Od juniora do seniora. Na przebieg kariery nie ma żadnego schematu

fot: M. Rudzińska

Justyna Kowalczyk i Marit Bjoergen – niepozorne przyszłe gwiazdy

Justyna Kowalczyk Alpe Cermis
fot. youtube.com

Trudno to sobie wyobrazić, ale ani Justyna Kowalczyk, ani Marit Bjoergen nie błyszczały podczas juniorskiego czempionatu. Polka z tej imprezy ma na swoim koncie jedno srebro w sprincie dowolnym. Norweżka wywalczyła na MŚJ w 1999 i 2000 roku dwa brązowe krążki, oba w biegach sztafetowych. Bjoergen indywidualnie na tej imprezie najwyżej była ósma. Kowalczyk z kolei, oprócz wicemistrzostwa w sprincie stylem dowolnym wywalczonym w 2003 roku, tylko jeszcze raz wchodziła do dziesiątki Mistrzostw Świata Juniorów. W tym samym sezonie zajęła 5 miejsce na 5 kilometrów stylem klasycznym.

Musiało minąć trochę czasu, żeby oglądać Justynę i Marit w ścisłej czołówce Pucharu Świata. Reprezentantka biało-czerwonych po medalu z 2003 roku pierwszy raz na podium zawodów najwyższej rangi stanęła w sezonie 2005/2006. Wtedy też dwukrotnie odniosła triumf podczas młodzieżowych mistrzostw świata. Norweska atletka pierwszy raz w czołowej trójce PŚ zameldowała się, podobnie jak Polka, trzy lata po zdobyciu medalu podczas MŚJ. Różnica jest tylko jedna – Bjoergen od razu odniosła triumf w pucharowych zawodach i to trzykrotny. Kowalczyk musiała poczekać jeszcze jedną zimę.

Justyna Kowalczyk i Marit Bjoergen na początku kariery na arenie międzynarodowej zdecydowanie nie były dominatorkami. Ostatecznie po zakończeniu kariery Polka ma na swoim koncie 104 miejsca na podium zawodów Pucharu Świata, w tym 50 zwycięstw. Do tego 5 medali olimpijskich (2 złote) i osiem krążków mistrzostw globu (2). Norweżka, która jeszcze mniej miała do powiedzenia w czasach juniorskich od Justyny, aż 183 razy meldowała się w czołowej trójce pucharowych biegów (w tym 114 triumfów). Marit ma też m.in. 8 tytułów mistrzyni olimpijskiej i 18 świata. Solidne, ale nie rewelacyjne juniorki okazały się kapitalnymi seniorkami-dominatorkami.

Aleksander Bolszunow a Sergiej Ustiugow – czym różnią się ich kariery?

Obaj medaliści mistrzostw świata. Obaj triumfatorzy zawodów Pucharu Świata, w tym Tour de Ski. Ich kariery jednak rozpoczęły się inaczej. Sergiej Ustiugow już na juniorskim czempionacie wywalczył 5 złotych medali i jedno srebro. Wygrywał i indywidualnie, i w sztafecie, i na dystansach, i w sprintach, i klasykiem, i łyżwą. Po swoje sukcesy sięgał w sezonach 2010/2011 i 2011/2012. Na debiut w PŚ musiał jednak poczekać do zimy 2012/2013. Już wtedy był blisko podium w rywalizacji na najwyższym szczeblu. Dodatkowo zdominował MŚ u-23 (3 złota). Od sezonu 2013/2014, w którym odniósł pierwsze pucharowe zwycięstwo,  każdej kolejnej zimy osiągał miejsca na podium. Jedyne, czego mu brakuje, to krążka imprezy czterolecia. U siebie w Soczi był 5 w sprincie. W Pjongczangu za to nie mógł wystartować.

Inaczej to się potoczyło w przypadku 23-letniego Rosjanina. On z MŚJ ma w dorobku zaledwie jeden medal i to z rywalizacji w sztafecie. Indywidualnie w Ałmatach i Rasnovie odpowiednio w 2015 i 2016 roku zwykle plasował się w drugiej dziesiątce. Tylko raz ukończył bieg w pierwszej. Ogromny progres Bolszunow zaprezentował w sezonie 2016/2017. Wtedy zaliczył udany debiut w stawce Pucharu Świata (9 miejsce w sprincie klasykiem w Drammen). Ponadto na mistrzostwach świata u-23 indywidualnie zgarnął dwa złote i jeden srebrny medal. Podczas zimy 2017/2018 już wygrywał i, w przeciwieństwie do Ustiugowa, pojechał na igrzyska. Z nich Aleksander Bolszunow przywiózł aż cztery krążki. Niemniej obaj biegacze są w ścisłej czołówce elity, ale jako juniorzy prezentowali różny poziom.

Hans Christer Holund – postać, która talent potwierdziła po latach

Holund to bardzo ciekawa postać. Norweg w 2008 roku sięgał po tytuł mistrza świata juniorów. Rok później na imprezie tej samej rangi wywalczał dwa brązowe medale. W zawodach Pucharu Świata zadebiutował on podczas zimy 2008/2009, jednak nie zdobył punktów. Kolejny bieg w elicie zaliczył dopiero… cztery lata później. Na dwa starty raz zapunktował. Pewne przełamanie nastąpiło u Holunda dopiero w sezonie 2014/2015. Wtedy w każdym z czterech biegów Hans zapunktował. W Szwecji na 15 kilometrów łyżwą był bardzo blisko czołowej trójki. Obecnie 31-latek pierwszy raz na podium Pucharu Świata stanął dopiero podczas sezonu 2015/2016.

Największe sukcesy Hans Holund osiągał od zimy 2017/2018. W Pjongczangu wywalczył brąz w biegu łączonym. Życiowy sukces norweski biegacz odniósł podczas Mistrzostw Świata w Seefeld. Podczas tej imprezy zdobył złoty medal w rywalizacji na 50 kilometrów techniką dowolną. W ubiegłym sezonie z kolei pierwszy raz wygrał zawody najwyższej rangi. Mimo świetnych rezultatów osiąganych w wieku juniorskim, Holund musiał bardzo długo czekać, aby potwierdzić potencjał w seniorach.

Sylwia Jaśkowiec zatrzymana przez kontuzje

Jaśkowiec juniorką była przyzwoitą. Podczas czempionatu w tej kategorii wiekowej indywidualnie najwyżej była na początku drugiej dziesiątki wyników. Sukcesy jej przyszły jednak w czasach młodzieżowych. W 2009 roku reprezentantka Polski została dwukrotną mistrzynią świata do lat 23 na dystansie 10 kilometrów łyżwą oraz w biegu łączonym. Wydawać się mogło, że skoro Sylwia zaliczyła taki progres między wiekiem juniorskim i młodzieżowym, to w Pucharze Świata też zacznie piąć się do góry. Niestety kontuzje i problemy zdrowotne znacznie jej to utrudniły. Dopiero w sezonie 2013/2014 tak naprawdę pokazała swój prawdziwy potencjał. W prologu podczas Tour de Ski po raz pierwszy stanęła na podium. W sprincie w trakcie weekendu na Polanie Jakuszyckiej z kolei była tuż za najlepszą trójką.

Kolejny sezon była dla Jaśkowiec życiowy. Wraz z Justyną Kowalczyk stanęły na podium zawodów PŚ w sprincie drużynowym w Otepää. Polki potwierdziły swoje możliwości w tej konkurencji podczas MŚ w Falun, gdzie zdobyły brązowy medal. W klasyfikacji generalnej sezonu 2014/2015 Sylwia zajęła 34. lokatę z dorobkiem 206 punktów. Potem jednak kolejna kontuzja znów ją zatrzymała. Po powrocie w sezonie olimpijskim zdołała zdobyć jeden punkt w Pucharze Świata. Na samych IO w Korei indywidualnie najlepszy wynik osiągnęła w biegu na 10 km łyżwą. Uplasowała się wtedy na dwudziestej czwartej lokacie. Z pewnością Sylwia Jaśkowiec mogła wywalczyć jeszcze lepsze wyniki, gdyby nie miała tak częstych problemów ze zdrowiem.

Petter i Tomas Northug – na początku obaj złoci

Wór medali Pettera Northuga zapełniony jest także wynikami z wczesnych lat jego kariery. Na MŚJ wywalczył łącznie osiem medali, w tym aż 6 złotych. Takie osiągnięcia zdobył podczas startów w 2005 i 2006 roku. Już w sezonie 2005/2006 wygrał zawody Pucharu Świata. To był początek jego wyrazistej kariery. Northug przełożył fantastyczne wyniki w juniorach na wspaniałe osiągnięcia w stawce seniorów. Norweski biegacz zakończył karierę m.in. z 13 złotymi medalami mistrzostw świata, czterema medalami IO i dwiema Kryształowymi Kulami.

Jego brat, Tomas, także zapowiadał się na bardzo dobrego zawodnika. W 2009 roku na juniorskim czempionacie we Francji wywalczył brąz w sztafecie. Rok później w Hinterzanten sięgnął po tytuł mistrza w sprincie stylem łyżwowym oraz sztafecie. Kariera trzydziestolatka potoczyła się jednak dużo gorzej niż w przypadku Pettera. Tomas w Pucharze Świata startował nieregularnie. Najlepiej może wspominać sezon 2014/2015 – wtedy w Otepää raz wygrał zawody najwyższej rangi. Na MŚ w Falun z kolei był w finale sprintu.

Jessica Diggins i Francesco de Fabiani – wypracowane miejsca na podium

Dwie różne narodowości, dwie różne postacie w świecie biegów. Są to jednak zawodnicy, których łączy jedna rzecz. Oboje w rywalizacji juniorskiej nie kończyli zmagań na najwyższych miejscach. Dzięki pracy w seniorach pokazali jednak talent. Szczególnie widać to w przypadku Jessici Diggins. Amerykanka startowała na MŚJ w latach 2009-2011. Do podium nie zbliżyła się ani razu, ba – indywidualnie klasyfikowana była poza czołową dziesiątką. To jednak nie zniechęciło zawsze uśmiechniętej Jessie do ciężkiej pracy. Efekty tego nadeszły. Diggins coraz regularniej punktowała w zawodach Pucharu Świata, a przełamanie nastąpiło w sezonie 2015/2016. Tamtej zimy Jessica po raz pierwszy wygrała bieg, a w klasyfikacji końcowej cyklu przebiła barierę 1000 punktów. Od tamtego momentu amerykańska biegaczka na stałe zagościła w ścisłej czołówce elity. Do tej pory 28 razy stawała na podium. W sezonie igrzysk w Pjongczangu była o włos od zdobycia Kryształowej Kuli. Na samych igrzyskach z Kikkan Randall sięgnęły po złoto w sprincie drużynowym. Ponadto Diggins ma cztery krążki z MŚ.

Progres de Fabianiego na pewno jest mniejszy niż Diggins, ale również zauważalny. Włoch, podobnie jak Amerykanka, ani razu nie był w czołowej dziesiątce Mistrzostw Świata Juniorów. Na tej imprezie startował w latach 2011-2013, a w sezonie 2014/2015 dostał szansę na debiut w pucharowych zmaganiach, a równocześnie Tour de Ski. Czterokrotnie stanął na starcie, jednak nie zdobył punktów. Sezon później de Fabiani zaskoczył jednak świat biegów – wygrał bieg na 15 kilometrów klasykiem w Lahti. W dotychczasowej karierze ośmiokrotnie plasował się w czołowej trójce. Franscesco ma również brązowy medal mistrzostw globu. Wywalczył go w Seefeld w sprincie drużynowym z Federico Pellegrino. De Fabiani może nie jest kluczową postacią obecnej stawki biegaczy, lecz nie można mu odmówić naprawdę wysokiego poziomu sportowego. Na MŚJ wyglądało to bowiem dużo gorzej.

Aleksander Panżyński i Perttu Hyvarinen – można było się spodziewać dużo więcej?

Perttu Hyvarinen juniorskiemu światu pokazał się w 2011 roku. Wtedy na mistrzostwach globu w tej kategorii wiekowej wywalczył trzy brązowe medale – dwa indywidualne i jeden w sztafecie. Dobre wyniki w juniorach w jego przypadku kompletnie nie przyłożyły się na rywalizację w seniorach. Pierwsze punkty Fin zdobył dopiero w sezonie 2015/2016. Najlepszą dyspozycję Perttu pokazał ubiegłej zimy. Trzykrotnie notował czasy biegu na poziomie pierwszej dziesiątki, a Tour de Ski ukończył na 14 lokacie.

Jeszcze znacznie więcej można było się spodziewać po Panżyńskim. Rosyjski biegacz świetnie rozpoczął karierę na poziomie międzynarodowym. Został mistrzem świata juniorów w 2009 roku. W tamtym sezonie zaliczył też dobry debiut w Pucharze Świata. W Trondheim w sprincie klasykiem zajął 17 miejsce. Wielki sukces seniorski przyszedł już zimą 2009/2010. Panżyński zdobył srebrny medal Igrzysk Olimpijskich w sprincie. W Pucharze Świata z kolei pięciokrotnie meldował się w dziesiątce. Kolejny pucharowy sezon był dla niego średnio udany. Na mistrzostwach globu za to wywalczył brąz w sprincie drużynowym. Rosjanin ostatecznie nie rozwinął swojego talentu. Co prawda w każdym kolejnym sezonie choć raz meldował się najlepszej dziesiątce, lecz żadnego spektakularnego wyniku już nie zdołał osiągnąć.

Wielka Therese

Na zakończenie trzeba przytoczyć postać Therese Johaug. Norweżka na MŚJ brylowała. 2007 rok – złoto i brąz, 2008 – trzy złote krążki. Pierwszy raz na podium Pucharu Świata stanęła z kolei już w sezonie 2006/2007. Choć przez długą część swojej kariery musiała często uznawać wyższość Marit Bjoergen i Justyny Kowalczyk, z pewnością potwierdziła swoje niesamowite umiejętności. Ma na swoim koncie trzy zwycięstwa w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Jest również multimedalistką mistrzostw globu (10 złotych krążków). Dominatorka Alpe Cermis ma też trzy medale igrzysk. Przykład do naśladowania? Dla niektórych tak, dla innych nie, bo w pamięci może zostać zawieszenie norweskiej atletki.

Źródło: informacja własna/fis-ski.com

%d bloggers like this: