Pechowy start jednego z najlepszych sprinterów świata. “Czuję się trochę sfrustrowany”

fot. M. Rudzińska

Lucas Chanavat ma za sobą dość nieudany początek sezonu. Francuz, który jest obecnie jednym z najlepszych sprinterów na świecie, ani razu nie ukończył zmagań na podium. W finale był tylko raz. 26-letni zawodnik w rozmowie z naszym portalem mówi o trudnościach, pechu, obecnej dyspozycji i swoich celach. Odnosi się także do decyzji Norwegów oraz sytuacji związanej z koronawirusem. 

fot. M. Rudzińska

Frustrujący początek

Początek zimy 2020/2021 był sporym wyzwaniem dla lidera francuskich sprinterów. Lucas Chanavat zmagał się z niejednym problemem. Najpierw pech, potem błędna taktyka, aż w końcu nieco słabsza dyspozycja. Efekty są takie, że do tej pory nie widzieliśmy 26-letniego zawodnika w walce o te najwyższe z najwyższych lokat. Chanavat co prawda raz awansował do finału sprintu, lecz tam nie odegrał znaczącej roli (ostatecznie zajął szóste miejsce). Pozostałe wyniki? 14., 17. i 6. pozycja.

Finalista rywalizacji sprinterskiej podczas mistrzostw świata w Seefeld w rozmowie z nami nie ukrywa, że początek sezonu wpłynął na jego samopoczucie. – Czuję się trochę sfrustrowany po pierwszej części Pucharu Świata. Straciłem wiele możliwości do osiągnięcia świetnych wyników z różnych powodów. Dobra rzecz jest taka, że byłem bardzo mocny fizycznie w Davos (nie miałem szczęścia z powodu nieuniknionego wypadku) i Dreźnie. Zła to taka, iż ani razu nie zdołałem złapać dobrych okazji i być w odpowiednim miejscu – przyznaje piąty zawodnik w klasyfikacji sprinterskiej sezonu 2019/2020.

Klasyczna Ruka, pechowe Davos, pasywne Drezno

Sezon rozpoczął się od sprintu stylem klasycznym w Ruce. To właśnie ta konkurencja będzie rozgrywana podczas mistrzostw świata w Oberstdorfie. Lucas Chanavat zajął w Finlandii czternaste miejsce. – Byłem dość usatysfakcjonowany z mojej formy klasycznej w Ruce. Błędem okazało się położenie zbyt dużej ilości wosku, co znacznie spowolniło ślizg. Poza tym to była dobra droga do przetarcia szlaków przed MŚ – tłumaczy reprezentant Francji.

Dwukrotny zwycięzca zawodów najwyższej rangi w poprzednim sezonie miał dużo pecha podczas zmagań w Davos. Tam Chanavat upadł w ćwierćfinale i zajął ostatecznie siedemnastą lokatę. To był dla niego trudny czas. – Trochę się z tym borykałem i zajęło mi sporo czasu, aby uwolnić się z frustracji – mówi czołowy sprinter. – To szczególnie trudne, kiedy masz swój dzień i wiesz, że możesz wygrać, jeśli nic się nie wydarzy. Forma była jednak dobra. Powrót do przygotowań na kolejne wyścigi pomógł mi pozbyć się złych emocji – dodaje.

W Dreźnie biegacz pochodzący z Le Grand-Bornand ponownie wyglądał świetnie. W eliminacjach okazał się zdecydowanie najlepszy, a i ćwierćfinał przeszedł z dużym spokojem. Niestety, w półfinale 26-latek nie wywalczył miejsca w czołowej dwójce, a uzyskany na mecie czas okazał się zbyt słaby. Czego zabrakło Lucasowi? – W Dreźnie tak samo forma była bardzo dobra, ale byłem zbyt pasywny w półfinale i w ogóle nie atakowałem, aby zachować energię na finał. To był błąd ze względu za zbyt słaby czas – powraca do zmagań w Niemczech.

Słabsza forma w Tour de Ski

Potem przyszedł czas na rywalizację w piętnastej edycji cyklu Tour de Ski. Tam w eliminacjach Lucas Chanavat wyglądał nieco słabiej, ale ostatecznie zdołał po raz pierwszy w tym sezonie awansować do finału. W Lenzerheide ponownie nie nawiązał jednak walki o podium i uplasował się na szóstej pozycji. Okazuje się, że tym razem była to kwestia nie najlepszej dyspozycji. – Miałem pewne trudności podczas treningów po startach w Dreźnie, więc nie miałem tej samej formy, co w poprzednich zawodach, kiedy przyjechałem do Val Mustair – przyznaje zawodnik w rozmowie z nami.

Jeden z najszybszych biegaczy świata mimo wszystko czuł zadowolenie ze swojego występu w pierwszym etapie touru. – Byłem usatysfakcjonowany z mojej postawy, ponieważ nie miałem zbyt dobrego dnia pod względem dyspozycji fizycznej, szczególnie w finale. Na ten moment ten finał był naprawdę dobry. Obecnie przygotowuję się do kolejnej części sezonu, a przede wszystkim do mistrzostw świata. Mam dobre nadzieje związane z powrotem w najwyższej formie na kolejne starty – zapewnia.

Bezpieczeństwo w czasach pandemii

Trudno przy rozmawianiu rywalizacji nie wziąć pod uwagę sytuacji związanej z pandemią koronawirusa. Co w tym czasie jest najtrudniejsze dla sportowca? – Brak publiczności jest znaczną różnicą, kiedy przychodzi do rywalizacji. Jeśli chodzi o resztę, największym ograniczeniem są testy PCR, które musimy wykonywać dość regularnie. To jednak nie jest jakaś wielka sprawa. Jesteśmy dość uprzywilejowani, żeby być w stanie rywalizować prawie tak jak zazwyczaj. Nie mamy nic do zarzucenia, kiedy każdy wokół nas robi świetną robotę, aby zapewnić nam bezpieczeństwo – komentuje Chanavat.

Norwegów trochę brakuje

Lucas odniósł się także do decyzji Norwegów. Przypomnijmy, że nie startują w zawodach najwyższej rangi od Ruki. Według młodzieżowego mistrza świata każdy samodzielnie musi podjąć decyzję i pomyśleć, co jest najbardziej słuszne. Jednocześnie brakuje mu zmagań z norweskimi rywalami. – Myślę, że każdy ma swoją własną opinię na temat koronawirusa i każdy potrzebuje zrobić to, co czuje. Oczywiście kiedy przychodzi czas na rywalizację, zdecydowanie wolę, gdy każda nacja bierze udział. Muszę powiedzieć, że w sytuacji, kiedy nie każdy staje na starcie, trudniej mi o utrzymanie motywacji na wysokim poziomie – przyznaje.

W środowisku biegaczy pojawiły się opinie, że jeśli chodzi o reprezentację Norwegii, to może nie być kwestia koronawirusa. – Mamy swoje podejrzenia. Ich budżet w głównej mierze opierał się na wsparciu firm, które przed Covid-19 mocno cierpiały – mówił nam Maciej Staręga. Chanavat nic jednak nie wie na ten temat. – Nie mam o tym zielonego pojęcia. Myślę, że zrobili to, co było dla nich najlepsze – uznaje.

Udane przygotowania

Wiele słyszy się także o wpływie pandemii na przygotowania. Francuz w rozmowie z naszym portalem przyznaje, że podczas obozów on i cały zespół starali się zachowywać tak, jak wcześniej. Efektem były dobre treningi. – Sądzę, że przygotowania przebiegły nam bardzo dobrze. Nie myśleliśmy zbyt dużo o obecnej sytuacji, a w tym samym czasie byliśmy bardzo ostrożni. Cały francuski zespół zrobił dobrą robotę – opisuje.

Na czym podczas obozów treningowych skupił się dwudziesty drugi zawodnik ubiegłego sezonu? Jak przebiegły przygotowania z jego perspektywy? – Zrobiłem nieco więcej godzin niż w poprzednich latach, ale oprócz tego nie było zbyt wielu zmian. Koncentrowałem się na tych samych rzeczach co zwykle – technice, intensywności i robieniu po prostu dobrych oraz wartościowych treningów – stwierdza Chanavat.

Podczas przygotowań latem na portalach społecznościowych mogliśmy zauważyć, że Lucas Chanavat trenował z obecnie najlepszym sprinterem świata Johannesem Klaebo. – Nie miałem zbytnio ustalonych celów na te treningi. Wspólnie w tym samym czasie byliśmy w Sognefjellet w Norwegii, więc wykorzystaliśmy okazję, aby wykonać kilka wspólnych jednostek treningowych – opowiada Francuz.

W Oberstdorfie indywidualnie i drużynowo

Sprint na mistrzostwach świata w Oberstdorfie zostanie rozegrany dokładnie za czterdzieści jeden dni. Dla zawodnika, który już dziewięć razy stawał na podium zawodów najwyższej rangi, impreza w Niemczech to najważniejszy moment sezonu. Jednak nie tylko start indywidualny mu w głowie. – W Oberstdorfie moim głównym celem jest sprint indywidualny na równi z drużynowym. Chcę powrócić do szczytu formy i powalczyć o zwycięstwo – przyznaje.

Jakie są trasy w Niemczech dla Lucasa Chanavata? – W tamtym roku były naprawdę trudne, więc je nieco zmienili. Myślę, że nowa wersja będzie bardziej mi pasować. Nie mogę się już doczekać walki! – zakończył.

Źródło: informacja własna