Ostra reakcja Kowalczyk-Tekieli! Dyrektor murem za prezesem. “Metody jak u juniorów”

fot. PZBiath

Sprawa dotycząca wyboru nowego prezesa Polskiego Związku Biathlonu nabiera tempa i rozgłosu. Na bardzo mocny komentarz zdecydowała się Justyna Kowalczyk-Tekieli. Dyrektor sportowa w rozmowie z Onet Sport nie kryje negatywnych emocji wobec braku poparcia kandydatury Zbigniewa Waśkiewicza na kolejną kadencję. Uważa to za ogromny błąd. Jednocześnie krytykuje działania dotychczasowego trenera kadr narodowych Adama Kołodziejczyka. 

fot. PZBiath

We wtorek informowaliśmy was o wynikach wyborów na nowego prezesa Polskiego Związku Biathlonu. Prof. Zbigniew Waśkiewicz, który był jedynym kandydatem na to stanowisko, nie otrzymał poparcia większości delegatów. Zawodnicy i członkowie sztabu, chcąc wyrazić zaniepokojenie, skierowali list do działaczy i zarządu.

Stanowczość dyrektor sportowej

Wśród podpisów umieszczonych pod treścią listu znalazło się nazwisko Kowalczyk-Tekieli. Dyrektor sportowa związku postanowiła pójść o krok dalej i powiedzieć, jak to wszystko wygląda z jej perspektywy. W wywiadzie z Kamilem Wolnickim, dziennikarzem Onet Sport, wyjaśnia, dlaczego prof. Waśkiewicz powinien dalej być naczelnym polskiego biathlonu. Na samym początku potwierdza to, co słyszeliśmy już wcześniej (że mogą pojawić się głosy sprzeciwu wobec Waśkiewicza).

– Były sygnały już wcześniej, że jednogłośnej decyzji nie będzie, ale ja i zawodnicy byliśmy spokojni o wynik. Jesteśmy więc zaskoczeni. Tym bardziej że profesor nie zyskał odpowiedniego poparcia, a nie pojawił się nowy kandydat. Planu żadnego nie przygotowano. Zrobiło się nerwowo, a sytuacja jest słaba – stwierdza. – Nie widzę w środowisku osoby, która potrafiłaby tak jak profesor pozyskiwać środki z ministerstwa, od sponsorów i z IBU. Byłam na kilku takich spotkaniach i jestem pod ogromnym wrażeniem. To wymaga wieloletniego doświadczenia i obycia – dodaje. 

Kołodziejczyk w ogniu krytyki

Justyna w wywiadzie podkreśla, że dotychczasowy prezes nie jest idealny. Nieraz dochodziło między nimi do sporów, trudnych rozmów. Profesor umiał jednak wysłuchać tego, co ma do powiedzenia była biegaczka narciarska, która zaangażowała się nie tylko w koordynowanie samą dyscypliną, ale też pomoc zawodnikom w uzyskaniu jak najlepszej formie biegowej, jak najefektywniejszej techniki. 

Przeciwieństwem Waśkiewicza, według Kowalczyk-Tekieli, jest Adam Kołodziejczyk. Jak mówi dyrektor sportowa, od początku wiedziała, że nasi zawodnicy mają po igrzyskach. A to była dopiero wiosna. – Jego [Adama Kołodziejczyka – przyp.red.] poglądy już na wstępie były dla mnie tak abstrakcyjne, że nie widziałam żadnego sensu w tej dyskusji. Tak małe obciążenia treningowe, jakie on stosuje, nasi rywale aplikują juniorom młodszym – ostro komentuje metody jednej z najbardziej rozpoznawalnych postaci krajowego biathlonu. 

Na tym 39-latka nie zakończyła. – Nie chcę, żeby trenerzy, za których odpowiadam, musieli się tłumaczyć z tego, co robią co minutę, a ich zawodnicy byli co chwilę poddawani sprawdzianom lekkoatletycznym, bo tak lubi jeden człowiek. Wiosna i lato to czas harówki, dużej pracy wytrzymałościowej, a nie ciągłych badań pułapu tlenowego. A efekt tych ciągłych testów i testów jest taki, że wszystko się zgadza w Excelu, ale zimą narzekamy na brak wyników i tłumaczymy się tym, że jest zimno – mówi. 

Niechęć do zmian

Jak się wydaje, to właśnie po sezonie olimpijskim wpłynęły na niechęć skierowaną w stronę prof. Zbigniewa Waśkiewicza. Przede wszystkim zrezygnowano ze wspomnianego już Kołodziejczyka, który, wraz z Agnieszką Cyl, przyczynił się do fatalnego sezonu olimpijskiego w wykonaniu biało-czerwonych zawodników. 

– Pod moim wpływem prezes zrezygnował z usług trenera Adama Kołodziejczyka i stawiam, że to on był motorem tej całej rewolucji. Uważam, że to błąd. Związek funkcjonował dobrze. Mówimy o organizacji, która ostatnio nie miała sukcesów, a prezes i jego drużyna potrafili zadbać o fundusze, mamy dodatni bilans, pojawiły się dwie nowe strzelnice, poukładaliśmy wszystko na nowo z trenerem z Norwegii i dwoma serwismenami z Estonii. To nie są małe pieniądze, a jednak się znalazły – zaznacza dwukrotna mistrzyni olimpijska. 

Jak też czytamy w cytowanym wywiadzie, Justyna Kowalczyk-Tekieli nie widzi pozytywnie składu nowego zarządu, który został już wybrany na kolejną kadencję. – Samo to, że w nowym zarządzie nie ma przedstawiciela największego klubu biathlonowego w Polsce, którego zawodnicy dominują w kadrach i wszelakich klasyfikacjach, jest co najmniej dziwne. Byłam na kilku obradach w poprzednim sezonie, słuchałam poglądów i pomysłów, stąd moje zdanie – podsumowuje.

Prawdopodobnie będzie więc tak, że Kowalczyk-Tekieli odejdzie wraz z wyborem następcy Waśkiewicza.

Źródło: Onet Sport/informacja własna