Ostatnia szansa dla skoków narciarskich w Hiszpanii?

fot. screenshot file Temps de Neu

fot. screenshot file Temps de Neu

Barcelona dwukrotnie wycofywała się ze starania o Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Teraz prawdopodobnie spróbuje powalczyć o organizację tej imprezy w 2030 roku. Zdaniem niektórych to może oznaczać nadanie życia skokom narciarskim w Hiszpanii.

Chociaż dzisiejszym kibicom skoków narciarskich trudno to sobie wyobrazić, to w Hiszpanii naprawdę skakano kiedyś na nartach. Wbrew pozorom nie mówimy wcale o czasach starożytnych. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych byli zawodnicy, którzy trenowali tę dyscyplinę. Później jednak nadszedł nadspodziewany brak zainteresowania i rozwiązano sekcję w La Molina, bo właśnie w tym miejscu działała niegdyś skocznia, na której rozgrywano zawody. Archiwalne zapiski z gazet donoszą, że pierwsze skoki oddawano tam na początku drugiej dekady XX wieku. La Molina była wówczas dobrze znany ośrodkiem narciarskim. Oficjalne otwarcie obiektu Font Canaleta odnotowano jednak dopiero w 1934 roku. Wtedy na skoczni pojawił się nawet słynny Sigmund Ruud, wówczas już jako olimpijczyk i medalista. Norweg ustanowił w inauguracyjnym skoku rekord wynoszący 38 metrów. Niestety, początek hiszpańskiej wojny domowej w 1936 roku, po której nastąpiła II Wojna Światowa, oznaczały dla obiektu zatrzymanie rozwoju.

Działalność Font Canateli wznowiono dopiero w 1958 roku. Piętnaście lat później wybudowano zupełnie nowy obiekt, którego wielkość wynosiła 35 metrów. W 1978 roku zdecydowano się na postawienie większej skoczni. Jej rozmiar wynosił ostatecznie 70 metrów. W rejonie Półwyspu Iberyjskiego na próżno było szukać drugiego takiego obiektu. Pierwszy oficjalny skok oddał kataloński skoczek narciarski Ángel Janiquet Tamburini. Było to 25 marca 1979 roku. Zawodnik ten w swojej książce “En un salto” stwierdził, że skocznia nie zachwycała wyglądem. Hiszpanie twierdzą nawet, że ​​lata 70. i 80. ubiegłego wieku były złotym okresem dla skoków ze w La Molinie. Baza utworzona przez młodych ludzi dla zawodników w różnych kategoriach wiekowych była wystarczająca, aby zapewnić dobre wyniki. Największy dowód na to to udział trzech zawodników w Zimowych Igrzyskach w Sarajewie w 1984 i 1988 roku w Calgary.

Gdy nadeszły lata 90., sytuacja w La Molina zaczynała być nieco niepewna. W 1992 r. odbył się ostatni Puchar Króla. Latem 1995 roku 70-metrowa trampolina Font Canaleta wciąż była nowoczesna i wyposażona w igielit. Historia skoków narciarskich w tym rejonie urywa się nagle w roku 1996. Dla Federacji Hiszpańskiej skoki były zbyt nordyckie a w kraju było niezbyt możliwości do rozwoju. Nadzieja na powrót skoków pojawiła się w momencie, kiedy Barcelona zaczęła mówić o chęci organizacji igrzysk. Mowa była początkowo o roku 2022 a następnie o 2026. Oba projekty upadły. Ten ostatni ze względu na to, żeby skupić się mocniej na kandydaturze na cztery lata później. W każdym razie media katalońskie zauważają, że to ostatnia szansa, na przywrócenie życia skokom narciarskim w tym rejonie. Pierwotne plany zakładały, że w ramach budowy infrastruktury olimpijskiej, powstać mają trzy skocznie. Najprawdopodobniej skoki podczas igrzysk gościły by właśnie w La Molinie. Trzeba jednak jeszcze poczekać na decyzję w tej sprawie. O ile Barcelona znów się nie wycofa.

Źródło: lugaresdenieve.com

Mateusz Król
Obserwuj

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.