O LGP w Wiśle słów kilka…

P1050012
Foto. Agnieszka Białek

Wisła, Wisła i… po Wiśle… Długo się zbierałam do napisania tego felietonu. Nie mogę uwierzyć, że te 4 dni tak szybko minęły. To był czas, który spędziłam w towarzystwie wspaniałych ludzi! Czas, w którym poznałam wielu nowych znajomych! Czas, w którym zobaczyłam skoczków z innej perspektywy! I tu od razu przechodzę do sedna felietonu. Różnica pomiędzy sezonem letnim, a zimowym jest ogromna! I nie chodzi mi tutaj o oczywiście skakanie na igielicie czy śniegu. Mam na myśli zachowanie się skoczków w stosunku do kibiców. Wiadomo, sezon letni to dla nich okres treningu do czterech miesięcy ciężkiej pracy. Większość zawodników starty z cyklu FIS Letniej Grand Prix w skokach narciarskich traktuję jako dodatkowy element w przygotowaniach. Na pewnym ich etapie, takie zawody są dla nich sprawdzianem tego co udało im się zrobić w tym okresie. Takie zawody są też dobrą okazją na wypróbowanie nowych rozwiązań lub też podpatrzenie kolegów z innych drużyn, czy mają jakieś nowości na nowy sezon zimowy. Oczywiście na początku zmagań w Letniej Grand Prix nikt swoich kart nie odkryję ale ekipy bacznie się obserwują. W tym momencie przypomina mi się spotkanie Kamila Stocha i Gregora Schlierenzauera przy wyciągu na skoczni w Wiśle – Malince. Panowie czekali w kolejce na wyciąg, Kamil na chwilę oparł swoje narty o barierkę, a co zrobił Gregor? Stanął dwa kroki za Kamilem i od samej góry do doły „przeskanował” wzrokiem narty Kamila. Stałam akurat blisko wyciągu i dokładnie widziałam tą sytuacje i ruch głowy Gregora. Jak widać… Polska kadra jest wnikliwie obserwowana, a dwukrotny Mistrz Olimpijski w szczególności (choć myślę, że Nasza reprezentacja też Święta nie jest w tym temacie, ale taki sport co zrobisz). Zresztą prowadzą w tym okresie ze sobą śmieszną grę w jakieś „podchody” czy „ciuciubabkę”. Komu się to opłaci? Kto zaskoczy swoich rywali jakimś nowym pomysłem? Pewnie bliżej Mistrzostw Świata w Falun się o tym przekonamy.

P1040952
Foto: Agnieszka Białek

Wracając do tematu. Na pewno inaczej zawodnicy traktują letnie skoki od tych zimowych. Nie chodzi mi tutaj o przygotowanie do skoku. Oni są profesjonalistami i doskonale wiedzą kiedy jest zabawa, a kiedy jest skupienie i koncentracja. Bardziej patrzyłam na całą dalszą otoczkę, czyli jak się zachowują względem kibiców przed zawodami, po zawodach, między seriami, czy gdzieś tam w czasie przypadkowych z nimi spotkań. Poznałam też jeszcze inny aspekt spotkań z Naszymi ulubieńcami, który ze sportem nie ma nic wspólnego ale o tym może później… Obiektem moich badań nad zachowaniem skoczków względem kibiców został Gregor Schlierenzauer. Nawet nie wiem ile razy nasłuchałam się bardzo negatywnych opinii o nim. Osobiście miałam z nim do czynienia raz – w Zakopanem ale raczej z dużo dalszej odległości niż w tym roku w Wiśle więc nie wszystko mogłam wtedy dojrzeć. Nadarzyła się wspaniała okazja aby wyrobić sobie własną opinię o nim… Szok! Przeżyłam autentyczny szok! Ten „nowy” Gregor (nazwijmy go tak) nie pasował mi do żadnego schematu, które został mi przedstawione. Pamiętam, że w trakcie sezonu zimowego był jedną z pierwszych osób, które opuszczały skocznie po zawodach (akurat w Zakopanem byłam świadkiem takiej ucieczki), a teraz… Gregor z całą drużyną ze skoczni wyjeżdżali jako jedni z ostatnich. Być może po prostu mieli tak zaplanowane przez komitet organizacyjny, ale na pewno zaplanowane nie było to co Gregor wyprawiał przed ich busem. Praktycznie codziennie robił sobie „selfie” z fanami, żeby później opublikować je na swoim blogu. Generalnie wydawał się być bardzo wyluzowany, był przez cały czas uśmiechnięty. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że przeszedł w ostatnim czasie jakąś metamorfozę. Stał z fankami (nawet po powrocie z treningu), rozdawał autografy, robił sobie zdjęcia bez żadnego problemu z każdym kto chciał, przybijał piątki i przede wszystkim nigdzie nie uciekał. Jest wielką gwiazdą tego sportu, co do tego nikt nie ma wątpliwości, a kompletnie nie odczułam tego żeby się wywyższał. Można nawet powiedzieć, że był serdeczny dla polskich kibiców, szczególnie dla tych w hotelu Gołębiewskim przy windzie 😉 Nie takiego Gregora się spodziewałam. Nie wiem co spowodowało tą zmianę. Być może właśnie to, że jest to sezon przygotowawczy dla nich i ten okres traktują ulgowo. Ja osobiście bardziej skłaniam się ku tezie, że to zmiana na stanowisku trenera przyniosła taką metamorfozę. Tak z perspektywy czasu myślę sobie, że z Pointnerem musiał być bardzo poważny konflikt. Teraz widziałam, że cała drużyna jest razem, że rozmawiają ze sobą. W ogóle cała ekipa z Austrii w czasie tegorocznego LGP wypadła bardzo na plus. Jeżeli Heinz Kuttin stoi za tym, że mogłam poznać swój jeden z ulubionych team-ów z tej dobrej strony to… Danke Heinz! I jeszcze jedno zdanie o Austriakach i kończę o nich temat. Thomas… Kiedy Gregor potwierdził informacje, że Thomas pojawi się na skoczni lada chwila to byłam prze szczęśliwa! Jednym z moich marzeń było właśnie spotkanie Thomasa Morgensterna, szczególnie po tym styczniowym upadku, który przeżyłam bardzo. Powiem szczerze… nie wierzyłam, że go zobaczę jeszcze kiedykolwiek w Polsce. Otarł się o śmierć ale miłość do tego co się robi okazuje się silniejsza i walczy pomimo strachu, który czuje na pewno za każdy razem kiedy siada na belkę startową. Myślę, że Thomas jest przykładem dla wszystkich ludzi, że nie można się poddawać, że trzeba walczyć i zrobić wszystko żeby dojść do celu, który sobie wyznaczają. Zapewne nie musiał przyjeżdżać na konkurs ale chciał i zrobił piękną niespodziankę wszystkim kibicom pod skocznią, którzy się nie spodziewali Jego przybycia. Podobno w sektorze B1 był szał kiedy się pojawił. Nie mogę nic napisać na ten temat ponieważ wtedy znajdowałam się w sektorze A3 ale wierzę swoim znajomym którzy byli tam na miejscu i zapewne tak było.

????????????????????????????????????
Foto: Aneta Gąska
10276984_303601506487269_4920278952547298457_n
Foto: Kinga Kluk
1919624_303601019820651_2641186049003733816_n
Foto: Kinga Kluk

Szczerze współczuję wszystkim fanom reprezentacji Niemiec. W moim mniemaniu bardzo się odizolowali od kibiców. Szczególnie Andreas Wellinger. Uważam za lekką przesadę omijanie kibiców (każdą inną trasą byleby tylko przy barierkach nie przejść), nie przybijanie „piątki” z nimi i w ogóle takie lekceważenie z ich strony. Ok. może to jest ich sposób na przygotowanie się do zawodów ale po konkursie takie zachowanie nie przystoi takim Mistrzom. Niektórzy ludzie czekali na nich w deszczu i burzy (w tym roku pogoda nie rozpieszczała kibiców) no i wypadałoby chociaż podejść do barierek. Z tego co widziałam tylko Andreas Wank z Richardem Freitagiem (no niech mu będzie, on przynajmniej autografy rozdał) wyłamali się z tego schematu.

Generalnie letnie zawody to dobre miejsce dla tych, którzy chcą zdobyć autografy swoich ulubieńców. Na te konkursy przychodzi zdecydowanie mniej ludzi niż w zimie. Być może to jest też kolejny powód tego, że są bardziej otwarci dla kibiców w sezonie letnim. Dla porównania na LGP w Wiśle było może z 4 tys. kibiców, na Puchar Świata przychodzi powyżej 8 tys. Oczywiście nie porównuje tutaj Wisły do Zakopanego bo pomiędzy tymi dwoma miastami jest przepaść. Bardzo spodobała mi się wiślańska tradycja rozdawania numerów startowych po kwalifikacjach. Nie wiem jak sami zawodnicy to odbierają ale dla kibiców jest to duża atrakcja i radość, że mogą oglądać z bliska swoich ulubieńców. W tym roku przyszło bardzo dużo ludzi do amfiteatru w centrum Wisły. Napisze szczerze, że stojąc pod sceną nie zdawałam sobie sprawy, że amfiteatr wypełnił się do ostatniego miejsca. Dopiero zdjęcia Severina Freunda i Michaela Hayboecka mi to uświadomiły. Myślę, że kibicom w Zakopanem w czasie Pucharu Świata takie spotkanie ze skoczkami też by się bardzo spodobało ;).

P1040945
Foto: Agnieszka Białek
10563104_777324482290417_1139416710831194025_n
Foto: facebook/Michael Hayboeck

W następnej części mojego felietonu chciałabym coś napisać o organizacji zawodów z perspektywy kibica. Z perspektywy zawodników zapewne było wszystko na najwyższym poziomie. Jednak ja mam dwa zastrzeżenia. Po pierwsze: transport kibiców na skocznie. Autobusy teoretycznie miały odjeżdżać z dwóch przystanków w Wiśle. Praktycznie odjeżdżały tylko z jednego. Dlaczego? Ponieważ autobus, który przyjeżdżał na przystanek w centrum Wisły (ten pierwszy) zapełniał się po same brzegi tak, że miejsca już nie było dla tych kibiców z drugiego przystanku.  Sama jechałam w takim autobusie, który na drugim przystanku się nie zatrzymał, a ofiarami tego zdarzenia zostały moje redakcyjne koleżanki i kilkadziesiąt kibiców. Wydaje mi się, że jest potrzebny inny system dowożenia kibiców na skocznie. Ale już nie ja będę o tym decydować. Po drugie: takiej wpadki organizacyjnej chyba w Wiśle jeszcze nie było. Za nim zacznę opisywać całe zdarzenie to pokaże Wam zdjęcie z sektora A3.

P1050096
Foto: Archiwum prywatne / Agnieszka Białek

Tak dobrze widzicie. Takie oto właśnie „vip-owskie” miejsca zostały nam przyznane. Na betonowych schodach, po deszczu za jedyne 60 zł. Przed konkursem indywidualnym zajęliśmy sobie miejsca ale przyszła burza i postanowiłyśmy się schować w części gastronomicznej przed deszczem. Liczyłyśmy się z tym, że nie będziemy miały miejsc obok siebie ale nie liczyłyśmy się z tym, że tych miejsc po prostu nie będziemy mieć! Po zauważeniu problemu poprosiłyśmy ochronę o pomoc. A co zrobiła ochrona? Rozłożyła ręce i powiedziała „że musimy usiąść”. Wtedy to wierzcie mi ale to ja rozłożyłam ręce i powiedziałam „przepraszam, gdzie mam usiąść jak wszystko zajęte?”. Pani się zmieszała i zawołała koleżankę do pomocy, która powiedziała to samo. No to stwierdziliśmy, że może po prostu postoimy między sektorem A4 i A3 ale jak to powiedziały panie „nie można stać, trzeba usiąść”. Zostały nam przydzielone miejsca na zimnym i mokrym betonie. Nie mieliśmy innego wyjścia. Jak to się stało, że nie było miejsc? Nie mam pojęcia. Raczej nie jest to wina systemu sprzedaży biletów. Myślę, że po prostu kibice zaczęli sobie przekazywać te bilety, a ochrona nie była w stanie zweryfikować czy ta osoba powinna być w tym sektorze. Rozwiązaniem tego problemu mogłoby być wprowadzenie numeracji miejsc bądź bilety imienne. Cóż… stało się ale niesmak pozostał.

Przed podsumowaniem chcę jeszcze o dwóch rzeczach napisać. Kiedy już siedziałam na tych schodach w sektorze A3 miałam okazje dokładnie się przyjrzeć skoczni. Tam aż się prosi o trybuny dla kibiców wzdłuż zeskoku! Szczególnie, że jesteśmy w Polsce gdzie skoki narciarskie są jedną z najpopularniejszych dyscyplin sportowych. Na pewno zostałyby zapełnione do ostatniego miejsca. Dla mnie to skocznia bardziej do rozgrywania zawodów krajowych lub przeprowadzania treningów. Nie rozumiem tego sztucznego „lansowania” Wisły przez PZN. Co drugie zawody w Wiśle, prawie każda konferencja w Wiśle, praktycznie wszystkie krajówki rozgrywane w Wiśle… Ja rozumiem naprawdę wszystko. Wiem, że stosunki pomiędzy TZN a zarządcą skoczni w Zakopanem (COS) od lat nie są najlepsze i dużo kosztuje wynajęcie skoczni na zawody ale zdecydowanie więcej konkursów powinno się odbywać na Wielkiej Krokwi. Tym bardziej, że ta skocznia dla Polaków i fanów skoków narciarskich jest bardzo ważna.

??????????????????????????????????????????????????????????????????
Foto: Mateusz Król

Ostatnim tematem, który poruszę w moim felietonie będzie test nowego systemu rozgrywania zawodów lotów narciarskich. Na początku bardzo sceptycznie podeszłam do tego pomysłu. Uważałam, że wprowadzi dużo nie potrzebnego zamieszania, że nie będzie jasny dla kibiców. Pierwotnie zakładano, że tylko jedna seria zdecyduje o losach konkursu. Po interwencji trenerów, postanowiono wliczyć kwalifikacje do łącznego wyniku (czyli w sumie 3 serie będą się liczyć). Skok w kwalifikacjach zdecyduje o grupie w której znajdzie się zawodnik oraz o miejscu w niej. Po obejrzeniu konkursu w Wiśle pomyślałam, że to może się udać. Ale po pierwszej ekscytacji przyszła pora na refleksje i stwierdzenie, że to nie ma sensu. Po prostu nie ma co kombinować. Skoki narciarskie to tak nieprzewidywalny i podatny na warunki atmosferyczne (wiatr) sport, że niestety ale przez nowy system, konkursy stały się niesprawiedliwe i nieczytelne dla kibica. Szczególnie tego, który jest pod skocznią i nie ma podglądu do listy startowej i wyników z poprzednich serii. I tak skoki są wyjątkowo problematyczną i matematyczną dyscypliną przez przeliczniki. Może tego starczy?! Nie zrozumcie mnie źle. Jestem za tym aby jakoś wyszczególnić loty narciarskie ale chyba nie tędy droga. Ktoś w FIS-ie naoglądał się Ligii Mistrzów i chce ją skopiować do skoków (grupy, rozstawienia itp.). Mam takie jedno małe marzenie, aby chociaż na jeden konkurs w PŚ powrócić do starych zasad rozgrywania zawodów (bez przeliczników). Jestem bardzo ciekawa przebiegu takiego konkursu w dzisiejszych realiach. Aby wprowadzać drugą rewolucje trzeba skończyć tą pierwszą. Uważam, że system rekompensaty za wiatr posiada wiele wad i w pierwszej kolejności powinno je się wyeliminować. Jedno jest pewne. W nowym formacie rozgrywania zawodów w lotach narciarskich trzeba oddać dobry skok w kwalifikacjach aby mieć dobre rozstawienie i szanse na awans do serii finałowej. Pierwszą ofiarą nowego systemu został nasz dwukrotny Mistrz Olimpijski – Kamil Stoch. Zobaczymy czy system pomyślnie przejdzie fazę testów i jak będzie wyglądał na skoczni mamuciej w zimie (jeśli wcześniej pomysł nie upadnie).

????????????????????????????????????
Foto: Aneta Gąska

Dla mnie to był super spędzony czas z moimi znajomymi i przyjaciółmi z redakcji! Gdyby nie było tych letnich zawodów to bym chyba uschła z tęsknoty do zimowego sezonu. Zresztą po zawodnikach było widać, że też im brakuje rywalizacji i cieszyli się, że w końcu wszystko się powoli zaczyna. Po raz kolejny Polscy kibice zasługują na wielkie brawa za doping! I to nie tylko Polskich zawodników. Aż miło mi się później czytało na facebookach i twitterach zagranicznych zawodników, że dziękują za ciepłe przyjęcie w Wiśle. Mamy połowę sierpnia. Sezon letni w pełni. W poprzednim felietonie „Przeminęło z wiatrem. Część 2” Napisałam takie słowa: „Byle do lgp”. Nawet nie wiem kiedy mi ten czas zleciał. Teraz zleci jeszcze szybciej bowiem już we wrześniu nasza redakcja zabiera się za planowanie wyjazdów na zawody w zimie. Warto jeździć na zawody z cyklu FIS Letnia Grand Prix w skokach narciarskich, ponieważ atmosfera jest bardzo luźna, letnia i łatwiej jest spotkać swoich ulubieńców niekoniecznie na skoczni ;).

P1050064
Archiwum prywatne / Sportsinwinter.pl

„Byle do listopada…”

Mateusz Król
Obserwuj

3 thoughts on “O LGP w Wiśle słów kilka…

  1. Te kilka dni w Wiśle było jak sen. Cieszę się, że mogłam w końcu się z wami spotkać i razem mogliśmy przeżyć to, co wydarzyło się po konkursach. To był niezwykły czas. 😉
    Co do felietonu to nie mogę się z tobą zgodzić w jednej kwestii – Niemców. Naprawdę nigdy za nimi nie przepadałam ale od jakiegoś czasu powoli zmieniałam zdanie, aż do momentu gdy w Wiśle przekonałam się na własnej skórze, że oni właśnie najchętniej podchodzili do kibiców i to z uśmiechami na twarzy. Oprócz Morgiego, który potem zjawiał się na skoczni, właśnie Karl Geiger był najbardziej uśmiechniętym skoczkiem. Co chwilę podchodził do kibiców stojących przy barierkach, przybijał piątki, rozdawał autografy i nikomu nie odmawiał. Strasznie pozytywny człowiek! Podobnie Markus Eisenbichler, Richard Freitag i Andreas Wank. Strasznie mnie zaskoczyli, gdy podchodzili do kibiców z uśmiechem, kartkami i podpisywali autografy. Co prawda może nie pomiędzy seriami bo wtedy się śpieszyli ale po kwalifikacjach, seriach próbnych czy po konkursie, chętnie przychodzili do kibiców. Andreas Wellinger również przychodził, po konkursie drużynowym nawet rzucił swój plastron, co prawda trochę był wycofany ale wcale mu się nie dziwię, gdy taki tłum nastolatek piszczy na jego widok i o mały włos nie przewraca barierek. 😉 Jedynym skoczkiem niemieckim, który nie podchodził chętnie do kibiców to Severin Freund. Ale ogólnie po tych kilku dniach obserwacji spod barierek stwierdziłam, że to właśnie Niemcy byli najbardziej przyjaźni kibicom i naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyli. Z przykrością muszę stwierdzić, że spisali się lepiej niż Austriacy, bo oni co prawda rozdawali autografy, robili sobie zdjęcia ale uśmiechu trochę pożałowali, bo przechodząc koło barierek rzadko, któryś z nich posyłał do kibiców uśmiech. Oczywiście oprócz Manuela Fettnera, który nie szczędził uśmiechu oraz Morgiego, który cierpliwie stał, rozdawał autografy i z każdym kibicem zrobił sobie zdjęcie ale on to fenomen, bo bardziej pozytywnego człowieka chyba nigdy wcześniej nie spotkałam 😉

    1. No widzisz Aniu, stałaś w innym miejscu i co innego widziałaś. Opisałam swoje spostrzeżenia. Nie lubię niemieckich skoczków więc większej uwagi jakoś też na nich nie zwracałam. To co zobaczyłam (również stałam przy barierkach), to co usłyszałam i to co mi powiedziano napisałam. Praktycznie całą swoją uwagę skupiłam na autach bo chciałam się przekonać czy naprawę są tacy gburowaci jak to zostało mi opisane. Morgi i Fettner są super! Każdy będzie miał inną opinie na ten temat, każdy cos innego zobaczył. Ale fajnie było!

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.