nadzieję zobaczyć jego dwa dobre skoki. Kibicuję mu! Lubię, kiedy nowe twarze pojawiają się w czołówce i radzą sobie świetnie. Trzymam wtedy za nich kciuki.

Mateusz Król
Obserwuj